Armenia i Azerbejdżan nie mają wątpliwości: Rosja powróci na Kaukaz. Także dlatego przyspieszyły próby dojścia do trwalszego pokoju, który jeszcze niedawno wydawał się całkowicie niemożliwy – pisze dr Karol Wasilewski.
„Skoro już mowa o mapach, to wiecie co? Byłem ostatnio w Mongolii…” – premier Armenii Nikol Paszynian zawiesza głos i uśmiecha się zawadiacko. Widać, że wystąpienia publiczne to jego żywioł, że napawa się każdą sekundą swojego przemówienia, a poczucie władzy, którą ma nad publiką, sprawia mu ogromną przyjemność. Przypomina w tym dobrego stand-upera, który doskonale wie, jak zarządzać tempem skeczu, żeby żart siadł w odpowiednim momencie. „I jak byłem w tej Mongolii, to pomyślałem sobie: O mój Boże, żeby tylko oni nie pokazali mi jakiejś starej mapy, dowodząc swoich praw do naszych ziem!”. Dowcip zadziałał – sala wybuchła śmiechem, doceniając sposób, w jaki Paszynian próbował sobie poradzić z tymi, którzy zarzucają mu, że zdradza Armenię, bo dąży do porozumienia z Azerbejdżanem. Z państwem, które tak niedawno, w 2023 r., doprowadziło do ogólnoarmeńskiej traumy. Jej przyczyną była operacja wojskowa sił azerbejdżańskich skutkująca likwidacją nieuznawanej międzynarodowo Republiki Górskiego Karabachu – parapaństwa zamieszkiwanego przez Ormian.
Nowy pokój na Kaukazie
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
dr Karol Wasilewski
Autor jest kierownikiem zespołu Turcji, Kaukazu i Azji Centralnej w Ośrodku Studiów Wschodnich
Zobacz
Popularne Zobacz również Najnowsze
Przejdź do strony głównej

2 tygodni temu
24






English (US) ·
Polish (PL) ·