- Ruszył proces Pfizer kontra Polska. Koncern farmaceutyczny żąda od skarbu państwa zapłacenia 6 mld zł z odsetkami za nieodebranie szczepionek przeciw COVID-19
- Przypominamy wywiad, jaki na temat możliwych scenariuszy w tej sprawie publikowaliśmy w 2024 r.
- - Naszym największym problemem jest brak wyczerpujących informacji, bo nawet na poziomie podstawowej dyskusji nie jesteśmy w stanie zrekonstruować wszystkich elementów, które normalnie bralibyśmy pod uwagę - mówili nam wówczas prawnicy Jacek Myszko i Mateusz Irmiński z kancelarii Sołtysiński Kawecki & Szlęzak, kiedy rozmawiamy o pozwie Pfizera przeciwko Polsce ws. nieodebranych i nieopłaconych szczepionek
- Mechanizm w umowie jest tak skonstruowany, że Pfizer może wystawić fakturę za nieodebrane, ale zakontraktowane dawki, a strona polska powinna za nie zapłacić
- Pfizer ma potencjalnie wypłacalnego dłużnika. Nawet poczekanie dwa, trzy, cztery lata na wyrok może być korzystne, bo odsetki będą wysokie, a polskie państwo - jeżeli przegra proces - i tak będzie musiało zapłacić. To trochę tak, jakby Pfizer włożył te pieniądze na wysoko oprocentowaną lokatę
Luiza Jakubiak, Rynek Zdrowia: W grudniu 2023 roku firma Pfizer wystosowała pozew przeciwko Polsce za niewywiązanie się z umowy szczepionkowej. Proces toczy się w Brukseli. Procedura będzie się znacząco różnić od tego, co znamy w naszym kraju?
Mateusz Irmiński: Z tego co publicznie wiadomo, proces toczy się przed sądem powszechnym w Brukseli, w związku z tym stosuje się do niego belgijskie reguły procesowe i spór będzie rozstrzygał belgijski sędzia albo kilkuosobowy skład sędziowski, w zależności od właściwej procedury obowiązującej w Belgii.
Pewne ogólne zasady w Unii Europejskiej są standardem, na przykład dwuinstancyjność postępowania przewidująca możliwość apelacji jednej lub drugiej strony do sądu wyższej instancji. Natomiast szczegóły proceduralne mogą się różnić od siebie w pewnych aspektach. Różnice będą też zapewne dotyczyły prawa materialnego, czyli norm prawnych, na podstawie których orzeka sąd, określających prawa i obowiązki stron (tu: powoda i pozwanego), czyli np. zasad decydujących o zobowiązaniach i skutkach niewykonania takich zobowiązań.
Kto jest stroną w tym sporze, minister zdrowia czy polski rząd?
Jacek Myszko: Umowę z Pfizerem negocjowała i zawierała Komisja Europejska, ale zobowiązanie do zakupu określonej ilości dawek szczepionki Komisja zaciągała w imieniu państw członkowskich. Pozwane zostało zatem państwo polskie jako podmiot, który zaciągnął zobowiązanie. Zgodnie z naszą wiedzą Polskę w sporze reprezentuje minister zdrowia (działający jako statio fisci w tej sprawie), przy wsparciu i doradztwie Prokuratorii Generalnej. Nie będąc pełnomocnikami w tym postępowaniu, trudno nam jednak głębiej wypowiadać się na temat. Musimy też zastrzec, że wszelkie fakty dotyczące sporu rekonstruujemy na podstawie doniesień prasowych i materiałów dostępnych w sferze publicznej, stąd nasze ustalenia mogą być obarczone pewnym błędem.
Sprawa jest dużego kalibru, a wartość przedmiotu sporu wysoka, nawet jak na europejskie warunki.
MI: Dlatego samo postępowanie w Belgii jest prowadzone przez kancelarię belgijską, co wiemy z doniesień prasowych. W sprawę muszą być zaangażowani prawnicy, którzy znają się na procedurze i prawie materialnym belgijskim i są uprawnieni do występowania przed tamtejszymi sądami. Takie przypadki znamy także z naszej praktyki, kiedy dane państwo wynajmuje renomowaną lokalną kancelarię, która podejmuje się obsługi prawnej tego państwa.
Pierwsze posiedzenie sądu, na którym ustalono harmonogram prac, za nami. Co teraz?
