TYLKO W VIVIE! Dorota Goldpoint wprost o przełomie w życiu: „Poczułam, że czegoś mi brak”

8 godziny temu 4
ZIZOO.PL

Dorota Goldpoint opowiada o przełomowych momentach w swoim życiu: macierzyństwie, rozstaniu z mężem i decyzji o rozpoczęciu kariery w modzie. Projektantka zdradza, jak narodziła się jej marka oraz skąd wzięła się filozofia „złotego środka”, która stała się fundamentem jej biznesu. W szczerej rozmowie z Beatą Nowicką mówi o odwadze do realizowania marzeń, nawet wtedy, gdy życie prowadzi w zupełnie inną stronę.

Dorota Goldpoint przez lata była przede wszystkim mamą. Dopiero potem spełniła marzenie o modzie. Wywiad VIVA!

[...]

– Co było punktem zwrotnym?

Poznałam mojego przyszłego męża. To mi uświadomiło, że rodzina i dzieci są dla mnie największą wartością. Wyszłam za mąż, urodziłam ukochanego synka Filipa. Założyłam, że po czterech miesiącach wrócę do pracy. Kiedy popatrzyłam w jego piękne, duże oczy i przytuliłam do piersi, zrozumiałam, że nie ma opcji, żebym ja to dziecko komukolwiek zostawiła. Jestem matką lwicą. Przegryzłabym aortę w obronie moich dzieci. Kiedy na świecie pojawił się kochany Wiktor, mój mąż, mężczyzna tradycyjny, uznał, że kobieta, która wychowuje dzieci, nie powinna pracować. Freud byłby zachwycony. Sam uważał model, w którym mężczyzna jest głową rodziny i pracuje, a żona zajmuje się domem i wychowuje dzieci, za naturalny, a wręcz pożądany ze względów cywilizacyjnych.

– Ale to nie był model dla Pani! Ani dla wielu innych kobiet. Spełniamy się i pracując, i wychowując dzieci.

Kiedy przestałam karmić Wiktora piersią, poczułam, że czegoś mi brak. Mąż zapewniał nam wysoki standard życia, ale ja chciałam coś robić. Poszłam na podyplomowe studia terapii psychoanalitycznej. W trakcie musiałam odbyć własną analizę szkoleniową. Pytała pani o punkt zwrotny. Myślę, że ta terapia była dla mnie czymś w rodzaju otwarcia. Zrozumiałam, że nie ma przeszkody, której nie pokonam, żeby sięgnąć po swoje pragnienia, które były głęboko poukładane i pochowane. Byłam ukochaną mamą, wspaniałą panią domu, spełniałam się intelektualnie jako terapeutka. Pracowałam z pacjentami o poważnych zaburzeniach, świadomość, że mogę komuś pomóc, dawała mi ogromną satysfakcję, a jednak, gdzieś na dnie duszy cały czas czułam, że…

Dorota Goldpoint, VIVA! 5/2026

– …nie do końca robi Pani to, o czym marzyła?

Dokładnie. W międzyczasie rozstałam się z mężem. W pewnym momencie nasze drogi po prostu rozeszły się w różnych kierunkach. Mąż cały czas bardzo aktywnie uczestniczył w wychowaniu naszych synów, do dziś utrzymujemy przyjacielskie stosunki. Nasi synowie są wspaniali, wykształceni, samodzielni, mądrzy. Jestem najszczęśliwszą kobietą na świecie, mając takich chłopców. Wracając do pytania, przez te wszystkie lata nieustannie sobie szyłam: na bale, imprezy, wyjścia, wyjazdy. Pewnego dnia powiedziałam do byłego już męża: „Mam pomysł, żeby otworzyć własną firmę. Chciałabym zająć się modą”. Usłyszałam: „Kochasz ciuchy, zawsze o tym marzyłaś, więc będę cię wspierał”. Mąż od lat współpracował z Włochami, uważał, że Włosi mają najlepsze tkaniny, i skontaktował mnie ze znajomymi. Kupiłam maszyny, wynajęłam lokal, zatrudniłam dwie osoby i z moją ukochaną krawcową panią Basią, którą tutaj czule pozdrawiam, w ciągu dwóch miesięcy stworzyłam pierwszą kolekcję.

– Narodziła się Dorota Goldpoint.

Byłam na to gotowa. Chciałam stworzyć firmę, która będzie odzwierciedlała moją filozofię życia. Zakładając, że istnieje idealny świat, chciałabym, żeby w moim życiu zapanowała harmonia. Balans we wszystkich dziedzinach życia. Stąd Goldpoint, jak złoty środek. Chciałam stworzyć się na nowo, odciąć od nazwiska męża. Ponosić wyłączną odpowiedzialność za moje wybory, decyzje i przyszłość. Biznes modowy jest bardzo trudny, ale przeszkody mnie nie przerażają. Lubię wyzwania, nienawidzę narzekania. Kiedy mam problem, szukam rozwiązania, zastanawiam się, jak z niego wybrnąć. Jak w bajce: „Myśl, myśl, myśl…”. Kiedy wiem, że nie mam na coś wpływu, odpuszczam. Nie robię niczego na siłę. Mam ulubione powiedzenie: „I just go with the flow of my life”. Chciałam tworzyć własne kolekcje, a nie sprzedawać cudze marki, choć na tym najwięcej się zarabia. Dlatego dwa lata po otwarciu filmy skończyłam w Londynie roczny kurs z projektowania i zarządzania w modzie. Już wiedziałam, jakie będzie DNA mojej firmy.

[...]


Cała rozmowa do przeczytania w nowej VIVIE!. Magazyn dostępny w punktach sprzedaży od czwartku, 12 marca.

Przeczytaj źródło