Narcyz i manipulant, współtwórca terroru Hitlera. Ile jest prawdy w filmie "Norymberga"?

55 minut temu 7
ZIZOO.PL
Gdy po wojnie trafił w ręce Amerykanów, wciąż wierzył, że może odegrać rolę męża stanu. Nie rozumiał albo nie chciał rozumieć, że świat nie czeka już na jego polityczne talenty, lecz na sąd. Co jest prawdą, a co fikcją w filmie "Norymberga"? W podcaście "Prawdziwe Historie" rozbieramy na czynniki pierwsze film "Norymberga". Co w tej historii jest prawdą, a co filmową fikcją? 8 maja 1945 roku Hermann Goering dobrowolnie oddał się w ręce Amerykanów. Przyjechał mercedesem, z białym skrawkiem materiału na znak kapitulacji. Liczył, że zostanie potraktowany jak polityk, który pomoże ułożyć powojenne Niemcy. To dopiero początek tej historii. Norymberga bez mitu Szybko okazało się, jak bardzo się mylił. Człowiek, który współtworzył aparat terroru III Rzeszy, kierował Luftwaffe, podpisywał decyzje dotyczące grabieży żydowskiego majątku i zlecił przygotowanie "ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej", miał stanąć przed trybunałem. Film pokazuje jego narcyzm i manipulacyjny talent. Podcast dopowiada coś ważniejszego: Goering nie był tylko efektownym cynikiem. Był jednym z centralnych wykonawców systemu zbrodni. Psychiatra, który szukał "nazistowskiego wirusa" Do Norymbergi przyjechał także dr Douglas Kelley, amerykański psychiatra. Jego zadanie brzmiało prosto: ocenić, czy oskarżeni są zdolni do udziału w procesie. Kelley poszedł jednak dalej. Chciał sprawdzić, czy wśród nazistowskich przywódców istnieje wspólne zaburzenie, coś, co można by nazwać "nazistowskim wirusem". Wniosek był przerażający: nie. Kelley uznał, że nie ma jednej klinicznej choroby, która tłumaczyłaby ich zbrodnie. To nie była psychopatologiczna anomalia. To była mieszanka ideologii, oportunizmu, ambicji, konformizmu i żądzy władzy. To najmocniejszy punkt tej historii. Zło nie zawsze przychodzi jako szaleństwo. Czasem przychodzi w mundurze, z dobrymi manierami, pewnością siebie i zdolnością przekonywania innych. Goering i Kelley: pojedynek ego Relacja Kelleya z Goeringiem nie była przyjaźnią, choć film chwilami buduje takie napięcie. To była gra dwóch silnych osobowości. Syn psychiatry nazwał ją później starciem „King Konga z Godzillą”. Goering testował na Kelleyu swoje linie obrony. Negował autentyczność filmów z obozów, zrzucał winę na Himmlera, porównywał nazistowskie zbrodnie do alianckich bombardowań. Jednocześnie potrafił być czarujący wobec lekarzy, strażników i tłumaczy. Kelley nie był jednak naiwny. Wiedział, że rozmawia z człowiekiem, który chce odzyskać kontrolę choćby nad narracją. Goering przegrał wojnę, ale próbował wygrać opowieść o sobie. Proces, który nie był tylko zemstą Norymberga była czymś bez precedensu. Zamiast doraźnych egzekucji alianci zdecydowali się na proces. Robert Jackson, główny amerykański oskarżyciel, wierzył, że odpowiedzią na bezprawie musi być prawo. To w Norymberdze świat zobaczył dowody nazistowskich zbrodni w skali, której wielu nie potrafiło sobie wyobrazić. Filmy z obozów koncentracyjnych wywołały na sali ciszę, osłupienie i próby racjonalizacji po stronie oskarżonych. Proces nie był formalnością. Obrona kwestionowała kompetencje trybunału, a Goering potrafił chwilami uzyskiwać retoryczną przewagę. Dlatego tak ważne okazały się dokumenty, nagrania, zeznania i chłodna precyzja dowodów. Listy, manipulacje i ostatni unik Jednym z najbardziej dwuznacznych wątków jest potajemne przenoszenie przez Kelleya listów Goeringa do żony Emmy i córki Eddy. To wydarzyło się naprawdę. Psychiatra łamał więzienny regulamin, a jednocześnie zyskiwał dzięki temu dostęp do bardziej osobistych rozmów z najważniejszym oskarżonym procesu. Goering do końca próbował zachować sprawczość. Gdy 1 października 1946 roku skazano go na śmierć przez powieszenie, nie pozwolił, by alianci wykonali wyrok. W nocy z 15 na 16 października połknął cyjanek w celi, kilka godzin przed egzekucją. Do dziś nie ma pełnej pewności, skąd wziął kapsułkę. Jedna wersja mówi, że ukrywał ją od początku. Inna, że ktoś nieświadomie mu ją dostarczył. Pewne jest jedno: nawet w ostatnim momencie chciał sam napisać finał własnej historii. "Norymberga" nie jest tylko opowieścią o procesie nazistów. To historia o tym, jak trudno rozpoznać zło. Podcast "Prawdziwe Historie" pokazuje, gdzie film trzyma się faktów, gdzie upraszcza wydarzenia i dlaczego relacja psychiatry z nazistowskim zbrodniarzem pozostaje jednym z najbardziej fascynujących rozdziałów procesu norymberskiego. Cały odcinek zobacz na naszym kanale YouTube naTemat.
Przeczytaj źródło