JM: Nie wgłębiając się w szczegóły procedury belgijskiej, której nie znamy, zakładamy, że czas teraz na prezentację argumentów merytorycznych w ramach obranej strategii obrony.
Możemy się tłumaczyć tym, że to Komisja Europejska negocjowała umowy, a wielkość zamówienia nas zaskoczyła? Nie wiedzieliśmy, co podpisujemy?
JM: KE działała na podstawie rozporządzenia z 2016 roku, które w sytuacjach nadzwyczajnych, kryzysowych pozwala Komisji podejmować działania – tu: negocjować zamówienia (jak to na dostawy szczepionek) w imieniu państw członkowskich na podstawie porozumienia między Komisją a państwami członkowskimi. W czerwcu 2020 roku Komisja takie porozumienie z państwami członkowskimi zawarła, a Polska stała się jego stroną, podobnie jak pozostałych 26 państw członkowskich. Z naszych informacji wynika, że Polska stała się stroną tego porozumienia na podstawie uchwały Rady Ministrów z dnia 10 sierpnia 2020 roku (nr 114/2020).
Komisji Europejskiej zostało powierzone zadanie wynegocjowania z producentami szczepionek umów, jakie pozwolą państwom członkowskim w przyszłości nabyć – wtedy jeszcze opracowywane – szczepionki przeciwko Covid-19. Porozumienie przewidywało, że Komisja może wynegocjować dwa rodzaje umów: umowę, która państwom członkowskim da prawo nabycia szczepionek, albo umowę, która będzie przewidywać obowiązek nabycia szczepionek. W tym drugim przypadku, już na etapie porozumienia Komisja-państwa członkowskie, przewidziano, że dane państwo członkowskie będzie mogło „wypisać się” z umowy z producentem szczepionek (zastosować opt-out) przez powiadomienie Komisji o wykonaniu „opt-out” w terminie 5 dni roboczych od uzyskania od Komisji informacji, że Komisja jest gotowa zawrzeć umowę z producentem. Rozumiemy, że Komisja wynegocjowała umowę drugiego rodzaju, ale Polska nie zdecydowała się od niej odstąpić – trzeba pamiętać, że działo się to w czasie szalejącej epidemii, kiedy perspektywa, że wkrótce będzie szansa na zaszczepienie się przeciwko COVID-19, niosła wielu ludziom nadzieję.
Przepis, który KE przyjęła jako podstawę dla swoich działań, został wprost wskazany w umowie z Pfizerem. Również w samej treści umowy z Pfizerem podkreślono, że Komisja negocjowała ją i zawierała w imieniu i na rzecz państw członkowskich, a do dokumentu załączono umowę będącą podstawą do prowadzenia negocjacji w takim trybie, czyli wspomniane już porozumienie między komisją a państwami członkowskimi, w tym Polską.
W tym miejscu nie oceniamy, czy wskazana w umowie podstawa rzeczywiście była trafiona, bo czasami jest tak, że Komisja wskazuje podstawę swojego działania, a potem jest to kontestowane przed sądem. Ale na podstawie dostępnych informacji przyjmujemy, że Komisja miała taką kompetencję.
Warto też pamiętać o finansowym udziale Unii w opracowaniu szczepionek. Unia w formie płatności z góry sfinansowała ze swojego budżetu część kosztów opracowania szczepionki, a w zamian za to zapewniła sobie przyszłe dostawy.
MI: Ważne jest też to, że mimo iż to Unia negocjowała w imieniu i na rzecz państw członkowskich, to poszczególne państwa składały zamówienia na poszczególne partie szczepionek. Niezależnie od tego, kto negocjował umowę, wygląda na to, że Polska zgodziła się na to poprzez podpis uprawnionego przedstawiciela.
Innymi słowy, KE negocjowała umowę w naszym imieniu, ale później Polska sama podpisała zamówienia na szczepionki, więc może być uważana przez powoda, czyli Pfizer, za podmiot, który złożył zamówienie na określoną liczbę dawek, powinien je odebrać i za nie zapłacić. Tak też wynika z umowy.
A czy Polska może się powoływać na to, że to Unia Europejska negocjowała umowę?
To raczej nie jest zbyt mocny argument, ale znów pojawia się tu pytanie, na ile prawo belgijskie daje elastyczność w tej mierze.
Proces podpisywania tej umowy, przynajmniej na pierwszy rzut oka, wydaje się mało przejrzysty.
