Miniserial "Miłość i śmierć", który pierwszy raz został wyemitowany przez HBO Max, właśnie stał się nową jedynką Netflixa. Polacy z wielką chęcią sięgnęli po kryminał z Elizabeth Olsen i Jessem Plemonsem, którego fabuła była inspirowana prawdziwą zbrodnią z lat 80. Historia Candy Montgomery wciąż budzi emocje.
Hrabstwo Collin w Teksasie – to tu pod koniec lat 70. ubiegłego wieku przeprowadziła się Candy Montgomery wraz z mężem i dwójką dzieci. Gospodyni domowa poznała podczas mszy w kościele metodystów mieszkającą tuż obok niej Betty Gore, którą później śmiało nazywała swoją najlepszą przyjaciółką. Trzy lata później osiedle zamieszkiwane przez obie panie trafiło na nagłówki pierwszych stron amerykańskich gazet.
Na widok miejsca morderstwa Betty Gore policjanci z miasta Wylie czuli mdłości. Detektywi podejrzewali nawet, że sprawca inspirował się "Lśnieniem" Stanleya Kubricka – pomieszczenie, w którym kobiecie zadano śmiertelny cios, było całe we krwi. Kiedy w zabezpieczonym pokoju (tuż pod zamrażarką) znaleziono siekierę, a podejrzenia padły na niepozorną przyjaciółkę zamordowanej, Candy, mieszkańcy okolic nie mogli uwierzyć, że tak zagorzała chrześcijanka była zdolna do zabicia kogoś z zimną krwią i zadania ofierze aż 41 ciosów bronią.
Polacy rzucili się na serial "Miłość i śmierć" z Emily Olsen
David E. Kelley, twórca komediodramatu "Wielkie kłamstewka" z Nicole Kidman ("Scarpetta"), postanowił trzy lata temu przenieść na mały ekran mrożącą krew w żyłach historię Candy, która dla mieszkańców Wylie była niemalże tak samo słodka jak jej imię. "Miłość i śmierć" podzielono na siedem odcinków, których akcja rozgrywa się na prażących się w słońcu teksańskich przedmieściach, gdzie na każdym kroku stykamy się z promowaną w latach 60. XX wieku koncepcją rodziny nuklearnej.
Rolę wyrachowanej gospodyni domowej powierzono Elizabeth Olsen, najlepiej znanej przeciętnemu widzowi z kreacji Wandy Maximoff (aka Scarlett Witch) w kinowym i telewizyjnym uniwersum Marvela. Jej ekranowego kochanka zagrał Jessie Plemons, współcześnie jeden z największych aktorów-kameleonów, którego pod koniec 2026 roku zobaczymy jako młodego Plutarcha Heavensbeego w filmie "Igrzyska śmierci: Wschód słońca w dniu dożynek".
W obsadzie miniserialu kryminalnego znaleźli się również Lily Rabe ("American Horror Story"), Patrick Fugit ("U progu sławy"), Krysten Ritter ("Jessica Jones"), Tom Pelphrey ("Grupa zadaniowa"), Elizabeth Marvel ("Niedosyt") oraz Keir Gilchrist ("Atypowy").
Miłośnicy kryminałów bez dwóch zdań odnajdą się w świecie wykreowanym przez Kelleya. Serial nakręcony przez "Lesli Linkę Glatter ("Mad Men") i Clarka Johnsona ("S.W.A.T. Jednostka specjalna") radzi sobie zdecydowanie lepiej z ciężarem prawdziwej zbrodni niż inspirowany tą samą sprawą dramat "Candy: Śmierć w Teksasie" z Jessiką Biel ("Iluzjonista") i Melanie Lynskey ("Yellowjackets"). Dzieło z Olsen ma co prawda pewne problemy z narracją i tempem akcji, ale wynagradza te braki świetnym aktorstwem.
