Aragonia to kraina kontrastów: od tętniącej życiem Saragossy, po mistyczne wodospady Monasterio de Piedra. To tutaj narodziła się potęga hiszpańskiej monarchii i talent wielkiego Goi, a dziś rodzą się jedne z najlepszych win świata. To region ludzi upartych - „tozudez aragonesa”, niesamowicie gościnnych i dumnych ze swojej historii, która kiedyś trzęsła całym basenem Morza Śródziemnego.
Saragossa i „święta wojna”
Zaczynamy w Saragossie, stolicy Aragonii, czwartym największym mieście Hiszpanii - blisko 700 tys. mieszkańców, któremu udało się zachować duszę rodzinnego miasta. Przechodząc mostem Piedra, możemy podziwiać imponującą Bazylikę Nuestra Señora del Pilar. Jej jedenaście kolorowych kopuł odbija się w mętnych wodach rzeki Ebro, tworząc widok niemal nierealny. Bazylika nie jest zwykłym kościołem – to symbol przetrwania. W środku znajdują się wspaniałe freski samego Goi, pochodzącego z okolic Saragossy, oraz …dwie bomby z czasów wojny domowej, które przebiły dach i nie eksplodowały. Mieszkańcy mówią, że to cud, realiści zaś, że to aragońska solidność.
Saragossa ma jeszcze jedną katedrę – Katedrę La Seo (Zbawiciela), stojącą na tym samym placu co bazylika, co nie jest efektem urbanistycznego błędu, lecz odwiecznej „świętej wojny” o prestiż, wpływy i serca mieszkańców. La Seo to arystokratka, zbudowana na miejscu dawnego głównego meczetu, gdzie wcześniej istniało rzymskie forum. Królowie Aragonii składali w niej przysięgi i koronowali się na władców. Po wejściu do świątyni przez chwilę trwamy w niemym zachwycie. Mamy przed sobą fascynującą mieszanką gotyku, renesansu i stylu mudéjar, wpisanego na listę UNESCO, który powstał, gdy chrześcijanie i muzułmanie żyli obok siebie, tworząc coś, czego nie ma nigdzie w świecie. Ich ceglane wieże-minarety i misterne geometryczne wzory wciąż są prawdziwym skarbem Saragossy.
Bazylika del Pilar, dusza miasta
W przeciwieństwie do Katedry La Seo, barokowa Bazylika del Pilar (Matki Bożej na Kolumnie) początkowo była tylko kolegiatą. Jednak jej popularność wśród pielgrzymów sprawiła, że zaczęła aspirować do miana katedry, co doprowadziło do otwartego konfliktu z La Seo. Rozwiązanie sporu przyszło w 1676 r., kiedy ogłoszono, że Saragossa ma dwie katedry w jednej kapitule. Od tego czasu biskup zasiada w nich naprzemiennie – przez sześć miesięcy w roku w La Seo i przez sześć w El Pilar. I choć La Seo jest architektonicznym majstersztykiem, to El Pilar jest duszą miasta. Dla „zaragozanos”, mieszkańców Saragossy, bazylika jest czymś więcej niż kościołem – to ich tożsamość. Rozwiązanie tej zagadki znajdujemy w środku świątyni, gdzie stoi niewielka, jaspisowa kolumna, na której według tradycji w 40 r. n.e. Matka Boża ukazała się św. Jakubowi. Wierni od wieków całują fragment kolumny odsłonięty z tyłu ołtarza. A fakt, że podczas wojny domowej żadna z bomb zrzucona na bazylikę nie wybuchła, było ostatecznym dowodem na to, że Virgen del Pilar czuwa nad miastem. Do dziś, zresztą, bomby wiszą na ścianie wewnątrz świątyni jako wota dziękczynne. Przy katedrach rozciąga się imponująca Plaza del Pilar, jeden z największych placów w Europie, będący rajem przechodniów.