JM: Naszym największym problemem jest brak wyczerpujących informacji, bo nawet na poziomie podstawowej dyskusji nie jesteśmy w stanie zrekonstruować wszystkich elementów, które normalnie bralibyśmy pod uwagę. Zapewne kompleksowa informacja dostępna jest dla pełnomocników stron postępowania, ale my nimi nie jesteśmy. Wiadomo natomiast, że Komisję wspierała rada sterująca, do której państwa członkowskie skierowały swoich przedstawicieli, jednak od początku jasno było postawione, że to Komisja odpowiada za negocjacje. Z dostępnych nam danych wynika, że z Pfizerem wynegocjowane i zawarte zostały trzy umowy: w listopadzie 2020 roku oraz w lutym i maju 2021 roku.
Poza tym trzeba zwrócić uwagę, że w UE przyjęto parytet podziału szczepionek pomiędzy poszczególne państwa członkowskie. Jedna sprawa, to ile dawek szczepionek zobowiązał się wyprodukować i dostarczyć dany producent, a to, jak można zakładać, zależało od wielu czynników, takich jak moce wytwórcze, zdolności logistyczne itp. Druga rzecz, to jak te ilości dzielono pomiędzy państwa członkowskie. Ten parytet wynikał ze stosunku liczby ludności danego państwa do ogólnej liczby ludności UE.
Jak rozumiemy, umowy o dostawę zostały pod względem składania zamówień sformułowane w taki sposób, że to Komisja na podstawie przyjętego parytetu obliczała liczbę dawek przypadającą dla danego państwa, a następnie przekazała tę informację do Pfizera. Do państw członkowskich trafiły już wypełnione formularze zamówienia (vaccine order forms), jeżeli chodzi o liczbę dawek, a państwa członkowskie były zobligowane je podpisać (skoro – jak zakładamy – nie skorzystały z uprawnienia do oświadczenia Komisji, że nie chcą stać się stroną wynegocjowanej przez Komisję umowy, bo w takim wypadku Komisja nie zawarłaby umowy o dostawę określonej partii szczepionek w imieniu takiego „rezygnującego” kraju).
Tak skonstruowane zobowiązanie państw członkowskich do kupna szczepionek jest bardzo istotne. Nie wiemy, jaką treść tym zobowiązaniom umownym nada system belgijski. W polskim systemie zobowiązanie kontraktowe to nie jest tylko to, co zapisane zostało w umowie. Mamy jeszcze prawo materialne, które przede wszystkim normami zawartymi w kodeksie cywilnym uzupełnia zobowiązanie lub je modyfikuje, jeżeli jest np. sprzeczne z prawem albo zasadami współżycia społecznego. Nie podejrzewam, że przy tak ważnej umowie znalazły się postanowienia obarczone wadą sprzeczności z prawem. Ale wykluczyć tego nie możemy.
Pandemia COVID-19 była zdarzeniem bez precedensu. Podobnie umowa na szczepionki
Ta umowa bardziej chroni interes producenta niż państw członkowskich?
JM: Widziałem różne kontrakty, na pokaźne kwoty. Są w nich pewne elementy, o które dostawca zawsze będzie dbał, czyli ograniczenie odpowiedzialności, pewna elastyczność w dostawie produktów i mechanizmy, które zabezpieczają płatność. Nawet jeśli strona nie odbierze produktów, ale są one przygotowane i postawione w gotowości zgodnie z umową, to aktualizuje się zobowiązanie do płatności.
Tak jest również w tym mechanizmie. Oprócz wspomnianego ogólnego zobowiązania jest też postanowienie, które mówi, że jeżeli uczestniczące państwa członkowskie nie zaakceptują dostawy, która została wykonana zgodnie z umową, to wykonawca ma prawo wystawić fakturę tak jakby dostarczył produkt.
To nie jest nic nadzwyczajnego. Pamiętajmy, że Pfizer musiał najpewniej zwiększyć moce produkcyjne, a być może pozyskać nowe możliwości wytwarzania szczepionek. To wszystko kosztuje. To jest działalność biznesowa. Dostawcy raczej nie zaakceptują rozwiązania, zgodnie z którym dzisiaj kontraktujemy, przykładowo, 200 mln dawek, a po roku stwierdzimy, że weźmiemy tylko 50 mln dawek. Oczywiście strony mogą wynegocjować bardziej elastyczne warunki odbioru dostaw, ale zazwyczaj będzie to miało odzwierciedlenie w podwyższonej cenie.
