Siedzą w dużym pokoju we trzech, każdy wciąga po niedużej kresce. Czekają. Przez chwilę jeszcze rozmawiają, ale zaraz zaczyna wjeżdżać i wtedy rozmowy się kończą. Janek mówi w którymś momencie, że dobre. I jakby z bardzo daleka słyszy potakiwanie kumpli. "No. Dobre". Tymczasem Jankowi wszystko zwalnia. W zwolnionym tempie porusza głową, wszystko mu się lekko rozmywa. Bierze telefon i puszcza jakąś piosenkę (za chwilę nawet to będzie zbyt trudne) i czuje, że staje się muzyką. Jakby ona wypływała z jego mózgu.
– To wszystko prawda – cedzi powoli – co było w "Matriksie". Matrix, panowie... – głowa mu lekko opada. Chłopaki i tak go nie słyszą. A może on wcale nie mówi, tylko tak myśli w myślach? – "Matrix" to nie był film – szepcze. – To był dokument.