Nie do wiary, jak nazwała Maję Chwalińską! Powiedziała to wprost

4 godziny temu 8
ZIZOO.PL

Mirra Andriejewa o Mai Chwalińskiej nie owija w bawełnę po finale Roland Garros, w którym pokonała Polkę 3:6, 2:6. Rosjanka przyznała, że jeszcze przed wyjściem na kort towarzyszyły jej nerwy i realna obawa o to, jak ułoży się mecz. W przygotowaniach postawiła na konkretny plan: na treningu odtwarzała styl gry rywalki, a w pewnym momencie nazwała Chwalińską bardzo dosadnie.

Mirra Andriejewa pokonała Maję Chwalińską w finale Roland Garros. Przed meczem pojawiły się nerwy

Andriejewa podkreśliła, że finał nie był dla niej tylko kolejnym punktem w turniejowym grafiku. Z jej słów wynika, że im bliżej meczu, tym mocniej docierało do niej, jak wymagające zadanie stoi po drugiej stronie siatki. Pomogło jej wcześniejsze przyjrzenie się grze Chwalińskiej po spotkaniu Polki z Dianą Sznajder. To wtedy miała wyłapać charakterystyczne zagrania i rytm, który potrafi wybijać przeciwniczki z równowagi.

W tym kontekście mocno wybrzmiało jej nietypowe określenie rywalki. Andriejewa opisała, że na treningu poprosiła partnera o granie w sposób maksymalnie zbliżony do tego, co Chwalińska pokazuje w meczach: mieszane tempo, slajsy, skróty, loby i całą paletę zagrań, które potrafią rozbić klasyczny rytm wymian. Zamiast standardowej rozgrzewki miała być praca zadaniowa, nastawiona na konkretny typ piłek i konkretną reakcję na korcie.

Według relacji Rosjanki sesja miała potrwać godzinę i 20 minut i wypełnić ją miało odtwarzanie tego, co Polka realnie gra w spotkaniach. Taki detal pokazuje, że przygotowania nie kończyły się na ogólnym haśle: zagrać swoje. Tu chodziło o wejście w finał z gotową odpowiedzią na warianty, które Chwalińska potrafi podkręcać w kluczowych momentach.

Maja Chwalińska podziękowała po meczu. Przeprosiła kibiców

Andriejewa jasno wskazała też, jak dużą rolę odegrało wsparcie z boksu. Wprost zaznaczyła, że Conchita przygotowała ją w stu procentach, co sugeruje pełne zaufanie do założeń taktycznych i poczucie, że w finale nie zostawiły niczego przypadkowi.

Z kolei Chwalińska, już po zakończeniu meczu, zwróciła uwagę na wsparcie, które otrzymała, i podkreśliła, że rywalka była tego dnia po prostu za mocna. Zaznaczyła też, że dała z siebie wszystko i przeprosiła kibiców, że widowisko nie było lepsze. Dla Polki sam finał Roland Garros to i tak jeden z najważniejszych momentów w dotychczasowej karierze, a dla Andriejewej kolejny dowód, że w tenisowym świecie liczy się nie tylko talent, ale i chłodna głowa oraz praca wykonana jeszcze zanim zacznie się mecz.

Warto przypomnieć, że niedawno pisaliśmy o trudnej historii polskiej tenisistki. Maja Chwalińska przeszła drogę z piekła do nieba, walcząc nie tylko z brakiem pieniędzy, ale i depresją oraz kontuzjami, przez które musiała na jakiś czas zrezygnować z kariery.

Zobacz także:

Tak rosyjska tenisistka nazwała Maję Chwalińską. Aż trudno w to uwierzyć
Przeczytaj źródło