Blake Lively i Jonah Hill w jednym filmie? Tak, w latach zerowych wszystko było możliwe. „Przyjęty” („Accepted”) to lekka, momentami absurdalna komedia z 2006 roku w reżyserii Steve’a Pinka. Głównym bohaterem jest Bartleby Gaines, licealista, który zalicza serię bolesnych porażek – żadna uczelnia nie chce go przyjąć. Żeby uniknąć rozczarowania rodziców, wpada na dość szalony pomysł: tworzy… własny uniwersytet. Razem z paczką znajomych zakłada fikcyjną szkołę o dumnej nazwie South Harmon Institute of Technology i urządza ją w opuszczonym budynku po dawnym szpitalu psychiatrycznym. To, co miało być tylko sprytną ściemą, nagle zaczyna działać naprawdę. Do „uczelni” zgłaszają się setki innych młodych ludzi, których system edukacji również odrzucił.
Dlaczego „Przyjęty” wrócił do łask po latach?
Choć przy premierze film nie zrobił wielkiej kariery (na Rotten Tomatoes ma zaledwie 38% pozytywnych ocen), niemal 20 lat później zaliczył niespodziewany comeback. W styczniu „Przyjęty” trafił do polskiego TOP 10 Netfliksa. Swoje zrobiła nostalgia, łatwy dostęp na platformie i obsada, która dziś brzmi znacznie bardziej „gwiazdorsko” niż w 2006 roku. Dla młodszych widzów to odkrycie starej, szkolno-studenckiej komedii, a dla starszych – powrót do czasów, gdy takie filmy oglądało się bez większych oczekiwań. Jeszcze jeden powód to trend na treści "sentymentalne" - widzowie na całym świecie pokochali filmy sprzed 20, 30 lat, jeszcze sprzed czasów smartfonów.
Choć krytycy nie byli dla „Przyjętego” łaskawi, z perspektywy czasu film zaczyna być traktowany jak tytuł kultowy. Widzowie doceniają jego prosty humor, absurdalne sytuacje i satyrę na system edukacji. Dla wielu to coś pomiędzy klasycznymi komediami kampusowymi a falą filmów Judda Apatowa z połowy lat 2000.

1 tydzień temu
9







English (US) ·
Polish (PL) ·