Koniec z darmowym dojeżdżaniem w pracy, gdy szef wysyła w podróż służbową? Sejmowa komisja podjęła decyzję

2 tygodni temu 14
ZIZOO.PL

Rewolucja w podróżach służbowych stanie się faktem? MRPiPS odpowie na postulat zmian w Kodeksie pracy. Czas dojazdu na miejsce pracy miałby być wliczany do czasu pracy, co dla milionów pracowników oznaczałoby potężne nadgodziny i wyższe wypłaty. Kto może zyskać najwięcej i dlaczego pracodawcy już teraz łapią się za głowy na taki pomysł? Wyjaśniamy nowe zasady, o które pyta w resorcie sejmowa komisja.

rozwiń >

Czas dojazdu w podróży służbowej będzie wliczony do czasu pracy? Sejm zajął się sprawą

Jedziesz pięć godzin pociągiem na szkolenie do Gdańska, przepracowujesz tam pełne osiem godzin, a potem wracasz kolejne pięć. Za czas w podróż – ani złotówki, tylko zwrot kosztów. Tak wygląda rzeczywistość milionów polskich pracowników. A przecież gdyby nie polecenie pracodawcy, to nie byłbyś 10 godzin "w plecy" z Twoim własnym czasem. Ale to może się zmienić.

Komisja do Spraw Petycji właśnie uchwaliła dezyderat, w którym zwraca się do Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej o pilną analizę przepisów dotyczących delegacji służbowych. Chodzi o dwie kluczowe zmiany, które mogłyby całkowicie przebudować zasady rozliczania wyjazdów służbowych w Polsce.

Czas podróży ma być czasem pracy - a jak jest obecnie?

Pierwsza zmiana dotyczy wliczania czasu podróży służbowej do czasu pracy. Dziś jest tak, że jeśli pracownik w trakcie dojazdu na delegację nie wykonuje konkretnych obowiązków zawodowych – po prostu siedzi w pociągu czy samochodzie – to ten czas nie jest mu liczony jako praca. Nie dostaje więc za ten czas wynagrodzenia.

Efekt? Ktoś może spędzić cały dzień w trasie, a w dokumentach wygląda to tak, jakby w ogóle nie pracował. Nie dostaje za to wynagrodzenia, nie naliczają mu się nadgodziny, nie ma prawa do odpoczynku. Komisja sejmowa wskazuje, że taka sytuacja prowadzi do przeciążenia pracowników i godzi w równowagę między życiem zawodowym a prywatnym.

Koniec z delegacjami w weekendy bez zgody pracownika to druga propozycja, którą ma zająć się resort pracy

Druga proponowana zmiana jest równie istotna. Chodzi o wprowadzenie zakazu delegowania pracowników w dni wolne od pracy bez ich wyraźnej zgody. Do tego doszłaby obowiązkowa rekompensata za podróż służbową odbywającą się w weekend czy święto.

Dalszy ciąg materiału pod wideo

Obecnie pracodawca może wysłać pracownika w niedzielę na drugi koniec kraju, żeby ten w poniedziałek rano był już na miejscu. Pracownik traci wolny dzień z rodziną, a nie ma z tego praktycznie nic. Podróż służbowa w dzień wolny od pracy może stwarzać liczne problemy dla pracowników i ich rodzin - wskazano w uzasadnieniu petycji, którą zajmowała się komisja.

Kto by na tej całej zmianie skorzystał?

Zmiany objęłyby wszystkich pracowników zatrudnionych na umowę o pracę, którzy wyjeżdżają w teren w ramach podróży służbowej. W praktyce mówimy o:

  • handlowcach i przedstawicielach terenowych,
  • pracownikach budowlanych delegowanych na kontrakty,
  • specjalistach IT jadących do klientów,
  • szkoleniowcach i konsultantach,
  • pracownikach wyjeżdżających na spotkania służbowe do innych miast.

Chociaż tutaj wypada wspomnieć ważne zastrzeżenie - jeżeli dany rodzaj pracy polega na tym, że musisz być non-stop w terenie, to prawdopodobnie taki obszar twojej pracy jest wpisany w umowie o prace jako miejsce pracy.

Przykładowo, jeżeli nie jesteś przedstawicielem handlowym zza biurka, ale masz wyznaczony teren (np. obszar danego województwa), to niemal na 100% masz w umowie o pracę wskazane jako miejsce pracy całe województwo. A wtedy poruszając się po tym obszarze, będącym miejscem pracy, nie wykonujesz podróży służbowej, tylko swoją normalną pracę.

Według różnych szacunków nawet kilka milionów Polaków regularnie podróżuje służbowo. Dla nich wliczenie czasu dojazdu do czasu pracy oznaczałoby realne pieniądze – dodatkowe nadgodziny, wyższe miesięczne wypłaty, a przede wszystkim uczciwe traktowanie.

Co dalej ze sprawą podróży służbowych wliczanych do czasu pracy?

Komisja do Spraw Petycji zwróciła się do resortu pracy o kompleksową analizę problemu i zajęcie oficjalnego stanowiska. Ministerstwo ma odpowiedzieć, czy planuje podjąć prace legislacyjne w tym kierunku.

To oznacza, że sprawa oficjalnie trafiła na biurko Minister Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. Teraz wszystko zależy od tego, czy resort uzna postulaty za zasadne i zdecyduje się na przygotowanie projektu nowelizacji Kodeksu pracy.

Symulacja kosztów: ile zyska pracownik na nowych zasadach? Przykład

Wielu pracowników zastanawia się, jak w praktyce zmiana przepisów wpłynęłaby na ich portfele. Przeanalizujmy to na przykładzie:

Pracownik wyjeżdża w podróż służbową pociągiem o godz. 6:00 rano, a pracę w miejscu docelowym zaczyna o 9:00. Obecnie te 3 godziny podróży nie są wliczane do czasu pracy, jeśli nie wykonywał w nich zadań służbowych, tylko po prostu jechał na miejsce. Po wprowadzeniu zmian, te 3 godziny stanowiłyby normalny czas pracy. Jeśli pracownik pracuje standardowo do 17:00, a powrót zajmie mu kolejne 3 godziny (do 20:00), łącznie jego "dzień pracy" wyniósłby 14 godzin zamiast 8. Oznaczałoby to nie tylko pełne wynagrodzenie za czas podróży, który automatycznie stawałby się też czasem pracy, ale przede wszystkim płatne nadgodziny (w tym przypadku aż 6 godzin nadliczbowych). Dla pracodawców oznaczałoby to drastyczny wzrost kosztów podróży służbowych, a dla pracowników koniec "darmowego" poświęcania czasu prywatnego na dojazdy.

Przepisy z 1974 roku pokutują do dzisiaj, a czasy przecież się zmieniły - mobilność to codzienność pracowników

Warto pamiętać, że obecne regulacje dotyczące czasu pracy pochodzą z Kodeksu pracy uchwalonego w 1974 roku. Od tego czasu zmienił się rynek pracy, pojawiły się nowe zawody, inaczej wygląda mobilność pracowników. A przepisy w dużej mierze zostały takie same u swoich podstawowych założeń. Orzecznictwo sądowe konsekwentnie stoi na stanowisku, że sama podróż służbowa nie jest czasem pracy. Zmiana tego stanu rzeczy wymaga interwencji ustawodawcy – i właśnie o to zaapelowała sejmowa komisja.

Teraz piłka jest po stronie Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. Odpowiedź resortu pokaże, czy miliony pracowników mogą liczyć na zmianę przepisów, czy nadal będą dojeżdżać za darmo.

Źródło: sejm.gov.pl

Przeczytaj źródło