- 2025 rok przyniósł rekordową liczbę refundacji w raku piersi - ocenia w rozmowie z Rynkiem Zdrowia dr Katarzyna Pogoda, onkolog kliniczna, Przewodnicząca Sekcji Raka Piersi, Polskiego Towarzystwa Onkologii Klinicznej
- Jej zdaniem nowoczesne terapie zmieniają chorobę przerzutową w przewlekłą
- Jako najpilniejszą potrzebę systemową wskazuje dostęp do testów wielogenowych
- Bez tego, jak mówi, niektóre pacjentki nie dostają niezbędnej im chemioterapii, a część przechodzi to leczenie niepotrzebnie
Leczenie raka piersi. "Jest naprawdę dobrze"
Rynek Zdrowia: Jak podsumowałaby pani rok 2025? Co się zmieniło w leczeniu raka piersi?
Dr Katarzyna Pogoda: Dużo pozytywnych rzeczy zdarzyło się w 2025 roku i warto o nich mówić, bo jest naprawdę dobrze. Ostatni rok, to jest sześć nowych refundacji, które weszły do programu lekowego dla naszych pacjentek. To jest pięć nowych terapii i jedna terapia, którą już wcześniej mieliśmy, a teraz zyskała formę podskórną. Różne obszary zostały zaopiekowane.
Pierwszy z nich to jest rak wczesny hormonozależny i duża grupa pacjentek, które mają większe ryzyko nawrotu choroby. Tu zostały zrefundowane inhibitory CDK4/6, które dołączone do hormonoterapii, zmniejszają ryzyko nawrotu. To abemacyklib na kwietniowej liście i rybocyklib w refundacji od października. W wakacje zadziała się ważna refundacja dla chorych z przerzutowym rakiem hormonozależnym. To jest refundacja trastuzumabu derukstekanu, czyli T-DXd, w leczeniu zaawansowanego raka HER2-low. I to jest taki zupełnie nowy sposób myślenia. Dotyczy to też pacjentek z rakiem potrójnie ujemnym. Mówimy o chorym z rakiem piersi, który ma cechę HER2-low. Już od pewnego czasu podkreślano na kongresach międzynarodowych, w zaleceniami międzynarodowych, że warto taką terapię mieć. I nasze pacjentki na szczęście dostały ten lek.
Kolejne zdobycze 2025 r. roku, to jest też na przykład kapiwasertyb. To jest lek stosowany w chorobie uogólnionej, jeśli w tkance nowotworowej występuje mutacja PIK3CA. To terapia, która ma mniej działań niepożądanych niż dotychczasowa, więc na pewno jest to coś wartościowego.
Dostaliśmy też koniugat, który znaliśmy z raka potrójnie ujemnego - sacytuzumab gowitekan (SG) w uogólnionym raku hormonozależnym. Czyli opcje w raku hormonozależnym bardzo się poprawiły w minionym roku. Nastąpiła poprawa i we wczesnym raku, i w raku przerzutowym. Bardzo poszliśmy do przodu. Z kolei w raku HER2dodatnim pojawiła się forma podskórna w jednym zastrzyku. Do tej pory były to dwie terapie, a teraz mamy jedną w formie podskórnej. Więc to jest też ukłon w kierunku naszych pacjentek.
Program lekowy jest obecnie niesamowicie bogaty, a nasze możliwości terapeutyczne są dziś dużo lepsze niż w krajach zachodnich. Nie możemy więc narzekać na brak dostępu do leków.
Rak piersi z przerzutami leczony staje się chorobą przewlekłą
Co to oznacza dla pacjentek? Czy można mówić, że przerzutowy rak piersi staje się chorobą przewlekłą?
Zdecydowanie tak. Zwłaszcza dwa podtypy, bo takie są wyniki, zdobycze medycyny na chwilę obecną. To raki hormonozależne i HER2-dodatnie uogólnione. To są naprawdę choroby, które możemy leczyć dziś długo za pomocą tych wszystkich nowoczesnych terapii.
Czy mówimy też o raku piersi z przerzutami odległymi?
Tak, mówimy też o chorobie przerzutowej. Dawniej w chorobie przerzutowej to leczenie trwało niestety dużo krócej, pacjentki odchodziły. Teraz możemy leczyć je przez długie lata właśnie dzięki dokładaniu tych kolejnych cegiełek do systemu; oprócz klasycznej chemioterapii także kolejnych terapii celowanych, sprytnych leków, które zwiększają szansę w porównaniu do samej chemioterapii o kilka, kilkanaście miesięcy. Więc to jest naprawdę niesamowity postęp w leczeniu.
To rzeczywiście duży postęp i szereg nowych możliwości.
Na pewno tak. Ten postęp jest niesamowity. Ale to też powoduje, że pojawiają się nowe wyzwania. Dzięki temu, że dłużej możemy leczyć pacjentów, zwiększa się liczba wizyt, a liczba onkologów tak nie wzrasta. To jest wyzwanie, jak to pogodzić: te wszystkie zdobycze, które dostaliśmy, z możliwościami naszych rąk. Coraz szerszy zespół powinien być odpowiedzialny za prowadzenie terapii.
