Karol Nawrocki chce zmieniać konstytucję. "Proponuję zacząć od przestrzegania aktualnej" – tak na pomysł prezydenta zareagował Donald Tusk. W obronie najważniejszej osoby w państwie stanął Marcin Przydacz.
"Dobra, to my pracujemy nad nową, lepszą konstytucją dla Polski. A pan, zgodnie z własną propozycją, zaczyna przestrzegać przepisy aktualnej. Deal?" – tak sekretarz stanu i szef Biura Polityki Międzynarodowej, Marcin Przydacz, zareagował na zaczepkę ze strony premiera Donalda Tuska.
"PS. Proszę nie zapominać o ustawach. Też musi pan ich przestrzegać. Ustawach, nie uchwałach!" – zaapelował polityk za pośrednictwem X.
Jego wypowiedź była kontrą na wcześniejszy wpis Donalda Tuska, który pozwolił sobie na skrytykowanie prezydenta RP Karola Nawrockiego:
"Pan Karol Nawrocki ogłosi, że będzie pracował nad nową konstytucją. Proponuję zacząć od przestrzegania aktualnej" – zasugerował szef Rady Ministrów.
Konstytucja roku 2030. Wielki plan Nawrockiego
Prezydent RP od dłuższego czasu informuje o chęci zmiany konstytucji. W orędziu wygłoszonym po zaprzysiężeniu zadeklarował on utworzenie Rady Konstytucyjnej:
– Pałac Prezydencki stanie się nie tylko miejscem funkcjonowania Rady Konstytucyjnej, ale także miejscem, w którym otworzymy, mam nadzieję, narodową, uczciwą dyskusję o tym, jak ma wyglądać konstytucja roku 2030 – zapowiadał Karol Nawrocki w sierpniu 2025 roku.
Prezydent uzasadnił konieczność zmiany konstytucji brakiem przejrzystości obecnej ustawy zasadniczej:
– Obywatele dzisiaj potrzebują klarownych, jasnych zasad współpracy między politykami, zabezpieczenia interesu suwerenności, bezpieczeństwa państwa polskiego – stwierdził polityk w trakcie przemowy w Sejmie RP.
Jego wypowiedź wzbudziła spore kontrowersje. Część komentariatu wskazywała na możliwość zwrotu na poziomie systemowym. Za słowami Nawrockiego miała kryć się chęć wprowadzenia systemu prezydenckiego.
System kanclerski kontra system prezydencki w Polsce
Aktualny system obowiązujący w Polsce określany jest jako parlamentarno-gabinetowy. Kompetencje władzy podzielone są pomiędzy Radę Ministrów a prezydenta RP. Od dawna nad Wisłą pojawiają się jednak głosy dotyczące potencjalnej zmiany struktury zarządzania państwem. Problem pojawia się jednak w momencie dyskutowania szczegółów takiej zmiany.
Część wyborców opowiada się za klasycznym systemem prezydenckim. W najbardziej radykalnej jego formie w państwie zarządzanym w taki sposób nie funkcjonuje instytucja premiera. Prezydent może być jednocześnie formalną, oficjalną i reprezentatywną głową państwa i szefem rządu. Często ma on też większą kontrolę nad parlamentem (w niektórych systemach może go rozwiązać w niemal dowolnym momencie) i pełni rolę "sternika" w państwie.
Część osób zwraca uwagę na możliwość wprowadzenia w Polsce systemu kanclerskiego. Taki system przerzuca jeszcze większy zasób kompetencji na premiera. Oznacza on degradację funkcji prezydenta jedynie do roli reprezentacyjnej i rozwiązanie w ten sposób niektórych sporów kompetencyjnych.
Zmiany mogą przyjmować też formę hybrydową, przykładowo dążyć do jaśniejszego określenia zakresu kompetencji i sposobów wpływania na kraj. Niekoniecznie muszą być pełnoprawnym wdrożeniem konkretnego systemu. Niezależnie od ostatecznej formy systemu władzy w Polsce, droga do jego zmiany biegnie właśnie przez zmiany na poziomie konstytucyjnym. A te są procesem trudnym i wymagającym dużej zgodności w parlamencie. Tusk uderza w Nawrockiego, Przydacz kontratakuje. Seria ciosów ws. konstytucji
Karol Nawrocki chce zmieniać konstytucję. "Proponuję zacząć od przestrzegania aktualnej" – tak na pomysł prezydenta zareagował Donald Tusk. W obronie najważniejszej osoby w państwie stanął Marcin Przydacz.
