Rusza proces Polska kontra Pfizer o 6 mld zł. "Zabrakło determinacji, by przypilnować umowy"

1 tydzień temu 19
ZIZOO.PL
  • 21 stycznia przed sądem w Brukseli - jak ustalił Rynek Zdrowia - ruszyć ma proces Pfizer kontra Polska
  • Amerykański koncern farmaceutyczny żąda od skarbu państwa 6 mld zł za nieodebranie szczepionek przeciw COViD-19
  • - Zysk powinien mieć swoje granice - pisał ówczesny minister zdrowia Adam Niedzielski do akcjonariuszy Pfizera
  • Nasz ówczesny rząd powołał się m.in. na siłę wyższą w postaci wojny w Ukrainie. To, w ocenie polityków, z którymi rozmawiał Rynek Zdrowia, może być niewystarczający argument, ponieważ w dokumentach zabrakło odpowiednich klauzul
  • - Bardzo byłbym zdziwiony, gdyby udało się nie płacić całości roszczenia koncernu - przyznaje senator Lewicy Wojciech Konieczny, były wiceminister zdrowia
  • Pozostaje pytanie: gdzie znajdą się pieniądze na ewentualne odszkodowanie. Zabezpieczona rezerwa na ten cel została już wydana 

Pfizer pozwał Polskę o szczepionki

Chodzi o wydarzenia z 12 kwietnia 2022 roku, za czasów rządu Prawa i Sprawiedliwości. Wówczas Polska, reprezentowana przez Ministerstwo Zdrowia, poinformowała Pfizer Inc. oraz Komisarza UE ds. Zdrowia i Bezpieczeństwa Żywności, że nie przyjmie kolejnej dostawy szczepionek przeciw COVID-19.

- Umowy podpisywane były w trybie nagłym. Czasu na głębokie analizy, przemyślenia było mało. Wydaje mi się, że jeżeli mieliśmy jakieś podstawy proceduralne do odstąpienia od umowy, odmówienia przyjęcia kolejnych partii szczepionek, to droga była słuszna - ocenia obecnie poseł PiS Bolesław Piecha.

- Nie uważam, że należy traktować Pfizera, firmę zasłużoną i dużą, jako uprzywilejowaną. Czas pokazał, że ona też musi się dziś tłumaczyć ze swoich różnych innych działań i powiązań. Sąd rozstrzygnie, kto w sporze dotyczącym szczepionek miał rację. Szczegółów umowy nie znam, ale sądzę, że strony wiedziały, co podpisują. W każdej umowie są różnego rodzaju klauzule i zakładam, że nasi rządzący wiedzieli, w jaki sposób wówczas działać - tłumaczy Rynkowi Zdrowia ówczesny wiceprzewodniczący sejmowej Komisji Zdrowia.

Polska zutylizowała 25 mln dawek szczepionek przeciw COVID-19

Rząd, zdając sobie sprawę, że szczepionki, które do nas trafiają, nie zostaną wykorzystane, odmówił zarówno przyjęcia dostaw, jak i zapłaty. W magazynach Rządowej Agencji Rezerw Strategicznych leżało ponad 20 mln niewykorzystanych preparatów i kolejne partie trafiłyby do kosza. Co też finalnie się stało z tymi już wcześniej zalegającymi - o czym pisaliśmy w sierpniu 2024 roku. Zutylizowano łącznie ponad 25 mln dawek.

Zrywając umowę, ówczesny premier Mateusz Morawiecki oraz minister zdrowia Adam Niedzielski, powoływali się m.in. na siłę wyższą w postaci wojny w Ukrainie i wiążące się z nią zaangażowanie w pomoc naszym sąsiadom, także finansowe.

To może być niewystarczające, bo jak przypomina Wojciech Konieczny, senator Lewicy, a do niedawna wiceminister zdrowia, w umowie zabrakło odpowiednich klauzul mówiących, co w sytuacji, gdy faktyczne zapotrzebowanie na szczepionki okaże się mniejsze.

- Umowy zawiera się na złe czasy, czyli zakładając, że między stronami dojdzie do sporu. Dlatego należy zakładać pewne wydarzenia. W tym przypadku nie wzięto tego pod uwagę i teraz mamy konsekwencje - mówi Rynkowi Zdrowia Konieczny.

- Trzeba jednak pamiętać, że firma postawiła poszczególne kraje - nie tylko Polskę - w sytuacji: albo przystępujesz do umowy na naszych zasadach, albo wcale. Może zabrakło determinacji, żeby przypilnować tych zapisów. O późniejsze działanie należy pytać ówczesne kierownictwo Ministerstwa Zdrowia - dodaje.

6 mld zł za szczepionki przeciw COVID-19. 21 stycznia rusza proces

- Aby rzetelnie i uczciwie ocenić działania, należałoby się cofnąć do okresu, w którym podejmowana była jedna i druga decyzja. Pierwsza o podpisaniu umowy i zakupie takiej liczby szczepionek, a druga o niezrealizowaniu tej umowy do końca - mówi nam poseł KO Krzysztof Bojarski.

- Należałoby przeanalizować warunki, jakie wówczas panowały. Jaki był stan epidemiologiczny, jakie były perspektywy, jakie były zapowiedzi specjalistów odnośnie dalszego rozwoju pandemii - dodaje dyrektor szpitala w Łęcznej.

Pfizer oraz firma BioNtech (z którą produkowano szczepionki) w 2023 roku zdecydowały się pozwać Polskę, żądając zwrotu 5,65 mld zł niezapłaconych za 60 mln nieodebranych dawek. Z odsetkami, kosztami sądowymi, będzie to około 6 mld zł.

- Wyroki sądu mają to do siebie, że są korzystne dla jednej bądź drugiej strony. Są jeszcze różne warianty polubowne, dlatego w tej chwili nie przesądzajmy, jak ta sprawa się zakończy - mówi Bolesław Piecha.

- Nie znając dokładnych zapisów umowy, trudno jednoznacznie mówić, czy odstąpienie od niej było słuszne. Z drugiej strony - przyjąć te szczepionki za ileś tam miliardów, by je zutylizować, to też nie byłaby zbyt mądra decyzja. Bez szczegółowych danych trudno forować wyroki i dzisiaj kogoś potępiać czy gloryfikować - ocenia z kolei Bojarski.

- Mowa o ogromnych pieniądzach, których przy niekorzystnym wyroku dla Polski trzeba będzie gdzieś poszukać. Mam nadzieję, że argumenty, które są po naszej stronie, pozwolą wygrać lub przynajmniej przyjąć jakieś ugodowe rozwiązanie. Bo umówmy się, że koszt produkcji szczepionki jest inny niż koszt jej sprzedaży - dodaje.

Pieniądze na potencjalne odszkodowanie dla Pfizera były zabezpieczone w Funduszu Covidowym. W 2023 roku fundusz został zlikwidowany, a pieniądze wydano na bieżące potrzeby systemu ochrony zdrowia.

- Sytuacja finansowa systemu jest dziś bardzo trudna. Pozostaje nam czekać, co w sądzie belgijskim zostanie orzeczone. Niemniej, bardzo byłbym zdziwiony, gdyby udało się nie płacić całości roszczenia Pfeizera - mówi Wojciech Konieczny.

Całą historię procesu, który ma ruszyć 21 stycznia br. opisywaliśmy TUTAJ.

Materiał chroniony prawem autorskim - zasady przedruków określa regulamin.

Dowiedz się więcej na temat:

Przeczytaj źródło