Netflix usuwa jeden z najodważniejszych romansów dekady. W obsadzie Jake Gyllenhaal i Anne Hathaway

4 godziny temu 7
ZIZOO.PL

Są komedie romantyczne, które oglądamy dla poprawy humoru, by na chwilę zapomnieć o rzeczywistości. I jest „Miłość i inne używki” - film, który łamie wszystkie zasady gatunku, miesza śmiech ze łzami i zostaje w głowie na długo po seansie. To ostatnia szansa, by zobaczyć ten niebanalny obraz, zanim 3 maja zniknie z biblioteki Netflixa. A naprawdę warto, choćby dla jednej z najgorętszych ekranowych par w historii kina.

To nie jest kolejna komedia romantyczna

Na pierwszy rzut oka wszystko się zgadza: on, Jamie (Jake Gyllenhaal), jest czarującym i nieco zagubionym przedstawicielem farmaceutycznym, który robi karierę na fali popularności Viagry. Ona, Maggie (Anne Hathaway), to niezależna i pełna życia artystka, która nie szuka stałego związku. Ich znajomość zaczyna się od czysto fizycznej fascynacji. I tu zaczyna się prawdziwa historia, bo Maggie choruje na Parkinsona, a to, co miało być tylko romansem, przeradza się w głębokie uczucie, które musi zmierzyć się z czymś więcej niż tylko typowe dla komedii romantycznych nieporozumienia.

„Miłość i inne używki”: Chemia, która rozsadza ekran (OPINIA)

Siłą filmu jest jednak przede wszystkim aktorski duet. Chemia między Anne Hathaway a Jake’em Gyllenhaalem jest tak namacalna i autentyczna, że kradnie każdą scenę. Oboje podeszli do swoich ról z niezwykłą odwagą, nie bojąc się ani emocjonalnej, ani fizycznej nagości. To właśnie ich bezpruderyjność sprawia, że ta historia jest tak poruszająca i prawdziwa. Film bywa chaotyczny, momentami próbuje złapać zbyt wiele wątków naraz – od satyry na koncerny farmaceutyczne po dramat o nieuleczalnej chorobie. Ale właśnie w tej niedoskonałości tkwi jego urok. To opowieść, która nie daje łatwych odpowiedzi, ale udowadnia, że miłość potrafi być najsilniejszą z „używek”.

Przeczytaj źródło