Pół miliona strat miesięcznie. Na Podkarpaciu zniknęła ostatnia "bieszczadzka" porodówka: sprawdzamy, co w zamian

3 tygodni temu 18
ZIZOO.PL
  • Zamykają się kolejne porodówki. Wśród nich jest oddział w Lesku, ostatni w Bieszczadach. Rodzące muszą szukać opieki w innych szpitalach
  • Powodem zamykania oddziałów położniczo-ginekologicznych jest spadająca liczba urodzeń i wynikające stąd straty finansowe szpitali
  • Kłopot polega na tym, że w tym regionie mogą być rodzące, dla których czas dojazdu do najbliższej porodówki wyniesie nawet godzinę
  • Sprawdzamy, na co mogą liczyć rodzące w takich przypadkach
  • Zapytaliśmy m.in. konsultanta wojewódzkiego w dziedzinie położnictwa i ginekologii o bezpieczeństwo kobiet
  • Sprawdziliśmy także, czy dzięki temu zyskają inne placówki? - Przy obecnych wycenach procedur nie generujemy zysku - podkreśla Tomasz Kondraciuk, dyrektor lecznicy w Brzozowie, do której trafia teraz część rodzących z Leska

Co z Leskiem? Trwają prace nad nowymi zasadami

"Porodówka" w Lesku przestała działać w ostatnim dniu 2025 roku. Sytuacji tego oddziału przyglądaliśmy się w Rynku Zdrowia od dawna - opisując narastające problemy finansowe szpitala spowodowane nierentownością oddziału - bowiem to tu, jak w soczewce widać problemy oddziałów położniczych w Polsce. W Lesku w 2024 r. odbyło się 198 porodów. Do połowy 2025 r. urodziło się 74 dzieci, a oddział przynosił miesięcznie ok. 500 tys. zł strat. Oddział najpierw zawieszono, potem zamknięto. Po Lesku została biała plama ze względu na to, że dla części kobiet odległość do najbliższego oddziału położniczego dla kobiet może wynieść nawet godzinę. Co dla nich? Propozycje ze strony ministerstwa są, nadal jednak nie weszły w życie, ponadto budzą wiele emocji. 

Projekt rozporządzenia, które umożliwia tworzenie izb porodowych przy SOR-ach lub izbach przyjęć tam, gdzie do najbliższej porodówki jest ponad 25 km. W takich miejscach: 

  • dyżurować ma położna, która odbierze poród
  • lub zdecyduje o transporcie do specjalistycznego oddziału.

Ministerstwo, jak wynika z projektu, nie przeznaczy dodatkowych pieniędzy za utrzymanie w gotowości nierentownych oddziałów położniczo-ginekologicznych.

Nim zaprzestała pracy porodówka w Lesku, wcześniej zlikwidowano takie oddziały m.in. w Sanoku i Ustrzykach Dolnych. Powiaty leski, sanocki i bieszczadzki są przykładem rejonu Polski pozbawionego porodówek, ze znacznymi odległościami do najbliższego szpitala prowadzącego taki oddział, przy jednoczesnym wykluczeniu komunikacyjnym na tych terenach.

Przypomnijmy, że przedstawiciele samorządu i pracownicy szpitala w Lesku oraz reprezentanci mieszkańców we wrześniu protestowali przed Ministerstwem Zdrowia, wkrótce po objęciu stanowiska ministra zdrowia przez Jolantę Sobierańską-Grendę. Domagali się rozwiązania pozwalającego na finansowanie i pozostawienie porodówki w leskim szpitalu oraz porodówek, które powinny nadal istnieć ze względu na konieczność zapewnienia bezpieczeństwa rodzących kobiet i ich dzieci, co już wcześniej obiecywała była ministra zdrowia Izabela Leszczyna.

I choć ministerstwo deklaruje, że przyjmie nowe przepisy jeszcze w styczniu. Zaś celem będzie stworzenie w takich miejscach jak Lesko: punktu, w którym można bezpiecznie przyjąć poród. I ma to być jedynie doraźnym miejscem, jakby kobiet nie mogła dojechać na miejsce. Jak podkreślał wiceminister zdrowia Tomasz Maciejewski takich porodów rocznie jest między 5 a 9. 
Jak dodawał nie chodzi o przeniesienie porodów na SOR. 

Sprawa jednak budzi niepokój. Pod koniec zeszłego tygodnia nieformalny, oddolny ruch społeczny i feministyczny, Ogólnopolski Strajk Kobiet wystosował 8 stycznia apel do premiera Donalda Tuska o wstrzymanie prac nad projektem i ponowne przeprowadzenie konsultacji z położnymi i pacjentkami. 

- „Po ponad 30 latach zakazu aborcji kobiety w ciąży wiedzą, że w sytuacji zagrożenia ich zdrowia lub życia system może zawieść. (...) Lęk stał się częścią doświadczenia ciąży w Polsce. Zamiast go zmniejszać, Ministerstwo Zdrowia proponuje rozwiązanie, które go pogłębia: możliwość porodów na SOR-ach i w izbach przyjęć. Dla kobiet - szczególnie w ciąży zagrożonej - to jasny sygnał: nie obchodzi nas, czy i jak przeżyjecie poród” - napisały w apelu do premiera aktywistki.   

