"Czterej jeźdźcy apokalipsy sieją obecnie strach i przerażenie w Niemczech. Zwiastują oni wzrost ekstremizmu prawicowego, upadek gospodarczy, trzecią wojnę światową, katastrofę klimatyczną. Każdy z nich ma twarz Donalda Trumpa" - czytamy w poniedziałek (12.01.2026) w niemieckim dzienniku "Sueddeutsche Zeitung" (SZ). Autor felietonu Josef Kelnberger ubolewa, że niestety nikt nie traktuje poważnie "piątego jeźdźca apokalipsy" o twarzy Trumpa, zwiastującego "upadek Unii Europejskiej już w przyszłym roku".
"UE jako sojusz liberalnych państw demokratycznych umrze, jeśli w wyborach we Francji i Polsce w 2027 roku wygra prawica. Trump, Putin i Xi będą walczyć o łupy. A w Niemczech przeszłość, którą uważano za pokonaną, powróci w postaci partii AfD. Będzie ona kierować rządem, który dysponuje najsilniejszą armią na rozpadającym się kontynencie" - pisze Kelnberger.
Zobacz wideo Amerykanie chcą wyrzucić europejskie kraje z kluczowej grupy państw
Nikt nie martwi się o UE
Według niego ten obraz upadku nie jest dziełem "szalonych proroków apokalipsy", ale powraca w rozmowach wpływowych osób w Brukseli, obawiających się o projekt polityczny, który od lat zapewnia Europie pokój i dobrobyt. Jednocześnie "z perspektywy Brukseli najbardziej przerażające jest to, że nigdzie w Europie nikt nie wydaje się poważnie martwić o UE. A przecież są powody do paniki. Tylko dzięki sprawnie funkcjonującej UE można bronić liberalnego europejskiego modelu życia" - pisze autor felietonu.
Zauważa, że jedna z brukselskich mądrości brzmi: "Europa powstaje w czasach kryzysów". "Przywódcy wielokrotnie zbierali się razem, rozszerzali i pogłębiali Unię, wprowadzili euro, a podczas pandemii zaciągnęli nawet wspólne długi. Istnieją jednak poważne powody, by sądzić, że obecny kryzys jest tym wielkim kryzysem, który nie przyczyni się do rozwoju Europy, ale doprowadzi do jej rozłamu" - wieszczy Josef Kelnberger.
"Epigon Kaczyńskiego zamiast Tuska"?
"Węgry pod rządami Viktora Orbana już dawno odeszły od podstawowego konsensusu UE w zakresie zasad państwa prawa, ochrony klimatu i w miarę humanitarnej polityki migracyjnej. Słowacja wydaje się podążać podobną drogą. Jeśli jako miarę potraktować wsparcie dla Ukrainy, to Czechy również już się odłączyły. Włoszka Giorgia Meloni nadal pozostaje w konserwatywnym mainstreamie, ale to się prawdopodobnie zmieni, jeśli we Francji rządzić będzie Jordan Bardella zamiast Emmanuela Macrona, a w Polsce epigon Kaczyńskiego zamiast Donalda Tuska" - czytamy w niemieckiej gazecie.
"Wtedy UE przechyliłaby się w prawo. A Europa stałaby się w dłuższej perspektywie zbiorem państw kierowanych głównie przez prawicowe siły nacjonalistyczne, bez wspólnego projektu wykraczającego poza wspólną przestrzeń gospodarczą" - ocenia autor. I dodaje, że niespełna dwa lata pozostały, "aby przekonać obywateli, że UE funkcjonuje". "Zapewnia ona ochronę przed burzami politycznymi na świecie, wobec których poszczególne państwa byłyby bezradne" - wskazuje.
Przede wszystkim polityka obronna
Zdaniem autora pozytywnym sygnałem jest przyjęcie umowy o wolnym handlu z państwami Mercosur. "Jest to jednak tylko pierwszy, niewielki krok. Do 2027 r. gospodarka europejska powinna znacznie wzrosnąć, nowy budżet w wysokości dwóch bilionów euro powinien być gotowy, a wspólny system azylowy powinien funkcjonować" - postuluje niemiecki dziennikarz.
Przede wszystkim jednak - jak pisze - UE potrzebuje wspólnej polityki obronnej. "Idealnie byłoby, gdyby do 2027 r. położono już podwaliny pod europejską armię, która byłaby ostatecznym spoiwem sojuszu. Ale czy ktokolwiek może sobie wyobrazić, że da się to wytłumaczyć: europejscy żołnierze, którzy mogą być wysyłani do walki przez 'Brukselę'?" - pyta, ubolewając, że wśród mieszkańców Europy brakuje świadomości, iż to rządy państw członkowskich, a nie bezosobowa "Bruksela" odpowiadają za politykę UE.
Zdaniem felietonisty "największym błędem konstrukcyjnym UE" okazuje się powierzenie własnego bezpieczeństwa wielkiemu bratu, Stanom Zjednoczonym, zamiast własnej armii. UE, która powstała na gruzach II wojny światowej, stała się potęgą gospodarczą i siłą pokojową. Jednak "wraz z upadkiem opartego na zasadach porządku światowego" może stać się "zabawką w rękach silnie uzbrojonych mocarstw".
"Zwodnicze przekonanie, że (UE) stoi po właściwej stronie historii, stoi również za dążeniem do uczynienia świata lepszym miejscem poprzez coraz bardziej szczegółowe przepisy" - ocenia autor. Jednak wiele z tych przepisów spełniałoby swoje role wówczas, gdyby UE mogła narzucić swoje standardy Stanom Zjednoczonym i Chinom. "Obecnie są one postrzegane jako ograniczenia dla europejskiej gospodarki. Tak wygląda obraz Unii Europejskiej, która wydaje się przestarzała. Pilnie potrzebuje ona sygnału do zmian" - twierdzi Josef Kelnberger.
Zadanie dla rządów państw Unii
Jak zaznacza, idea stanów zjednoczonych Europy i pomysły przyznania większej władzy instytucjom UE są martwe już od 2025 r., kiedy Francuzi i Holendrzy odrzucili w referendach projekt konstytucji europejskiej. "Teraz więc to rządy krajowe muszą ratować Unię Europejską" - postuluje. Jednak - jak dodaje - nie ma wielkich powodów do optymizmu, czy w krajach członkowskich znajdzie się wystarczające poparcie dla tego zadania.
"W sondażach trzy czwarte Europejczyków regularnie deklaruje, że popiera UE i jest przekonanych, że czerpie z niej korzyści. Najważniejsze pytanie brzmi jednak, czy wynika z tego gotowość do zaakceptowania faktu, że wasz kraj przyjmuje uchodźców z innych państw w ramach solidarności lub wpłaca do budżetu UE więcej, niż z niego otrzymuje" - zastanawia się Kelnberger.
Ubolewa też nad tym, że w mediach często UE jest krytykowana jako "podzielona" albo uznawana za kozła ofiarnego. "W idealnym świecie odbywałyby się teraz masowe demonstracje na rzecz wspólnej polityki europejskiej. W rzeczywistym świecie bardziej prawdopodobne jest, że wielka idea, która przez 80 lat zapewniała kontynentowi pokój, wolność, demokrację i dobrobyt, zginie z powodu braku zainteresowania obywateli" - konkluduje Josef Kelnberger.
Artykuł pochodzi z serwisu Deutsche Welle.
oprac. Anna Widzyk / Deutsche Welle









English (US) ·
Polish (PL) ·