MI: To jest umowa, w której jedna strona zobowiązuje się, że coś kupi i ma za to zapłacić, a druga strona zobowiązuje się coś wyprodukować i sprzedać. Ta równość kontraktowa polega na tym, że jeżeli dostawca czy sprzedawca wyprodukował, sprzedał lub udostępnił towar, to wykonał już swoje zobowiązanie i oczekuje płatności, niezależnie czy druga strona chce ten towar przyjąć czy nie.
Nie rozstrzygając, kto ma rację w tym sporze, Pfizer zapewne twierdzi, że wyprodukował lub zobowiązał się do wyprodukowania określonej liczby szczepionek, Polska zgodziła się na ich określoną liczbę i teraz Pfizer domaga się zapłaty za nie.
Czy na poziomie krajowym może być podjęta próba szukania „winnego” podpisania tej umowy? W mediach pojawiła się informacja, że w Rumunii prokuratura ściga byłego premiera "za nadużycia z zakupem szczepionek".
MI: Nie wykluczamy, że jakieś próby rozliczania mogłyby mieć miejsce, ale jest to w obecnej chwili czysta spekulacja.
Mamy tu dwa różne reżimy prawne. Jeden dotyczący odpowiedzialności wewnętrznej funkcjonariusza publicznego, na przykład za przekroczenie uprawnień czy niedopełnienie obowiązków, a inną kwestią jest skuteczność umowy. Nie zawsze działania urzędników państwowych, nawet negatywnie oceniane na gruncie prawnym, przekładają się na nieważność zobowiązania.
Być może ktoś mógłby próbować wyciągać konsekwencje polityczne lub karne, ale powstałoby pytanie, na ile ta osoba miała wpływ na wynegocjowanie parytetu, który był przyjęty przez Unię Europejską i samej umowy.
Wiadomo również, że NIK badała sposób realizacji Narodowego Programu Szczepień przeciwko Covid-19 przez Ministra Zdrowia i sformułowała pewne wnioski, również na temat sposobu oszacowania zapotrzebowania na liczbę dawek szczepionek. Trzeba jednak pamiętać, że nie chodzi tylko o liczbę dawek zakupionych od firmy Pfizer, ale od wszystkich producentów.
JM: Poza tym próba rozliczenia teraz kogokolwiek nie powinna abstrahować od okoliczności zawierania umowy i faktu, że szczepionki były bardzo potrzebne, a jak się okazuje, warunki wynegocjowane dla całej Unii wcale nie były najgorsze w kontekście tego, co dostał świat. Mamy słynny kazus RPA, która zgodnie z doniesieniami prasowymi miała zapłacić za jedną ze szczepionek dwukrotnie drożej niż Unia.
Obiektywnie rzecz biorąc, umowa była zawarta w 2020 roku w szczycie pandemii, kiedy jeszcze nikt nie wiedział, co się będzie działo i trudno sobie wyobrazić, że zakontraktowanie wówczas deficytowych szczepionek, nawet w ilości, która została przydzielona nam w tamtych okolicznościach, byłoby uznane za niegospodarność, czy inny typ naruszenia. Dziś jesteśmy mądrzejsi o wiedzę, co stało się później, ale to nie czyni działań z 2020 roku nieuprawnionymi
Pandemia COVID-19 była zdarzeniem bez precedensu, podobnie jak umowa negocjowana na szczepionki przez KE. To, że Komisja zakontraktowała w imieniu państw członkowskich taką a nie inną liczbę dawek, wtedy wydawało się sensownym rozwiązaniem. Fakt, że udało się ograniczyć pandemię, a z drugiej strony spadła chęć do szczepienia wśród społeczeństwa, to już jest okoliczność następcza w stosunku do pierwszego kontraktowania szczepionek.
Oceniając tamte zdarzenia i działania podejmowane przez Komisje Europejską i polski rząd nie można pomijać ówczesnej sytuacji. Szczepionki były najbardziej pożądanym dobrem, do którego wszyscy chcieli mieć dostęp. Były towarem deficytowym.
Minister Adam Niedzielski uzasadniał brak płatności wystąpieniem siły wyższą, którą jest wojna w Ukrainie, a w konsekwencji konieczność udzielenia pomocy temu państwu. Czy to dobra linia obrony?
JM: Znowu musimy zastrzec, że nie wiemy, jak siłę wyższą postrzega system belgijski, a on będzie decydujący.
