Zabrałem Skodę Superb iV 2025 w najgorsze mrozy w "ostatnią podróż". Po 1200 km zaniemówiłem

8 godziny temu 6
ZIZOO.PL
To nie był zwykły test. To było ostatnie pożegnanie, ale w metaforycznym tego stwierdzenia znaczeniu, bo po prostu redakcja naTemat była ostatnią, która jeździła tym modelem, zanim ten wyjechał z parku prasowego. Skoda Superb iV 2025 w wersji Sportline, bo to o niej mowa, stanęła oko w oko z... ostatnimi ogromnymi mrozami. Przez kilka dni termometry pokazywały -25 stopni Celsjusza, a ja pokonałem nią w tym okresie 1200 kilometrów, by sprawdzić, czy hybryda plug-in ma sens, gdy świat dookoła zamarza. Z tą konkretną sztuką znaliśmy się od dawna, ale ta "ostatnia podróż" miała być ostatecznym sprawdzianem. Nowy Superb czwartej generacji to samochód, który w wersji Sportline wygląda po prostu przepięknie i zadziornie. No zobaczcie tylko na tę linię nadwozia, lampy, czarne detale, agresywniejsze zderzaki i sylwetkę, która mimo upływu lat wciąż wyznacza standardy w segmencie D. Oczywiście nie jestem fanem plastiku w kolorze fortepianowej czerni pod żadną postacią i trochę nie rozumiem zabiegu wielu producentów, którzy w usportowionych wersjach pchają właśnie ten podatny na zarysowania i zabrudzenia materiał jako dekoracyjny na nadwozie. No ale cóż. Nie można zaprzeczyć, że w stanie z salonu wygląda on świetnie. Wsiadając do środka przy -25 stopniach, spodziewałem się trzasków plastiku i buntu elektroniki. Nic z tych rzeczy. System multimedialny ruszył bez zająknięcia, a fotele ogrzały mnie szybciej, niż zdążyłem odśnieżyć szyby. Poza tym pełen wypas, bo w tym modelu miałem podgrzewanie kierownicy, lusterek, tylnej oraz przedniej szyby i trzystrefową klimatyzację. Bardzo podoba mi się, że Skoda mimo zamontowania dużego ekranu dotykowego z bardzo intuicyjnym, pełnym skrótów i płynnie działającym systemem operacyjnym nie zrezygnowała z fizycznych przycisków. Mało tego, dorzuciła swoje fajne rozwiązania, jak pokrętła skrótowe. Dwa do obsługi klimatyzacji z przodu, wentylacji i podgrzewania foteli oraz jedno centralne, pod którym można zaprogramować cztery różne funkcje. Ja miałem tam tryby jazdy, bo auto miało aktywne zawieszenie, obsługę nawiewów i głośność. Do tego pięknie wykończone oraz przemyślane wnętrze, z ergonomicznymi, niezwykle wygodnymi fotelami, licznymi schowkami i smaczkami Simply Clever jak parasolki w drzwiach, czyścik do ekranu w schowku, malutka półeczka na kluczyk czy też ukryta skrobaczka do szyb. Ale to, co najciekawsze, działo się pod maską. Skoda Superb iV 150 KM to układ oparty na silniku 1.5 TSI oraz jednostce elektrycznej, który w teorii ma być złotym środkiem między oszczędnością a dynamiką. Spalanie, które wprawia w osłupienie Wielu przeciwników PHEV-ów twierdzi, że te auta tracą sens, gdy kończy się prąd lub gdy temperatura spada poniżej zera. Postanowiłem to brutalnie zweryfikować. Wynik? Zaskoczenie. Ale zacznijmy od tego, że spalanie w mieście tego układu przy naładowanym akumulatorze wyniosło niewiarygodne 1,5 litra na 100 km. Tak, dobrze czytacie. Mimo siarczystego mrozu system inteligentnie zarządzał energią, pozwalając na niemal bezszelestne poruszanie