Wyjazd z biurem podróży można odwołać. Wiemy, czy także ten do Egiptu i na Cypr

1 godzine temu 5
ZIZOO.PL
Sytuacja polskich turystów na Bliskim Wschodzie i w dalszych regionach Azji jest trudna. Kilkanaście tysięcy naszych podróżnych utknęło i nie wie, jak wrócić do kraju. Można powiedzieć, że sami są sobie winni. Z drugiej strony zrezygnowanie z podróży nie było tak łatwe, jak się wydawało. O szczegółach praw pasażerów, ale i nadchodzących zmian w prawie opowiedział nam prawnik i ekspert branży Łukasz Mikosz. Kolejne biura podróży ewakuują swoich turystów z Bliskiego Wschodu. Rainbow przywiozło wszystkich klientów z Jordanii i Omanu. Na powrót czekają ci w ZEA. Itaka uruchomiła natomiast loty z Omanu, którymi do Polski będą mogli wrócić także klienci indywidualni. Jednak czy całej tej sytuacji dało się zapobiec? W końcu MSZ co najmniej od stycznia wydawało kolejne komunikaty z apelem do podróżnych, aby nie podróżować na Bliski Wschód, nawet jeśli na miejscu miała być tylko przesiadka. Między innymi o tym, ale i o prawach pasażerów czekających na powrót do kraju opowiedział nam prawnik i prezes Europejskiego Stowarzyszenia Przedsiębiorców Turystycznych Łukasz Mikosz. W trakcie rozmowy poruszyliśmy także kwestie wyjazdów do Egiptu, Turcji i na Cypr. Ekspert poinformował także, że w najbliższych latach przepisy zmienią się na korzyść turystów. Turyści winni temu, że utknęli na Bliskim Wschodzie? To nie takie proste Patrząc na aktualną sytuację, można winić podróżnych, że mimo ostrzeżeń polecieli do zagrożonego regionu, a teraz czekają na ewakuację. Bez winy nie są też biura podróży, które organizowały wyjazdy mimo najwyższych alertów ze strony MSZ. – Biura organizowały te imprezy dlatego, że podróżni chcieli tam jechać, a podróżni lecieli, bo mieli z kim. Gdyby organizator nie zorganizował tej imprezy, to podróżni najprawdopodobniej sami kupiliby sobie bilet i polecieli do tej destynacji – podkreśla Łukasz Mikosz w podcaście "kierunek:PODRÓŻE". [Tu miejsce na wideo] Zainteresowanie podróżami na Bliski Wschód każdego roku jest bardzo duże. W obecnej sytuacji w najtrudniejszej sytuacji są jednak klienci indywidualni, którzy nie mogli zrezygnować z wyjazdu bez utraty pieniędzy. – Linie lotnicze podlegają nieco innym wymogom aniżeli organizatorzy turystyki. Bardzo często słyszy się, że ktoś organizuje wyjazd na własną rękę, bo ma lepiej, bo ma taniej. Tylko że w takiej sytuacji kryzysowej okazuje się, że zostaje sam nie tylko z organizacją pobytu, ale też z organizacją powrotu, bo tak długo, jak dany samolot wykonuje operacje, tak długo podróżny nie może odstąpić bezkosztowo od tego biletu – dodał ekspert. Nieco inaczej sytuacja wygląda w przypadku klientów biur podróży. Ci, w oparciu o art. 47 ustawy o imprezach turystycznych, mogli zrezygnować ze swoich wyjazdów. – Artykuł 47 ustęp 4 ustawy mówi, że podróżnemu, kiedy zaistnieją nadzwyczajne i nieuniknione okoliczności związane z sytuacją w danym miejscu albo brakiem możliwości realizacji przelotu, przysługuje prawo do bezkosztowego odstąpienia od umowy i tożsame uprawnienie z artykułu 47 ustęp 5 punkt 2 ustawy, który takie samo uprawnienie daje organizatorowi turystyki – wyjaśnia Mikosz. – Nie trzeba uzyskać zgody organizatora na to, żeby skorzystać z uprawnienia z artykułu 47 ust. 4 ustawy. Wystarczy, że wystąpią te przesłanki – dodaje. Podkreśla jednak, że trzeba być z tym ostrożnym. Czy można odwołać wakacje w Egipcie, Turcji i na Cyprze? Zdaniem eksperta nie W przypadku powołania się na art. 47 i uzyskania odmowy ze strony biura podróży, klienci powinni kontaktować się z rzecznikami praw konsumentów, a nie z UOKiK-iem. Ostatecznie może się jednak okazać, że sprawa i tak zakończy się w sądzie. Kluczowe jest tu jednak zachowanie ostrożności. Jeżeli nie ma wysokiego stopnia ostrzeżeń i sygnałów, że kierunek jest niebezpieczny, klienci mogą nie odzyskać pieniędzy. 4. poziom ostrzeżenia MSZ jest argumentem. Brak ostrzeżeń lub alerty 2. stopnia już nim nie są. Właśnie dlatego, zdaniem prawnika, nie ma na ten moment podstaw, aby odwołać wyjazdy do Egiptu, Turcji czy na Cypr. – Był czwarty stopień ostrzeżeń, nikt nie widział problemu, wszyscy latali. W Egipcie nie ma ostrzeżeń i nagle wszyscy się boją i chcą rezygnować i nie chcą latać. Nie możemy bazować w tym momencie na odczuciach. W tej chwili, jeżeli chodzi o Egipt, to zagrożenie jest jedynie na północnym Synaju i na granicy z Libią – podkreślił Mikosz. Dodał też, że te ostrzeżenia obowiązują od dawna. W trakcie rozmowy poruszyliśmy także kwestię nadchodzących zmian w przepisach. W ciągu najbliższych dwóch lat, czyli po wdrożeniu w Polsce unijnej dyrektywy, odstąpienie od umowy z biurem podróży w sytuacji zagrożenia ma być łatwiejsze.
Przeczytaj źródło