„Michael Jackson: Werdykt” zadebiutuje na Netflix już na początku czerwca jako trzyodcinkowy serial dokumentalny. To powrót do jednej z najgłośniejszych batalii sądowych w historii popkultury: procesu, który w 2005 roku na lata zdefiniował publiczną rozmowę o artyście.
„Michael Jackson: Werdykt”. Netflix otwiera drzwi do sali rozpraw i pokaże nieznane dotąd materiały
Seria ma prowadzić widzów przez kulisy sprawy, opowiadane przez osoby obecne na sali rozpraw. Za reżyserię wszystkich odcinków odpowiada Nick Green. Projekt ma showrunnera w osobie Davida Hermana, a w gronie producentów wykonawczych znaleźli się Fiona Stourton, David Herman oraz James Goldston, były prezes ABC News. Całość powstała pod szyldem Candle True Stories.
Twórcy stawiają na perspektywę ludzi, którzy nie oglądali procesu z dystansu, lecz śledzili jego rytm na bieżąco: prawników, dziennikarzy, świadków oraz osób z ławy przysięgłych. To ważny detal, bo nadaje opowieści ton możliwie rzeczowy i uporządkowany, bez skrótów znanych z medialnych nagłówków.
View oEmbed on the source websiteTrzy odcinki, 50 minut każdy i jedna sprawa, która nie przestaje dzielić
Seria składa się z trzech odcinków, a każdy ma trwać 50 minut. W centrum pozostaje proces z 2005 roku i oskarżenia, które według opisu produkcji mają zostać pokazane z pełnym kontekstem. Wątek, do którego dokument wraca najczęściej, dotyczy zarzutów o molestowanie nieletnich. W materiałach o serii podkreślono, że w 2003 roku Michael Jackson usłyszał dziesięć zarzutów kryminalnych, a w 2005 roku został uniewinniony ze wszystkich. Pojawia się też informacja, że po zakończeniu tego procesu miały miejsce kolejne sprawy cywilne.
W opisie samej sprawy pojawia się również Neverland Ranch oraz dziesięć zarzutów dotyczących molestowania nieletniego chłopca. Dokument ma obejmować rozmowy z członkami ławy przysięgłych, którzy ostatecznie uniewinnili Jacksona od wszystkich zarzutów.
Film „Michael” ominął najtrudniejsze pytania, a dokument wchodzi w nie bez skrótów
Premiera dokumentu przypada na czas, gdy w kinach wyświetlany jest film biograficzny „Michael” w reżyserii Antoine’a Fuqui, z Jaafarem Jacksonem w roli głównej. Wśród zarzutów formułowanych wobec kinowej opowieści pojawia się jedno kluczowe: pominięcie najpoważniejszych oskarżeń karnych.
Wskazywano, że w fabule nie poruszono tematów takich jak zarzuty o molestowanie nieletnich, podanie alkoholu osobie niepełnoletniej czy spisek mający na celu uprowadzenie dziecka. Podkreślano też, że film kończy się na roku 1988, podczas trasy Bad World Tour, omijając późniejsze, szczególnie zapalne rozdziały biografii.
„Michael Jackson: Werdykt” w czerwcu na Netflix
Historia Jacksona nie skończyła się na sali sądowej. W 2019 roku szeroką dyskusję wywołał dokument HBO „Leaving Neverland” w reżyserii Dana Reeda, w którym wystąpili Wade Robson i James Safechuck. Ten tytuł ponownie rozpalił globalny spór o to, jak mówić o sławie, odpowiedzialności i społecznej cenie idolatrii.
W tle pozostaje też fakt, że artysta zmarł w 2009 roku w wyniku ostrego zatrucia propofolem i benzodiazepinami podanymi przez osobistego lekarza. Właśnie dlatego „Michael Jackson: Werdykt” zapowiada się nie tylko jako kronika procesu, lecz także jako kolejny rozdział rozmowy o dziedzictwie, które wciąż budzi silne emocje. 3 czerwca widzowie sprawdzą, jak Netflix układa tę historię w trzy precyzyjnie skomponowane odcinki.

7 godziny temu
4







English (US) ·
Polish (PL) ·