się w korkach. Prawdziwy szok przeżyłem jednak na autostradzie. Ruszyłem w trasę z całkowicie rozładowanym akumulatorem, co zazwyczaj jest "wyrokiem" dla hybryd. Tymczasem nowa Skoda Superb iV przy prędkościach autostradowych zadowoliła się wynikiem 6 litrów na 100 km. To świetny wynik, a przecież mówimy o dużym, rodzinnym aucie z silnikiem benzynowym wspieranym przez prąd generującym systemowo 204 KM. Owszem układ ten ma swoje za uszami. I nie chodzi tutaj o zasięg, a mały mankament w postaci lekkiego opóźnienia między przełączaniem się z silnika elektrycznego na spalinowy. Kiedy elektryka jest aktywna podczas żeglowania i chcemy więcej mocy, bo zbieramy się do wyprzedzania, to mija jakaś sekunda z hakiem od momentu, kiedy wciśniemy gaz, a włączeniem się jednostki spalinowej. Zasięg elektryczny na mrozie Ale wróćmy jeszcze do tego spalania i do samego zasięgu na prądzie. Kluczem do sukcesu nowej generacji jest dosyć spory akumulator o pojemności 19 kWh netto oraz dość energooszczędny silnik elektryczny. Producent obiecuje imponujące zasięgi, bo nawet 131 km przy zużyciu w cyklu WLTP rzędu 13,3 kWh/100 km, ale jak to wygląda, gdy za oknem mamy arktyczny klimat? Podczas moich testów zużycie energii oscylowało w granicach 22 kWh/100 km. Szybka matematyka: mając do dyspozycji 19 kWh netto, przy tak ekstremalnym mrozie auto jest w stanie przejechać z 85 km w trybie czysto elektrycznym. W temperaturze poniżej -20 stopni to kolejny świetny wynik. Większość aut elektrycznych przy takim mrozie traci połowę zasięgu, a hybrydowa Skoda zdaje się nic sobie z tego nie robić. To zasługa świetnego zarządzania termicznego baterią, co tutaj dopracowano do perfekcji. No i ta pakowność W wersji Sportline nie tylko przyciąga wzrok i jest komfortowy, ale Superb to także mega pakowne auto. Mamy ogromną ilość miejsca na nogi z tyłu i bagażnik, który mimo obecności baterii wciąż jest przepastny (645 litrów w wersji liftback). Do tego podłokietnik z uchwytami na kubki i podpórką na smartfon lub tablet czynią z tego auta idealnego towarzysza podróży. Podczas tych 1200 kilometrów zrozumiałem jedno: ten samochód nie próbuje być na siłę sportowy, mimo napisu na błotniku. On jest po prostu "kompletny". Zawieszenie DCC+ pracuje świetnie nawet na zamarzniętych wybojach, a wyciszenie kabiny pozwala zapomnieć o szalejącej na zewnątrz wichurze. Do tego auto jest zwrotne, ma kamerę 360 stopni oraz całą baterię systemów bezpieczeństwa. Gdzie zakwalifikować nową Skodę Superb iV? Po 1200 kilometrach spędzonych w najbardziej ekstremalnych warunkach, jakie można spotkać w Polsce, moja diagnoza jest krótka. Skoda Superb iV 150 KM to obecnie jeden z lepszych "pomostów" między światem spalinowym a elektrycznym. To auto dla kogoś, kto chce jeździć tanio i ekologicznie po mieście, ale nie zamierza rezygnować z wolności, jaką daje tradycyjny bak paliwa w trasie. To była godna "ostatnia podróż". Superb udowadnia, że można zrobić auto nowoczesne, oszczędne i niesamowicie komfortowe bez zbędnych kompromisów. Jeśli szukacie auta, które nie boi się zimy, kocha autostrady i potrafi palić tyle, co skuter, to właśnie je znaleźliście.
Przeczytaj źródło