"Dobra, to my pracujemy nad nową, lepszą konstytucją dla Polski. A pan, zgodnie z własną propozycją, zaczyna przestrzegać przepisy aktualnej. Deal?" – tak sekretarz stanu i szef Biura Polityki Międzynarodowej, Marcin Przydacz, zareagował na zaczepkę ze strony premiera Donalda Tuska.
"PS. Proszę nie zapominać o ustawach. Też musi pan ich przestrzegać. Ustawach, nie uchwałach!" – zaapelował polityk za pośrednictwem X.
Jego wypowiedź była kontrą na wcześniejszy wpis Donalda Tuska, który pozwolił sobie na skrytykowanie prezydenta RP Karola Nawrockiego:
"Pan Karol Nawrocki ogłosi, że będzie pracował nad nową konstytucją. Proponuję zacząć od przestrzegania aktualnej" – zasugerował szef Rady Ministrów.
Konstytucja roku 2030. Wielki plan Nawrockiego
Prezydent RP od dłuższego czasu informuje o chęci zmiany konstytucji. W orędziu wygłoszonym po zaprzysiężeniu zadeklarował on utworzenie Rady Konstytucyjnej:
– Pałac Prezydencki stanie się nie tylko miejscem funkcjonowania Rady Konstytucyjnej, ale także miejscem, w którym otworzymy, mam nadzieję, narodową, uczciwą dyskusję o tym, jak ma wyglądać konstytucja roku 2030 – zapowiadał Karol Nawrocki w sierpniu 2025 roku.
Prezydent uzasadnił konieczność zmiany konstytucji brakiem przejrzystości obecnej ustawy zasadniczej:
– Obywatele dzisiaj potrzebują klarownych, jasnych zasad współpracy między politykami, zabezpieczenia interesu suwerenności, bezpieczeństwa państwa polskiego – stwierdził polityk w trakcie przemowy w Sejmie RP.
Jego wypowiedź wzbudziła spore kontrowersje. Część komentariatu wskazywała na możliwość zwrotu na poziomie systemowym. Za słowami Nawrockiego miała kryć się chęć wprowadzenia systemu prezydenckiego.
System kanclerski kontra system prezydencki w Polsce
Aktualny system obowiązujący w Polsce określany jest jako parlamentarno-gabinetowy. Kompetencje władzy podzielone są pomiędzy Radę Ministrów a prezydenta RP. Od dawna nad Wisłą pojawiają się jednak głosy dotyczące potencjalnej zmiany struktury zarządzania państwem. Problem pojawia się jednak w momencie dyskutowania szczegółów takiej zmiany.
Część wyborców opowiada się za klasycznym systemem prezydenckim. W najbardziej radykalnej jego formie w państwie zarządzanym w taki sposób nie funkcjonuje instytucja premiera. Prezydent może być jednocześnie formalną, oficjalną i reprezentatywną głową państwa i szefem rządu. Często ma on też większą kontrolę nad parlamentem (w niektórych systemach może go rozwiązać w niemal dowolnym momencie) i pełni rolę "sternika" w państwie.
Część osób zwraca uwagę na możliwość wprowadzenia w Polsce systemu kanclerskiego. Taki system przerzuca jeszcze większy zasób kompetencji na premiera. Oznacza on degradację funkcji prezydenta jedynie do roli reprezentacyjnej i rozwiązanie w ten sposób niektórych sporów kompetencyjnych.
Zmiany mogą przyjmować też formę hybrydową, przykładowo dążyć do jaśniejszego określenia zakresu kompetencji i sposobów wpływania na kraj. Niekoniecznie muszą być pełnoprawnym wdrożeniem konkretnego systemu. Niezależnie od ostatecznej formy systemu władzy w Polsce, droga do jego zmiany biegnie właśnie przez zmiany na poziomie konstytucyjnym. A te są procesem trudnym i wymagającym dużej zgodności w parlamencie. 
23 godziny temu
8





English (US) ·
Polish (PL) ·