Najpilniejsza potrzeba: refundacja testów wielogenowych przed chemioterapią
Wspomniała pani o tych terapiach celowanych, ale żeby można było zastosować taką terapię, to trzeba wiedzieć komu ją podać i jaką. Jak wygląda kwestia diagnostyki i kwalifikowania pacjentów?
Diagnostyka wygląda coraz lepiej, aczkolwiek są wciąż takie miejsca, takie szpitale, gdzie jest z tym trochę trudniej. Do części terapii rzeczywiście potrzebujemy konkretnych badań kwalifikujących i chodzi o poukładanie tych możliwości tak, żeby móc wykorzystać optymalnie każdą terapię. Chodzi o zadbanie o to, żeby był równy dostęp do diagnostyki - i w mniejszych szpitalach, i w większych. To jest również wyzwanie.
Czy chodzi też o dostęp do testów wielogenowych? Jak wprowadzenie ich szerszego stosowania może się przełożyć na sytuację pacjentek z rakiem piersi?
W ramach Sekcji Raka Piersi Polskiego Towarzystwa Onkologii Klinicznej (PTOK) zrobiliśmy podsumowanie roku 2025, wybraliśmy najważniejsze refundacje i według nas było to zaopiekowanie chorych z rakiem HER2-low, bo jest to rzeczywiście przełom w leczeniu, zupełnie nowy koncept. Natomiast jako najważniejszą potrzebę w chwili obecnej, przy tak dobrze zaopiekowanym systemie, wskazujemy właśnie wykonywanie testów wielogenowych u pacjentek kwalifikowanych do klasycznej prostej metody leczenia, czyli chemioterapii w leczeniu uzupełniającym. My ciągle nie do końca wiemy, u której pani, zwłaszcza z sytuacjach z pogranicza, stosować chemioterapię lub nie. I te testy wielogenowe są dodatkową odpowiedzią na takie sytuacje kliniczne.
Bo wiemy, że część pań możemy przeleczać, a część niedoleczać. I tu właśnie chodzi o to, żeby mieć konkret, dodatkową odpowiedź, czy rzeczywiście nasze pacjentki wymagają chemioterapii po operacji. I najczęściej jest tak, że nie wymagają. Natomiast z drugiej strony u części pań, u których nam się wydaje, że guz jest mniej złośliwy, okazuje się, że jednak chemioterapia jest potrzebna. Czyli testy wielogenowe dają tak naprawdę efekty w dwie strony, ale w sumie chemioterapii stosuje się wówczas całościowo mniej. A my też chcemy mieć przekonanie, że stosujemy leczenie u tych pań, które tego wymagają i odpuszczamy tam, gdzie możemy.
Czyli potrzebne jest powszechne stosowanie tych testów u chorych?
To nie jest test do wykonania u każdej naszej pacjentki, ale u części z nich. I naprawdę wynik może być zaskakujący, dlatego jest to ta wartość.
Które pacjentki i na jakim etapie powinny mieć wykonane takie testy?
To jest kwalifikacja po leczeniu operacyjnym chorej z rakiem hormonozależnym, czyli dotyczy to jednego podtypu biologicznego, jednej grupy pań. To jest najczęstszy podtyp. I to dotyczy pacjentek, które albo nie mają przerzutów do węzłów chłonnych, ale mają pewne czynniki ryzyka -gdzie nam się wydaje, że może byłaby tutaj potrzeba chemioterapii.
Ewentualnie są to też panie, które mają jeden do trzech węzłów zajętych, ale kobiety po menopauzie. Na dzień dzisiejszy wiemy, że u takich pań ale przed menopauzą, trzeba stosować chemioterapię. Natomiast u pacjentek po menopauzie ten test nam powie, czy nie trzeba takiej terapii. Nie możemy sami z góry założyć, jaki będzie wynik tego testu i rezygnować z chemioterapii u wszystkich. Faktycznie u większości z nich chemioterapia nie będzie potrzebna, ale bez wykonania testu, my nie wiemy, kto jednak wymaga tej terapii, a kto nie. Nie da się tego określić na podstawie pozostałych badań.
Kwalifikacja do optymalnej terapii
A jak aktualne wytyczne leczenia raka piersi odnoszą się do stosowania tych testów?
Zdecydowanie starsze, ale też najnowsze wytyczne mówią jasno o tym, że właśnie w tych wybranych grupach warto wykonywać testy wielogenowe. Ponieważ to jest kwalifikacja do optymalnej terapii. To jest celowana grupa do chemioterapii - dobranie pacjentek, które faktycznie odniosą korzyść z tej prostej metody leczenia. I to są wytyczne europejskie, amerykańskie, ale też nasze polskie. Tam jak najbardziej jest miejsce dla testów wielogenowych, dlatego warto byłoby rozwinąć takie możliwości dla naszych polskich pacjentek.