Natomiast mamy definicję siły wyższej w umowie.
W definicji wskazane są nieprzewidziane, wyjątkowe sytuacje czy zdarzenia poza rozsądną kontrolą stron, które powstrzymują którąkolwiek ze stron przed wykonaniem jakichkolwiek ich zobowiązań pod umową, takich jak: nadzwyczajne przemożne zdarzenia, katastrofy naturalne, powodzie, silne sztormy, trzęsienia ziemi, niepokoje społeczne, lokaut, zamieszki, postanowienia sądów albo organów administracyjnych, embargo i działania rządów (innych niż Komisja lub partycypujące państwa członkowskie), wojny, akty terroryzmu, wystąpienie ognisk chorób, epidemii lub pandemii i tym podobne. Wskazano także, że dana sytuacja lub zdarzenie nie może wynikać z błędu lub zaniedbania stron (lub podwykonawców), a powinna być nieuniknioną, pomimo dołożenia przez strony należytej staranności.
Natomiast w definicji znajduje się też wyłączenie, zgodnie z którym m.in. problemy finansowe nie mogą być podnoszone jako force majeure, czyli siła wyższa, chyba że wynikają bezpośrednio z przypadków siły wyższej. Wojna jest tym przypadkiem i konflikt w Ukrainie rzeczywiście nas dotyka, chociaż nie bezpośrednio. Dodatkowo do definicji wpisano wyłączenie, zgodnie z którym niedokonanie płatności (failure to make payment) nie może być kwalifikowane jako siła wyższa.
Trudno wyrokować, czy argumenty strony polskiej odniosą pożądany skutek, w szczególności, że nie wiemy, jaki ostatecznie sens pojęciu force majeure nada sąd belgijski. Z drugiej strony, jeżeli udałoby się udowodnić, że niewywiązanie się przez Polskę z umowy szczepionkowej wynikało z działania siły wyższej, zgodnie z umową państwo Polskie nie ponosiłoby za niewykonanie zobowiązania odpowiedzialności.
MI: Jeżeli dłużnik nie ma pieniędzy, albo nie chce płacić, to nie jest siła wyższa i oznacza tyle, że dłużnik zwleka z zapłatą, więc zazwyczaj naliczane są jeszcze odsetki.
Oczywiście biorąc pod uwagę tę specyficzną definicję siły wyższej, być może są jakieś argumenty przemawiające za tym, że przekierowanie jakichś środków pieniężnych, wcześniej zarezerwowanych na potrzeby zapłaty ceny za szczepionki na inne cele, na co powołuje się rzekomo rząd polski, mogłoby wchodzić w zakres siły wyższej, ale wydaje nam się to raczej mało prawdopodobne.
Być może innym tropem byłaby znana z prawa polskiego tak zwana klauzula rebus sic stantibus, która pozwala zmienić treść umowy pod wpływem nadzwyczajnej zmiany okoliczności. Abstrahując od tego konkretnego sporu dotyczącego szczepionek, jeśli ktoś zawarł długotrwałą umowę, np. na duże, sukcesywne dostawy rozłożone w czasie, ale w międzyczasie diametralnie i w sposób nieprzewidywalny zmieniły się okoliczności, na przykład wykonanie umowy wiązałoby się dla dłużnika – czyli kupującego – z nadmiernymi trudnościami albo z groźbą rażącej straty – bo np. liczba dostaw okazałaby się nieadekwatna do potrzeb, to taki zamawiający może, przynajmniej zgodnie z prawem polskim, pod pewnymi dodatkowymi warunkami domagać się zmiany zobowiązania.
Skorzystanie z takiej ścieżki wymagałoby, według prawa polskiego, wykazania dodatkowych okoliczności, w tym m.in. tego, że istotne okoliczności zmieniły w sposób nadzwyczajny, nieprzewidziany na etapie zawierania umowy. Ponadto zgodnie z prawem polskim takiego argumentu nie można użyć w ramach obrony, ale w celu skorzystania z niego należałoby wytoczyć specjalne powództwo przez sądem o zmianę treści umowy. Nie wiemy, czy polskiemu rządowi przysługuje takie prawo pod jurysdykcją belgijską.
Część państw wynegocjowała nową umowę w 2023 roku. Polska jej nie podpisała.
MI: Teraz pytanie, na ile Pfizer mógłby twierdzić, że Polska mogła renegocjować umowę, ale tego nie zrobiła i wykorzystać to w procesie.