Do szpitala będzie dalej. Co z bezpieczeństwem rodzących?

Padają argumenty, że bezpieczeństwo rodzących przy dużych odległościach dzielących ich miejsce zamieszkania od porodówek może być zagrożone.

Jak to wygląda w przypadku Leska? Zapytaliśmy o to podkarpackiego konsultanta w dziedzinie położnictwa i ginekologii. Dr Jarosław Janeczko nie podziela tej opinii. Jego zdaniem wykluczenie komunikacyjne (rozumiane jako brak rozwiniętej sieci połączeń komunikacji publicznej w rozległym terenie) nie wpływa obecnie w istotny sposób na bezpieczeństwo rodzących.

- Niemal każda rodzina lub najbliżsi posiadają własny samochód, którym rodząca może być przewieziona do szpitala, coraz lepsza jest też sieć dróg - przekonuje.

W opinii konsultanta oddziały, w których rodzi się mało dzieci, nie gwarantują rodzącym właściwego bezpieczeństwa ze względu na brak dostatecznego wytrenowania personelu medycznego w przyjmowaniu porodów powikłanych.

- Zasadniczym problemem dla położników pozostają porody powikłane, a te i tak muszą być zaopiekowane w ośrodku o wyższej referencyjności - mówi konsultant, pytany przez nas o celowość powstawania izb porodowych w miejscu likwidowanych oddziałów położniczych.

- Jeśli w oddziale rodzi się ok. 300 dzieci w roku, zespół w sytuacji powikłania ciąży nie zawsze będzie w stanie interweniować w sposób w pełni kompetentny. W takich przypadkach oddział staje się miejscem przekazywania pacjentek do ośrodka o wyższej referencyjności, co spowolnia udzielanie im właściwej opieki - stwierdza dr Jarosław Janeczko.

Nie uważa, by bezpieczeństwo rodzących pogorszyło się w rejonach, w których po zamknięciu porodówki wydłużył się czas dotarcia do innego, bardziej oddalonego szpitala. - Nie mam informacji z regionu, z których by wynikało, że z tego powodu doszło do dramatu - zaznacza.

Zdaniem konsultanta przy zwiększających się odległościach do ośrodków z oddziałami położniczo-ginekologicznymi rodzące pozostaną bezpieczne, jeśli powszechnie będzie wykorzystywana diagnostyka prenatalna oparta o badanie USG. - Zdecydowaną większość powikłań u rodzących można przewidzieć w pierwszym, drugim trymestrze ciąży. I takie pacjentki są kierowane do szpitali wcześniej - mówi dr Jarosław Janeczko.

- Kwestią zasadniczą dla właściwej opieki nad kobietą w ciąży i w czasie porodu jest zapewnienie przez NFZ dostępności do podstawowych badań prenatalnych USG niezależnie od miejsca zamieszkania. Takie badanie powinno być dostępne w AOS dla każdej kobiety - podkreśla.

Jaki szpital wybierają rodzące? Średnio 6 na 10 kobiet nie rodzi w „swoim” powiatowym

Zapytaliśmy o dane NFZ. Podkarpacki Oddział Funduszu w Rzeszowie przeprowadził dokładne analizy dotyczące bezpieczeństwa porodów. Wynika z nich, że dla rodzących kobiet odległość do najbliższego szpitala nie jest jedynym czynnikiem decydującym o wyborze miejsca porodu.

W 2025 roku mieszkanki powiatu leskiego rodziły 111 razy, ale aż 83 proc. tych porodów odbyło się poza szpitalem w Lesku. - Zatem średnio 8 na 10 kobiet nie urodziło w szpitalu, do którego miały najbliżej - mówi Rynkowi Zdrowia Rafał Śliż, rzecznik podkarpackiego NFZ. Tu warto przypomnieć, że oddział w Lesku zanim został zamknięty - wcześniej był zawieszony od 1 lipca 2025 r. 

Rzecznik przytacza też dane dotyczące Leżajska. W 2025 roku mieszkanki powiatu leżajskiego rodziły 358 razy, ale aż 61 proc. tych porodów odbyło się poza szpitalem w Leżajsku. Zatem średnio 6 na 10 kobiet nie urodziło w „swoim” szpitalu powiatowym. Wszystkich porodów w 2025 r. w leżajskim szpitalu było 251.

Porodówki (zawsze) ze stratą?

Po zatrzymaniu pracy oddziału w Lesku rodzące mają stamtąd najbliżej do szpitala w Brzozowie. Co to znaczy dla szpitala? 

- Przy ogólnie malejącej liczbie porodów wzrost przyjęć rodzących wynikający z zatrzymania pracy oddziału położniczo-ginekologicznego w Lesku do 40 w 2025 roku wobec 25 przyjętych w roku 2024 r. w zasadzie nie jest w naszym szpitalu odczuwalny - mówi Tomasz Kondraciuk, dyrektor Szpitala Specjalistycznego w Brzozowie.

