Historia piosenki „Pierwszy siwy włos” - dzisiaj niemal archiwalnej, to opowieść nie tylko o wielkim przeboju, ale też o emocjach, ambicjach i niesprawiedliwości, które często towarzyszą artystycznym sukcesom. W centrum tej historii stoi Marta Mirska – dziś nieco zapomniana, ale w swoim czasie jedna z najbardziej znanych piosenkarek powojennej Polski. Jej głos, niski, ciepły alt dobrze oddawał nostalgię i subtelną kobiecą wrażliwość, której tak bardzo potrzebowali słuchacze w kraju podnoszącym się po wojnie.
Piosenka, wyciągnięta z szuflady, była zapisana na pakowym papierze
Sam utwór narodził się w dość niepozornych okolicznościach. Jego autorem był Henryk Jabłoński, który stworzył melodię jeszcze w czasie wojny, zapisując nuty na szarym pakowym papierze, który chował do szuflady w kuchni. Kiedy żona zaczęła narzekać, że brakuje jej miejsca na sztućce, powiedział: "Spal te kompozycje, napiszę w przyszłości lepsze". Spaliła , ale na szczęście nie wszystkie. I gdy już po wojnie trzeba było szybko wysłać kompozycje na konkurs piosenki, to wyciągnęła z szuflady zapis tanga pod tytułem "Dziewczyna z tramwaju". Władysławowi Szpilmanowi kompozycja przypadła do gustu, ale zamówił nowy tekst u Kazimierza Winklera. I tak powstał utwór "Pierwszy siwy włos". Początkowo nic nie zapowiadało, że stanie się czymś więcej niż jedną z wielu piosenek prezentowanych w radiu.
Mirska mówiła, że to piosenka dla starszej pani, a potem bisowała na koncercie 14 razy!
Najbardziej niezwykły moment tej historii wydarzył się jednak w chwili pierwszego wykonania. Marta Mirska, której Szpilman zaproponował tę piosenkę, nie była do niej przekonana. Kręciła nosem, uważała, że jej tekst jest zbyt „dojrzały”, bo opisuje emocje kobiety starszej, bardziej doświadczonej. Bała się, że piosenka ją postarzy, nie podobała jej się fraza o dzieciach. Bo chciała uchodzić za kobietę, która dopiero wchodzi w życie. Jej koleżanka, Hanka Bielicka, od razu wyczuła, jakim szlagierem może być ta kompozycja. „Bierz głupia tę piosenkę!", radziła. Zżymał się też sam Szpilman. "Mówi, że to piosenka dla starszej piosenkarki. A ona co, młoda? Ma już dobrze po trzydziestce. Poza tym musi zaśpiewać, bo program koncertu jest już wydrukowany", wspominał. W końcu gwiazda stanęła przed mikrofonem podczas koncertu transmitowanego na żywo w Hali Gwardii w Warszawie, w końcu lat 50.
I właśnie wtedy wydarzyło się coś, czego nie sposób zaplanować ani wyreżyserować. Już po pierwszych frazach na sali zapadła cisza, a potem wybuchły brawa. Publiczność nie puszczała Marty Mirskiej ze sceny. Domagała się bisów – i to nie jednego czy dwóch, lecz aż czternastu! Cała Polska, słuchająca tego koncertu przez radio, wielokrotnie słyszała tę samą piosenkę, za każdym razem przeżywając ją na nowo.
To właśnie wtedy „Pierwszy siwy włos” stał się czymś więcej niż utworem – stał się legendą . Jego siła tkwiła w prostocie i uniwersalności. Opowiadał o przemijaniu, o pierwszym sygnale starości, ale robił to bez dramatyzmu, raczej z czułością i akceptacją. W tej historii która dzieje się podczas babiego lata i jest wspomnieniem pierwszego spotkania dwojga zakochanych ludzi i drogi, którą razem przeszli jest mnóstwo sentymentu. W powojennej rzeczywistości, naznaczonej stratą i niepewnością, taka opowieść trafiała do serc słuchaczy. Ludzie odnajdywali w niej własne historie.
Mieczysław Fogg zrobił z niej wielki przebój, Mirska umierała z zazdrości, szarżowała na kolegę z widelczykiem do ciasta
Władysław Szpilman, który był podobno pamiętliwy, nie wybaczył kaprysów zadziornej Marcie Mirskiej. Polecił nagrać, co nie było wtedy w zwyczaju, tę samą piosenkę Mieczysławowi Foggowi. A Fogg był wielką gwiazdą i szybko to jego wykonanie stało się bardziej popularne od oryginału. Dziennikarz muzyczny i radiowiec Adam Halber wspominał, jak opowiadano, że "w pewnej restauracji, podczas zakrapianej kolacji, Marta Mirska miała się rzucić na Mieczysława Fogga z nożem w ręce, przewracając stoły, krzesła, zrywając obrusy i tłukąc zastawę, ze słowami: Ty (tu proszę sobie wstawić, co tam komu wyobraźnia podpowiada) ukradłeś mi piosenkę. Może i ukradł, ale ta kobieca wersja wydaje się być jakaś cieplejsza, bardziej romantyczna. No i gdyby nie te czternaście bisów nie wiadomo, czy byłoby co kraść".
Trzeba jednak dodać, że w innych wspomnieniach Mirska miała ranić koledze ręce widelczykiem do ciasta, a jeszcze winnych widelcem. Faktem jest, że Fogg miał poranione dłonie, które trzeba było opatrzeć. A Marta Mirska chwaliła się, że "spuściła mu łomot". Podobno on chciał ją przeprosić i pojednać się. Jak pisze Emilia Padoł w książce "Piosenkarki PRL-u. Spotkanie I". Faktem jest, że Mirska od Fogga się nie mogła uwolnić – nie tylko wspólnie koncertowali, ale też przez lata mieszkali naprzeciwko siebie przy Alei Wyzwolenia w Warszawie.
Marta Mirska dramatyczne losy piosenkarki
Los Mirskiej potoczył się później w sposób dramatyczny. Z czasem jej popularność malała, a ona sama stopniowo znikała z życia artystycznego. Ostatecznie zmarła w 1991 roku w biedzie, w warunkach skrajnego niedostatku, co często bywa opisywane jako śmierć z głodu. To szczególnie przejmujące, gdy zestawi się ten koniec z chwilą jej największego triumfu – momentem, w którym publiczność nie chciała pozwolić jej zejść ze sceny.
Historia „Pierwszego siwego włosa” pozostaje więc historią paradoksu. To opowieść o piosence, która poruszyła tysiące ludzi, o wykonawczyni, która nadała jej emocjonalną głębię, i o tym, jak łatwo pamięć o prawdziwych źródłach sukcesu może zostać zatarta. Bo choć to Mieczysław Fogg utrwalił ten utwór w zbiorowej świadomości, to właśnie Marta Mirska sprawiła, że stał się on czymś więcej niż tylko piosenką – stał się przeżyciem.

2 godziny temu
8







English (US) ·
Polish (PL) ·