Zakupy są coraz droższe, choć inflacja spada. Paradoks da się wytłumaczyć

2 godziny temu 6
ZIZOO.PL
Styczniowe zakupy w sklepach mogły być dla wielu z nas sporym zaskoczeniem, bo za podstawowe produkty zapłaciliśmy wyraźnie więcej niż przed rokiem. Tymczasem z mediów co chwilę dowiadujemy się, że przecież inflacja hamuje, więc nie powinno ciągle być drożej i drożej. Skąd taki paradoks i czy to w ogóle coś nietypowego? Ostatnie dane Głównego Urzędu Statystycznego pokazały, że inflacja w Polsce w styczniu 2026 r. wyniosła 2,2 proc. Tak wolno ceny nie rosły od marca 2024 r., gdy wskaźnik ten wyniósł 2,0 proc. Teoretycznie powinniśmy więc płacić mniej za zakupy, ale ceny na półkach stale rosną w porównaniu z zeszłym rokiem. Ceny w sklepach detalicznych rosną mimo niskiej inflacji Najnowszy raport pt. "Indeks Cen w Sklepach Detalicznych" podsumowuję analizę ponad 82 tys. cen w niemal 40 tys. placówek. Wynika z niego, że w styczniu codzienne zakupy podrożały średnio o 3,7 proc. w relacji rok do roku (rdr). Tempo to spadło w porównaniu z końcówką ubiegłego roku (okres świąteczny zawsze jest droższy), ale wciąż pozostaje wyższym poziomie niż wskaźnik inflacji. Podwyżki dotknęły aż 17 podstawowych kategorii produktów, zatem drożeje nie tylko np. masło, jak ponad rok temu, ale zjawisko ma charakter masowy. Eksperci dodają też, że dynamika wzrostów powoli słabnie, ale jest to mało odczuwalne dla przeciętnego konsumenta. "Spadek dynamiki wzrostu cen w styczniu był symboliczny, ale warto mieć w pamięci, że obniża się ona już od miesięcy. Moim zdaniem ten trend się utrzyma" – ocenia Marcin Luziński, ekonomista z Santander Bank Polska. I to akurat dobre informacje, bo specjalista prognozuje, że "na razie ostrożnie założyłbym, że w tym roku zejdziemy poniżej 3 proc., a może nawet 2 proc. rdr". Co drożeje najszybciej, a co tanieje? Nasze rachunki podbija wiele produktów, bez których wielu z nas nie może się obejść. Nie chodzi tylko o używki tj. alkohol, ale też mięso czy chemię do domu. Używki – wzrost o 10,2 proc. rdr. Chemia gospodarcza – wzrost o 8,3 proc. rdr. Słodycze i desery – wzrost o 7,1 proc. rdr. Mięso – wzrost o 6,7 proc. rdr. Dodatki spożywcze – wzrost o 5,9 proc. rdr. "Używki, chemia gospodarcza, słodycze, mięso i dodatki spożywcze drożeją najszybciej ze względu na wzrost kosztów surowców, energii i transportu, a w niektórych przypadkach – również sezonowość" – wyjaśnia dr Piotr Arak, główny ekonomista VeloBanku. Najbardziej potaniały warzywa (spadek o 4,1 proc. rdr) i owoce (spadek o 3,1 proc. rdr.), które jako jedyne zanotowały spadki dzięki udanym zbiorom z ubiegłego roku i umocnieniu złotego. Dlaczego zakupy drożeją bardziej niż inflacja? Odpowiedź jest ukryta w samej konstrukcji wskaźników. Autorzy raportu tłumaczą, że badane produkty sklepowe to tylko ok. jedna trzecia całego koszyka inflacyjnego. W jego skład wchodzą też m.in. usługi, paliwo, koszty energii, utrzymania i wyposażenia mieszkania. A to właśnie te pozostałe sfery życia tanieją lub drożeją znacznie wolniej i obniżają wynik inflacji. Jest jednak światełko w tunelu dla sektora spożywczego. Eksperci z Uniwersytetu WSB Merito wskazują, że ceny żywności rosną wolniej niż chemia czy używki, co "wynika z globalnego spadku cen surowców rolnych i efektu bazowego po wysokich wzrostach w 2025 r.". "Analiza danych wskazuje na stopniową normalizację, gdzie handel detaliczny odbudowuje marże bez szokowych podwyżek" – twierdzi dr Joanna Myślińska-Wieprow. Prognozy na najbliższą przyszłość są raczej optymistyczne, ale biorąc obecną sytuację geopolityczną: nigdy nic nie wiadomo. Specjaliści przewidują, że tempo wzrostu cen w sklepach powinno utrzymać się na poziomie 3–4 proc. w skali całego roku. Wiele będzie zależeć od cen energii i paliw, które obecnie są trudne do przewidzenia, ale mają ogromny wpływ na to, ile ostatecznie płacimy za jedzenie i napoje.
Przeczytaj źródło