JM: Z tego, co wiemy z doniesień prasowych, w ramach renegocjowanej umowy można było zrezygnować z pewnej liczby dawek, ale za niedostarczone szczepionki i tak trzeba było zapłacić połowę ich ceny. To dla rządu polskiego również było nieakceptowalne.
Ale znów, z punktu widzenia biznesowego, Pfizer mógłby starać się udowodnić, że poniósł nakłady na produkcję szczepionek na zamówienie Unii, w tym dla Polski. To, że nie chcemy przyjąć kolejnych dawek nie znaczy, że Pfizer nie podniósł z tym związanych kosztów.
"To jest biznes. Strony są przyzwyczajone, a zwłaszcza Pfizer, do licznych procesów"
Okazuje się, że mieliśmy pieniądze na te szczepionki, ale zostały wydane na inne świadczenia. Dzięki procesowi dowiemy się, na co?
JM: Jeśli stawiamy argumenty force majeure w związku z wojną w Ukrainie i mówimy „a”, to trzeba też powiedzieć „b”. Jeżeli środki zostały przekierowane na cele wojenne albo na pomoc uchodźcom, to doskonale. Natomiast jeżeli oprócz tego była rezerwa na szczepionki, ale się rozeszła na inne cele, to pytanie, na co.
Trudno jest utrzymać argument siły wyższej, jeżeli nie jest spójny logicznie. Bo nie wystarczy powiedzieć, że środki pierwotnie przeznaczone na szczepionki zostały przekierowane na inny cel, ale trzeba przedstawić logiczny wywód. Jeżeli rząd nie będzie w stanie tego wykazać, to osłabi to siłę prezentowanych argumentów.
Nadal bardzo mało wiemy o tej umowie. Proces rzuci więcej światła, jakie były etapy podejmowania decyzji?
JM: Myślę, że tak, bo przecież w ogóle dotarcie do tekstu umowy było problemem. Powstały już wręcz artykuły naukowe o tym, w jaki sposób firmy farmaceutyczne obudowały wszystkie kontrakty NDA (non-disclosure agreements), czyli umowami o zaufaniu poufności.
Ten problem można próbować rozpatrywać na bardzo wielu płaszczyznach: np. ograniczenia konkurencji, ale znowu, mamy za mało danych, żeby ferować jakiekolwiek oceny.
Proces w Brukseli będzie jawny?
MI: Nie wiem, co przewiduje w tym zakresie belgijskie prawo procesowe, bo w Polsce są możliwości ograniczenia jawności rozprawy ze względu na ochronę tajemnic przedsiębiorstwa. Ale nawet to, że proces jest jawny nie zawsze znaczy, że będzie znana treść pism procesowych. Nie każdy może zapoznać się z aktami sprawy. Czasami taki dostęp uzyskują dziennikarze i osoby, które wykażą w tym interes, natomiast jawność procesu polega na tym, że osoba zainteresowana może przyjść na rozprawę fizycznie i wysłuchać stanowisk stron i sądu, ale nie zawsze z tych strzępków informacji można coś sensownie zrekonstruować.
Poza tym nawet jeśli proces jest prowadzony niejawnie, to zazwyczaj ostatecznie sam wyrok sądu jest publikowany, chociażby bez niektórych danych ściśle poufnych, więc prędzej czy później być może sam wyrok będzie znany.
Ile taki proces może trwać? Wspomnieli Panowie o dwuinstancyjności.
MI: Trudno powiedzieć, jak wygląda procedura belgijska i szybkość postępowania, ponieważ wbrew mitom na temat polskiego systemu sądownictwa, nasz system rozstrzygania sporów nie jest najwolniejszy w Europie. Są państwa, gdzie rozstrzyganie sporów w sądach trwa jeszcze dłużej, ale wydaje mi się, że Belgia do tych państw nie należy. Jednak z uwagi na tak dużą kwotę powództwa, a więc spodziewane zaangażowanie obu stron w spór, proces może i tak potrwać długo.
Druga kwestia jest taka, że zazwyczaj strona, która broni się przed płatnością, próbuje taki proces przedłużać, ale z drugiej strony zawsze jest argument odsetkowy i wtedy może być zainteresowanie, żeby proces jednak zamknąć w rozsądnych ramach czasowych.