Posłuchajmy szeptu kalifów
Jeśli przyjrzeć się herbom, mostom czy bramom w Saragossie, wszędzie widać lwa. Anegdota mówi o dumie i waleczności mieszkańców, ale naprawdę lew stał się symbolem miasta przez... błąd językowy. Nazwa miasta ewoluowała z Caesaraugusta do Saragossa, co fonetycznie kojarzyło się z łacińskim Leo. Mieszkańcy tak polubili ten symbol, że dziś na moście Piedra strzegą ich cztery ogromne lwy z brązu. Stąd można przejść spacerem do Pałacu Aljafería. To najlepiej zachowany przykład architektury mauretańskiej poza Andaluzją. Zachwyt budzą koronkowe łuki, ogrody pełne drzewek pomarańczowych i cisza, która pozwala usłyszeć szept dawnych kalifów. Zupełnie jak w Andaluzji, ale bez tłumów jak w Sewilli. W tym miejscu widać, że Aragonia to tygiel, w którym chrześcijaństwo, islam i judaizm przez wieki „gotowały się” w jednym garnku. Ale Aragonia to nie tylko zabytki, to stan umysłu. Miejsce, w którym nikt nikogo nie pogania, gdzie rzymskie mury sąsiadują z barami tapas, a zapach kadzidła, dochodzący z bazyliki, miesza się z aromatem smażonych kalmarów.
Casco Viejo - tu się żyje!
Jeśli Saragossa jest sercem Aragonii, to Casco Viejo, Stare Miasto, jest jej rytmiczną zastawką. Nie wygląda przy tym jak sterylny turystyczny skansen. To żywa tkanka miejska, gdzie rano starsze panie idą na targ z wózkami, a wieczorem studenci i miejscowi okupują krawężniki z kieliszkiem wina w dłoni. Życie wtedy przenosi się do słynnej El Tubo, czyli Rury – labiryntu wąskich uliczek, gdzie „tapa” stało się religią i gdzie nie siedzi się przy jednym stoliku, tylko wędruje się z baru do baru. Każdy z nich ma swoją specjalność: w jednym serwują nadziewane pieczarki „las champis”, w innym najlepsze krokiety w Hiszpanii. Warto spróbować „migas aragonesas”, smażonych okruchów chleba z „chorizo” i winogronami czy lokalnej jagnięciny „ternasco”. I warto pamiętać, że serce każdego miłośnika wina bije tu szybciej.
„Płynne złoto” Aragonii
Aragonia słynie z „garnachy”, najstarszego szczepu winorośli, potrzebującego dużo słońca. A Saragossa jest jej światową stolicą. To z jej okolic w czasach królestwa Aragonii szczep ten rozprzestrzenił się na całe Morze Śródziemne aż po Sardynię. „Garancha” stała się tutaj elementem stylu życia. W dzielnicy El Tubo czy na Plaza Santa Marta nie prosi się o czerwone wino. Prosi się o „garnachę”. A jak smakuje Saragossa w kieliszku? Ma intensywny kolor dojrzałej wiśni. Aromat truskawek, malin i czarnego pieprzu. I dość wysoką zawartość alkoholu, który jest jednak idealnie zbalansowany przez soczystą owocowość. Miasto regularnie organizuje winne festiwale, na których restauratorzy rywalizują o najlepsze połączenie swoich win z lokalnymi „tapas”. To, co wyróżnia okolice Saragossy, to niespotykana nigdzie indziej gęstość starych krzewów „garnachy”. Wiele winnic ma od 50 do nawet 100 lat. Stare krzewy dają bardzo mało owoców, ale są niezwykle skoncentrowane, pełne aromatu dojrzałych czerwonych owoców, przypraw i słońca. To „płynne złoto” Aragonii.
Rzymskie ślady pod stopami
Casco Viejo stoi na fundamentach rzymskiej Caesaraugusty. Obok targu miejskiego trafiamy na szklane tafle w chodniku, pod którymi widać ruiny forum i potężne fragmenty dawnych murów obronnych. Inne atrakcje czekają nas przy ulicy Calle Don Jaime I, gdzie wciąż stoją renesansowe pałace, często przerobione na muzea lub biblioteki, z ukrytymi w środku dziedzińcami. Stąd już blisko do Plaza de la Magdalena. Tutaj Casco Viejo staje się bardziej artystyczne, pełne murali, sklepów z winylami i kawiarni, w których kawa smakuje najlepiej o 11 rano, gdy miasto powoli budzi się do życia po długiej nocy.