To spowoduje też, że będzie mniej chemioterapii u tych kobiet, dla których nie jest ona potrzebna. A chemioterapia jest jednak obciążająca, daje powikłania i wyłącza pacjentki na jakiś czas z życia zawodowego czy społecznego. Bez tego obciążenia pacjentki mogą pracować, płacić podatki, mogą dalej funkcjonować w życiu zawodowym i społecznym. Dotyczy to etapu chemioterapii i po chemioterapii, gdy wiele pań nie od razu wraca do pracy, ale wiele przebywa na zasiłkach rehabilitacyjnych lub decyduje się przejść wcześniej na emeryturę. A więc korzyści dla systemu może być wiele, nie mówiąc o korzyściach wprost dla samych chorych.
Ale testy wielogenowe, mimo możliwości uniknięcia dzięki nim niepotrzebnych chemioterapii i związanych z tym korzyści dla pacjentek i systemu, nie są refundowane.
Nie są. To częściowo wynika stąd, że nie jest to lek. W związku z tym ścieżki refundacyjne są inne, bardziej zawiłe.
Na jakiej więc zasadzie obecnie te testy są wykonywane? Jak są finansowane? Czy pacjentki mogą je robić np. w ramach badań klinicznych, czy płacą z własnej kieszeni?
Niestety nie są refundowane. Ale my rozmawiamy z pacjentkami, przedstawiamy różne opcje, bo ze strony organizacji pacjentów mamy jasny przekaz, że chorzy chcą znać wszystkie możliwości postępowania. Dodatkowo obowiązkiem lekarza jest poinformowanie o tym, jakie są możliwości. Więc rozmawiamy o tym z naszymi pacjentkami, jeżeli zastanawiamy się, czy jest potrzeba chemioterapii czy nie. Czasami są takie cechy guza, że wiemy, mamy pewność, że chemioterapia jest potrzebna. Natomiast jeżeli mamy pewne wątpliwości, to wtedy jest rozmowa o teście wielogenowym. Na dziś to pacjentka decyduje o wykonaniu takiego testu, bo podejmuje decyzję o zakupie i z powodu bariery finansowej to dla niektórych trudne wybory. Dlatego chcielibyśmy, żeby testy wielogenowe były refundowane, co dałoby nam dodatkowe możliwości w doborze optymalnego leczenia.
Profilaktyka wyzwaniem na kolejny rok
O możliwościach terapii już wiem, o ograniczeniach w diagnostyce również, a więc zapytam jeszcze o profilaktykę. Jakie tu są wyzwania?
Wyzwanie na 2026 rok to, jak ruszyć w końcu profilaktykę. Nie powinno nas uspokajać to, że mamy dostęp do skutecznych terapii. Jeżeli będzie taka potrzeba, to mamy czym leczyć. Ale niesamowicie ważna jest profilaktyka i wczesne wykrywanie, aby naprawdę osiągać postępy w leczeniu. Pod tym względem wciąż jesteśmy w ogonie Europy. I to są naprawdę niepokojące dane. Trzydzieści parę procent zgłaszających się na mammografię. To jest ten pułap, który na dzisiaj osiągamy - daleki od jakichkolwiek oczekiwań. Są pewne miejsca, przychodnie, poradnie, gdzie jest znacznie lepiej, m.in. dzięki bezpośredniemu kontaktowi z pacjentami, „wyciąganiu” konkretnych osób na badanie. To działa i w tym kierunku trzeba iść. Ale do różnych grup pań trzeba docierać różnymi kanałami, m.in. przez media.
To jest też moment na to, aby stworzyć pewną modę na badanie się. Pamiętajmy, że rak piersi będzie cały czas, będzie tendencja wzrostowa, bo ryzyko rośnie wraz z wiekiem, a mamy starzejące się społeczeństwo. Dodatkowo rak piersi dotyka też coraz młodszych kobiet, bo żyjemy zupełnie inaczej niż dawniej, styl życia jest gorszy, mamy coraz więcej otyłych osób, mamy mniej aktywności fizycznej, a to są czynniki ryzyka. Ale trzeba oswoić raka piersi. Nie można o nim myśleć tak, jak 15 czy nawet 5 lat temu, bo sposób leczenia bardzo się zmienia, z roku na rok. Zdobycze kolejnych miesięcy to realna zmiana dla naszych chorych i refundacje, które weszły powodują, że tych narzędzi mamy bardzo dużo.
Bardzo dziękuję za rozmowę.
Dziękuję i mocno zachęcam wszystkie panie do badań – profilaktyka ratuje życie.
Materiał chroniony prawem autorskim - zasady przedruków określa regulamin.
Dowiedz się więcej na temat:

2 tygodni temu
17






English (US) ·
Polish (PL) ·