Inna jeszcze kwestia dotyczy tego, na ile będą w ogóle możliwości przedłużania postępowania w tym przypadku. Musiałoby to raczej wynikać z oczekiwania na opinię biegłego, trudności w dostępie do określonych dokumentów, ale trudno jest powiedzieć w jakim zakresie postępowanie dowodowe będzie prowadzone. Będzie to zatem wynikało z niuansów procesowych i zależało od tempa pracy sądu belgijskiego.
Trzecia ważna sprawa: jeżeli spór jest o zapłatę i są odsetki, to pamiętajmy o tym, że Pfizer ma potencjalnie wypłacalnego dłużnika. To nie jest sytuacja, kiedy pozwanym jest podmiot, któremu grozi upadłość czy, ogólnie mówiąc niewypłacalność. Dla Pfizera poczekanie dwa, trzy, cztery lata na wyrok może być korzystne, bo odsetki będą wysokie, a polskie państwo – jeżeli przegra proces - i tak te pieniądze będzie musiało zapłacić. To trochę tak, jakby Pfizer włożył te pieniądze na wysokooprocentowaną lokatę. Odsetki będą mu rekompensowały czas i wydatki na proces.
JM: Mechanizm w umowie jest tak skonstruowany, że Pfizer może wystawić fakturę za nieodebrane, ale zakontraktowane dawki, a strona polska powinna za nie zapłacić.
Jeśli odsetki będą rosły, to gra na czas będzie dla nas opłacalna finansowo?
MI: Jeżeli będzie dla Polski niekorzystny wyrok, to jednak apelacja jest jak najbardziej zasadna. Czasem zdarza się, że wyrok pierwszej instancji jest błędny, nie uwzględnia pewnych argumentów i zazwyczaj wniesienie apelacji jest jak najbardziej sensownym ruchem. Zresztą z reguły doradza się wnoszenie apelacji, bo rezygnacja z niej to utrata jakichkolwiek możliwości na zmianę wyroku.
JM: Wyrok nie tylko może być błędny merytorycznie, ale też formalnie. Bywa że sprawy są wygrywane formalnie. Nie wiem czy akurat przy sprawie o takim kalibrze ktoś sobie pozwoli na błędy, które „położą” merytorycznie słuszny wyrok, ale tak się też zdarza.
Jak cały proces wpłynie na strony postępowania? KE już ma dość słaby PR. Firmy farmaceutyczne mają zły PR od dawna. A Polska? Stracimy wizerunek solidnego partnera w rozmowach z firmami?
JM: Dla Komisji sposób negocjacji tej umowy już jest problemem wizerunkowym. Bo wszyscy czytaliśmy o SMS-ach i rzeczywiście może to w jakiś sposób rzutować na sam proces.
Moim zdaniem, o ile Polska zostanie zobowiązana do zapłaty, to raczej wykona wyrok. Nie zakładam, żeby spór wpłynął bardzo negatywnie na nasz kraj. Polska występuje pod sztandarem ochrony porządku publicznego, zdrowia publicznego i nie generowania nadmiarowych kosztów, gdy są inne potrzeby społeczne.
Nie sądzę też, by akurat ten spór wpłynął negatywnie na postrzeganie Polski przez firmy jako partnera kontraktowego. Spory się zdarzają. W arbitrażach do niedawna tych sporów było dużo, Polska raz je wygrywała, raz przegrywała. Poza tym jesteśmy dużym konsumentem leków, również wysoko specjalistycznych. Podejrzewam, że nikomu nie będzie zależeć, by animozje trwały zbyt długo.
MI: Pamiętajmy też, że to jest biznes. Strony są przyzwyczajone, a zwłaszcza Pfizer, do licznych procesów.
Polska jako duże państwo jest na tyle dobrym klientem, że kontrahenci powinni być zainteresowani przynajmniej podjęciem próby ugodowego zakończenia sporu. Myślę, że nikt się na nikogo nie będzie obrażał, bo to nie jest sprawa osobista.
Czy termin złożenia pozwu, kiedy było już wiadomo o zmianie władzy, miał znaczenie?
JM: Bardziej widzę koincydencję z umową, która została zawarta na poziomie unijnym z innymi państwami. Jeżeli strony nie mogą dojść do porozumienia, to sama umowa przewiduje pewien mechanizm próby koncyliacyjnego rozwiązania sporu przed sporem sądowym.