Trzy rzeczy, które trzeba zrobić w Casco Viejo:
- Wjechać windą na wieżę Torre del Pilar, skąd rozciąga się zapierająca dech w piersiach panorama na dachy Starego Miasta i zakola rzeki Ebro.
- Zjeść „piqueo", małą przekąskę, na Plaza Santa Marta, będącą idealnym miejsce na popołudniowe wino i słynny ser „tronchón”.
- Dotknąć rzymskich murów przy Torreón de la Zuda, żeby poczuć 2000 lat historii, trzymających tę dzielnicę w pionie.
W Saragossie mówią, że jeśli ktoś zachowuje się dziwnie, to na pewno wieje cierzo, zimny, suchy wiatr znad rzeki Ebro. Zdarza się, że jest tak silny, że potrafi wywiać grzechy z duszy, ale przy okazji urywa głowy. Aragończycy jednak go sobie cenią, bo dzięki niemu ich szynka „jamón” schnie dobrze, a „garnacha” zachowuje swój wyjątkowy smak.
Aragońskie perełki
Aragonia skrywa skrajności. W ciągu dwóch godzin można przejechać z pustyni Monegros, gdzie kręcono filmy o Dzikim Zachodzie, w najwyższe i najbardziej dzikie partie Pirenejów. Po drodze mija się lodowce, kaniony przypominające Arizonę i zielone oazy z wodospadami, a wszystko to w promieniu stu kilometrów od stolicy. Ruszamy na zachód, gdzie czas stanął w miejscu, by uchronić piękno maleńkich zabytkowych kościołów.
Pierwszym przystankiem jest Iglesia de San Félix, jeden z najpiękniejszych w regionie kościołów o charakterze obronnym. Jego masywna sylwetka z wieżami-minaretami sprawia, że z daleka bardziej przypomina zamek niż świątynię. Budowla w stylu mudéjar oszałamia elewacją z cegły ułożonej w skomplikowane wzory geometryczne. W środku zachowały się unikalne, rzeźbione tynki, symulujące cegłę, pomalowane w żywe kolory. Kościół został zbudowany w XIV w. i przetrwał zawirowania dziejowe. Miłym akcentem jest też miejscowy bar, w którym kelner z szybkością super ekspresu serwuje gościom pyszne kawy. Bar działa, choć osada Torralba ma niespełna 200 mieszkańców. Zaledwie kilka kilometrów dalej, w Cerverze, stoi Iglesia de Santa Tecla, wpisana na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Kościół skrywa prawdziwy skarb, którym są XV-wieczne polichromie, pokrywające całą nawę. Na sklepieniach widać fascynujące motywy: czarne smoki, florystyczne rozety i skomplikowane wzory, będące dziełem muzułmańskich rzemieślników. Podobnie jak w Torralbie kościół powstał na fundamencie dawnego zamku i miał obronny charakter.
Klasztor Piedra: raj w sercu pustyni
Zwieńczeniem naszej wycieczki jest klasztor cystersów, położony w Nuévalos. To miejsce, gdzie sztuka sakralna spotyka się z „magią wody". XIII-wieczne mury kryją surowy gotyk cysterski. Można tu zwiedzić niezwykły kapitularz, krużganki i starą kuchnię. Nie wszyscy wiedzą, że Monasterio de Piedra stał się kolebką czekolady. W 1534 r. goszczący w Meksyku brat Jerónimo de Aguilar wysłał do opata klasztoru ziarna kakao wraz z przepisem. Wkrótce w klasztornej kuchni powstała pierwsza w Europie czekolada, sporządzona w formie napoju.
Klasztor stoi w przepięknym parku krajobrazowym nad rzeką Piedrą, z pomocą której stworzono tu dziesiątki jezior i wodospadów. Najwyższy, za którym kryje się ogromna jaskinia, ma ponad 50 metrów! Można zatrzymać się przy Lago del Espejo, lustrzanym jeziorku, w którego spokojnej tafli odbijają się okoliczne skały. Klasztor i park są otwarte codziennie, ale kościoły w Torralbie i Cerverze najlepiej zwiedzać po wcześniejszym umówieniu wizyty. Opuszczamy Aragonię z nadzieją, że uda się tu wrócić.

12 godziny temu
33








English (US) ·
Polish (PL) ·