W recenzji na łamach amerykańskiego tygodnika rozrywkowego "Variety" Alison Herman stwierdziła, że "Miłość i śmierć' ukazuje postaci w sposób przerysowany, jednocześnie oddając im empatię. "Miłość i śmierć" podbija Netflix. Kryminał odsłania kulisy prawdziwej zbrodni
Miniserial "Miłość i śmierć", który pierwszy raz został wyemitowany przez HBO Max, właśnie stał się nową jedynką Netflixa. Polacy z wielką chęcią sięgnęli po kryminał z Elizabeth Olsen i Jessem Plemonsem, którego fabuła była inspirowana prawdziwą zbrodnią z lat 80. Historia Candy Montgomery wciąż budzi emocje.
Hrabstwo Collin w Teksasie – to tu pod koniec lat 70. ubiegłego wieku przeprowadziła się Candy Montgomery wraz z mężem i dwójką dzieci. Gospodyni domowa poznała podczas mszy w kościele metodystów mieszkającą tuż obok niej Betty Gore, którą później śmiało nazywała swoją najlepszą przyjaciółką. Trzy lata później osiedle zamieszkiwane przez obie panie trafiło na nagłówki pierwszych stron amerykańskich gazet.
Na widok miejsca morderstwa Betty Gore policjanci z miasta Wylie czuli mdłości. Detektywi podejrzewali nawet, że sprawca inspirował się "Lśnieniem" Stanleya Kubricka – pomieszczenie, w którym kobiecie zadano śmiertelny cios, było całe we krwi. Kiedy w zabezpieczonym pokoju (tuż pod zamrażarką) znaleziono siekierę, a podejrzenia padły na niepozorną przyjaciółkę zamordowanej, Candy, mieszkańcy okolic nie mogli uwierzyć, że tak zagorzała chrześcijanka była zdolna do zabicia kogoś z zimną krwią i zadania ofierze aż 41 ciosów bronią.
Polacy rzucili się na serial "Miłość i śmierć" z Emily Olsen
David E. Kelley, twórca komediodramatu "Wielkie kłamstewka" z Nicole Kidman ("Scarpetta"), postanowił trzy lata temu przenieść na mały ekran mrożącą krew w żyłach historię Candy, która dla mieszkańców Wylie była niemalże tak samo słodka jak jej imię. "Miłość i śmierć" podzielono na siedem odcinków, których akcja rozgrywa się na prażących się w słońcu teksańskich przedmieściach, gdzie na każdym kroku stykamy się z promowaną w latach 60. XX wieku koncepcją rodziny nuklearnej.
Rolę wyrachowanej gospodyni domowej powierzono Elizabeth Olsen, najlepiej znanej przeciętnemu widzowi z kreacji Wandy Maximoff (aka Scarlett Witch) w kinowym i telewizyjnym uniwersum Marvela. Jej ekranowego kochanka zagrał Jessie Plemons, współcześnie jeden z największych aktorów-kameleonów, którego pod koniec 2026 roku zobaczymy jako młodego Plutarcha Heavensbeego w filmie "Igrzyska śmierci: Wschód słońca w dniu dożynek".
W obsadzie miniserialu kryminalnego znaleźli się również Lily Rabe ("American Horror Story"), Patrick Fugit ("U progu sławy"), Krysten Ritter ("Jessica Jones"), Tom Pelphrey ("Grupa zadaniowa"), Elizabeth Marvel ("Niedosyt") oraz Keir Gilchrist ("Atypowy").
Miłośnicy kryminałów bez dwóch zdań odnajdą się w świecie wykreowanym przez Kelleya. Serial nakręcony przez "Lesli Linkę Glatter ("Mad Men") i Clarka Johnsona ("S.W.A.T. Jednostka specjalna") radzi sobie zdecydowanie lepiej z ciężarem prawdziwej zbrodni niż inspirowany tą samą sprawą dramat "Candy: Śmierć w Teksasie" z Jessiką Biel ("Iluzjonista") i Melanie Lynskey ("Yellowjackets"). Dzieło z Olsen ma co prawda pewne problemy z narracją i tempem akcji, ale wynagradza te braki świetnym aktorstwem.
W recenzji na łamach amerykańskiego tygodnika rozrywkowego "Variety" Alison Herman stwierdziła, że "Miłość i śmierć' ukazuje postaci w sposób przerysowany, jednocześnie oddając im empatię. 
1 godzine temu
5






English (US) ·
Polish (PL) ·