Wiemy, że minister Niedzielski wysłał listy do akcjonariuszy Pfizera i być może wobec braku prognostyku na pozytywne rozstrzygnięcie sporu, Pfizer stwierdził, że czas na pozew. To czysta spekulacja czy ma to związek ze zmianą polityczną. To jest raczej kalkulacja biznesowa. Chodzi o znaczną kwotę i Pfizer nie wytłumaczyłby się przed swoimi akcjonariuszami, że nie wystąpił o zapłatę.
MI: Do tego dochodzą argumenty czysto prawne, takie jak ryzyko ewentualnego przedawnienia pod belgijskim prawem. Być może był jakiś termin, kiedy to roszczenie mogłoby się przedawniać i do którego należało wnieść powództwo, co mogło w ogóle nie być skorelowane ze zmianą władzy w Polsce.
Oczywiście zawsze taki spór może zakończyć się ugodą i często tak się dzieje, bo strony nie chcą spędzać wielu lat w sądzie, tylko chcą sprawę załatwić szybciej. Więc nie można wykluczać, że były próby polubownego załatwiania sporu i być może będą ponawiane w trakcie procesu.
To coś innego niż arbitraż?
MI: Zdecydowanie. Arbitraż to dobrowolna, ale jednak sformalizowana procedura, która kończy się wyrokiem. Tego typu procesy z reguły toczą się niejawnie przed arbitrami wybranymi przez strony. I sąd, i arbitraż polegają na tym, że inna osoba rozstrzyga spór za strony.
Natomiast w ugodzie nie chodzi o rozstrzyganie sporu, o to kto ma rację, tylko o to, żeby strony porozumiały się - jak mówi polski kodeks cywilny - czyniąc sobie wzajemne ustępstwa. Nie ma tam żadnego arbitra, żadnego sędziego, może być ewentualnie mediator, który prowadzi mniej lub bardziej sformalizowaną mediację, ułatwiając prowadzenie rozmów ugodowych, ale nigdy nie narzucając stronom wiążąco jakichkolwiek rozwiązań. W ramach rozmów ugodowych to generalnie same strony, oczywiście ze wsparciem swoich doradców, prawników, ale autonomicznie dochodzą do tego, jaki ma być rezultat sporu.
Jeżeli strony osiągną porozumienie, to jedna z nich zwykle cofa pozew, sprawa sądowa kończy się w określonym trybie, bez merytorycznego rozstrzygnięcia i między stronami jest zawierana ugoda. W zależności od przyjętej procedury taka ugoda jest zwykle egzekwowalna i można ją ostatecznie wykonać przymusowo, tak jak wyrok.
A jak jest z jawnością takiej ugody?
JM: W sporach handlowych często zawierane ugody są poufne. Strony nie ujawniają ich treści, ewentualnie wydają wspólnie uzgodniony komunikat, że osiągnęły jakieś porozumienie. To byłby ciekawy przypadek, kiedy z jednej strony mamy NDA między stronami, a z drugiej ważny publiczny interes, który wymaga dostępu do informacji. Wątpię, czy taką ugodę dałoby się zachować jako całkowicie niejawny dokument, skoro jej stroną byłoby państwo. Nie zapominajmy, że prawo do informacji publicznej jest gwarantowane w Konstytucji, a istnienie tajemnicy przedsiębiorcy nie wyłącza prawa do informacji publicznej, a jedynie stanowi podstawę do jego ograniczenia.
Gospodarowanie środkami publicznymi odbywa się na zasadzie jawności, trzeba by więc było wyważyć te dwie wartości, przy czym istotny interes publiczny lub ważny interes państwa również mogą przemawiać za zachowaniem tej tajemnicy. W ostatnich latach sądy administracyjne dość często orzekały w sprawach żądania udzielenia dostępu do międzynarodowych wyroków arbitrażowych w sprawach, w których stroną była RP, może za jakiś czas, na kanwie tej sprawy, będą orzeczenia dotyczące ugód kończących spór w sprawie przed zagranicznym sądem.
Mecenas Jacek Myszko, partner, radca prawy kierujący praktyką Life Sciences w kancelarii Sołtysiński Kawecki & Szlęzak, specjalizujący się w prawie farmaceutycznym i prawie własności intelektualnej
Mecenas dr Mateusz Irmiński, adwokat w kancelarii Sołtysiński Kawecki & Szlęzak specjalizujący się w sporach sądowych i arbitrażowych
Materiał chroniony prawem autorskim - zasady przedruków określa regulamin.
Dowiedz się więcej na temat:

1 tydzień temu
15





English (US) ·
Polish (PL) ·