  • W Brzozowie w 2025 roku przyjęto 717 porodów,
  • nieco więcej niż w 2024 r., kiedy było ich 654, ale to i tak daleko poniżej wartości sprzed kilku lat.

Oddział położniczo-ginekologiczny w Brzozowie staje się samotną wyspą na mapie porodówek w tej części Podkarpacia. Czy szpital będzie więcej zarabiał? DyrektorTomasz Kondraciuk wcale nie cieszy się z faktu, że to zarządzany przez niego szpital ma zapewnić teraz bezpieczeństwo i opiekę rodzącym i noworodkom w miejsce kolejnej likwidowanej porodówki. Jak mówi dyrektor w rozmowie z Rynkiem Zdrowia powód jest jeden: finansowy.

Prowadzenie oddziału położniczo-ginekologicznego profitów szpitalowi nie przynosi. - Każdy poród fizjologiczny zostawia jakąś marżę, ale każdy poród z cięciem cesarskim generuje stratę. Stosunek porodów fizjologicznych do porodów z cięciem cesarskim jest mniej więcej jak 1 do 1 i ze względów medycznych na to wpływu nie mamy - zaznacza.

Oddziałom położniczo-ginekologicznym trudno przy obecnych wycenach procedur wypracować zysk. Dyrektor szpitala w Brzozowie przypomina o minimalnym kryterium rentowności „porodówek” określanym na 300-400 porodów rocznie. - Porodów mamy więcej, ale przy obecnych wycenach nie wygenerujemy zysku. Dlatego, że niektóre koszty są stałe tylko do pewnego progu liczby wykonywanych świadczeń. Powyżej trzeba zwiększyć zasoby sprzętowe, obsadę personelu - wylicza.

Jego zdaniem, jeśli w niepublicznych ZOZ-ach położnictwo wychodzi na plus, to dlatego, że są tam pobierane dodatkowe opłaty za dodatkowe serwisy. - My w publicznym szpitalu takich opłat pobierać nie możemy - podkreśla.

Izby porodowe. W oczekiwaniu na konkrety

Co dalej z Leskiem? Jak wynika z naszych informacji dyrekcja szpitala w Lesku i samorząd zabiegają, by w miejsce likwidowanego oddziału położniczo-ginekologicznego powstał w Lesku oddział ginekologiczny. Szpital wystąpił o kontrakt do podkarpackiego oddziału NFZ. - Oczekujemy na warunki zakontraktowania i finansowania oddziału, wiemy, że taka propozycja jest dla nas przygotowywana - mówi nam p.o. dyrektora SP ZOZ w Lesku Małgorzata Bryndza.

W ciągu roku na oddziale położniczo-ginekologicznym w Lesku hospitalizowano ponad 1200 pacjentek, aż ponad tysiąc z nich z problemami ginekologicznymi. - Istnieje zapotrzebowanie na takie świadczenia z zakresu diagnostyki i zabiegów, gdyż w żadnym z sąsiednich powiatów nie ma także oddziału ginekologicznego - podkreśla dyrektorka. 

Jej zdaniem pozostawienie oddziału ginekologicznego wpłynęłoby też na bezpieczeństwo rodzących. - Wzywane w nagłych przypadkach zespoły ratownictwa medycznego wiedząc, że w Lesku nie ma oddziału położniczego, będą transportować rodzące do innych szpitali. Jednak jeśli doszłoby do sytuacji, że zgłosi się do nas z ulicy na SOR potrzebująca pomocy rodząca, obecność ginekologa pozwoliłaby lepiej ocenić jej stan zdrowia i podjąć decyzję o dalszym postępowaniu niż w przypadku obecności samej położnej - zaznacza Małgorzata Bryndza.

Jednak nadal nie zostało opublikowane zapowiadane rozporządzenie, które miało umożliwić tworzenie izb porodowych w miejsce likwidowanych porodówek. - Jeśli takie rozporządzenie się ukaże, będziemy je analizować. Dzisiaj nie znamy konkretów - mówi dyrektorka, podkreślając, że utworzenie izby porodowej w Lesku będzie można rozważać, o ile warunki jej finansowania nie będą prowadzić do kolejnych strat w szpitalu.

Sytuacja z Leskiem to czubek góry lodowej. W tym roku znowu ubędzie porodówek. Powody są dwa: mniej porodów oraz problemy finansowe. 
Porodówki w mniejszych miejscowościach, przy ciągle malejącej liczbie urodzeń, przynoszą szpitalom straty. Są dni, kiedy personel pozostaje w gotowości, ale na świat nie przychodzi żadne dziecko. To powoduje, że porodówek ubywa w Polsce co roku - jak pisaliśmy w Rynku Zdrowia w 2024 roku, jak wynikało z danych GUS, liczba łóżek na oddziałach ginekologiczno-położniczych zmniejszyła się o ponad pół tysiąca.  

Materiał chroniony prawem autorskim - zasady przedruków określa regulamin.

Dowiedz się więcej na temat:

Przeczytaj źródło