Naval ocenił porwanie Maduro. Co były żołnierz GROM sądzi o Delta Force?

1 dzień temu 8

Dziennikarze BBC przedstawili kulisy amerykańskiego ataku na Wenezuelę i pojmania prezydenta Nicolasa Maduro. W rozmowie z „Faktem” całą operację skomentował eksperckim okiem były żołnierz jednostki GROM.

Paweł Mateńczuk ps. „Naval” to nie tylko był członek GROM, ale też autor książek, który przybliża czytelnikom świat służb specjalnych. W rozmowie z „Faktem” ocenił kulisy akcji Delta Force w Wenezueli i opowiedział o swoim kontakcie z tą elitarną jednostką.

Delta Force pojmała prezydenta Wenezueli. Kulisy akcji „Absolute Resolve”

— Podczas naszej wspólnej pracy nie licytowaliśmy się, która jednostka specjalna jest lepsza. W Iraku to nie miało znaczenia. Jednak to, co szczególnie wyróżnia Delta Force, to ogromny budżet. Jej operatorzy mają dostęp do najnowocześniejszego sprzętu i nowinek technologicznych, o którym inni mogą tylko pomarzyć – zaznaczył Naval na wstępie.

Jak ujawniło BBC, operacja o kryptonimie „Absolute Resolve” poprzedzona była miesiącami dokładnego planowania. Stworzono nawet pełnowymiarową replikę kryjówki prezydenta Nicolasa Maduro, by komandosi mogli przećwiczyć możliwe scenariusze. Później konieczne było czekanie na odpowiednie warunki pogodowe, co nastąpiło w nocy z 2 na 3 stycznia.

Misja powietrzno-lądowo-morska trwała dwie godziny i 20 minut oraz zaangażowała olbrzymie siły. Stany Zjednoczone miały w pogotowiu ponad 150 samolotów. Amerykańscy żołnierze zostali ostrzelani, a jeden z ich śmigłowców trafiony, ale ostatecznie cała misja obyła się bez ofiar po stronie atakujących.

Naval pod wrażeniem amerykańskiej operacji. „Majstersztyk”

— Jeśli nie było żadnych strat po stronie amerykańskiej, to był sukces i majstersztyk ze strony militarnej. Przy tego typu operacjach, w których brałem udział m.in. w Iraku, kluczowe jest drobiazgowe przygotowanie. Nad otoczką samego wykonania zatrzymania — w tym przypadku Nicolasa Maduro — pracowały tysiące żołnierzy i ekspertów – mówił „Faktowi” Mateńczuk.

Podkreślał, że Amerykanie musieli mieć swoich szpiegów w Caracas i w bliskim otoczeniu Maduro, ponieważ nie mogli zaryzykować, że prezydenta nie będzie tego dnia w atakowanym miejscu. — Inaczej negatywne skutki porażki mogą mieć skutki na wiele miesięcy albo i lat. Przed dolotem ekipy dokonującej zatrzymania musi zostać zniszczone to, co stoi na drodze — radary, obrona przeciwlotnicza, działania wywiadu na miejscu – dodawał.

— Samo wysadzenie drzwi i pojmanie poszukiwanego to ostatni rozdział. Przecież widzieliśmy na nagraniach, jak ciężkie helikoptery Chinook leciały na miejsce nad Caracas, gdy wciąż było słychać eksplozje. Zagłuszanie elektroniczne i wyłączenie prądu zapewne też wykorzystano – dodawał.

Czytaj też:
Trump grozi kolejnemu prezydentowi. „Musi uważać na swój tyłek”
Czytaj też:
Maduro trafił do aresztu zwanego „piekłem na ziemi”. Jest nagranie

Przeczytaj źródło