Gdy ten młody trener, bez większego doświadczenia i sukcesów, poprowadzi drużynę w pierwszym w karierze meczu Premier League, spora część kibiców będzie akurat protestować przeciwko strategii przyjętej przez właścicieli Chelsea. Zdaniem fanów The Blues, tak bardzo skupiają się na długoterminowych inwestycjach, że zaniedbują bycie konkurencyjnym tu i teraz.
I już wiadomo, że Liam Rosenior od początku będzie miał u kibiców pod górkę, skoro sam jest idealnym przykładem tego, przeciwko czemu się buntują: doskonale rokującym trenerem, kolejnym perspektywicznym projektem, ale na pewno nie sprawdzonym fachowcem, który wzbudza zaufanie dotychczasowym dorobkiem.
Kibice przykleili mu już łatkę "yes-mana", który dostaje tę pracę tylko dlatego, że będzie robił to, co właściciele Chelsea mu każą. Tęsknią też za czasami, gdy do Chelsea trafiali trenerzy pokroju Jose Mourinho, Carlo Ancelottiego czy Thomasa Tuchela. Teraz nie dość, że ich zespół jest najmłodszy w całej lidze, to jeszcze będzie miał jednego z najmłodszych trenerów. Niepewność jest więc olbrzymia.
Ale dla Roseniora to nic nowego. Gdziekolwiek się nie pojawiał, wątpliwości były podobne: czy nie jest za młody, czy nie zabraknie mu doświadczenia i czy nie okaże się kolejnym bajerantem, który pięknie opowiada o futbolu i potrafi w wywiadach "szarpnąć za właściwe struny", ale nie idzie to w parze z wynikami.
Otóż nie. Liam Rosenior zaznacza, że choć ma dopiero 41 lat, do bycia trenerem przygotowuje się od ponad trzydziestu. Trudno też czynić zarzut z faktu, że sprawnie posługuje się językiem i trafnie dobiera słowa. Już u schyłku piłkarskiej kariery regularnie pisał felietony do "Guardiana", a później zszedł z boiska prosto do telewizyjnego studia Sky, gdzie analizował i komentował mecze. Wbrew pozorom nie był jednak kolejnym, emerytowanym piłkarzem, który szuka dla siebie nowej drogi. Przeciwnie - to właśnie była droga, która miała zaprowadzić go do dawno upatrzonego celu: bycia trenerem wielkiego klubu.
Liam Rosenior został piłkarzem, by kiedyś być lepszym trenerem. Kariera zapisana na slajdach PowerPointa
To właśnie jest w jego historii najbardziej zaskakujące: piłkarzem był niemal przy okazji, widząc w tym jedynie przystanek do tego, by któregoś dnia w końcu zostać trenerem. Uzbierał 141 meczów w Premier League (w barwach Fulham i Hull), ponad 200 w Championship, w barwach Hull City zagrał w finale Pucharu Anglii i reprezentował Anglię w młodzieżówce, ale i tak największe spełnienie i satysfakcję czuł wtedy, gdy wkładał klubowy dres i szedł do akademii, poprowadzić trening dla najmłodszych. Kariera, o której większość trenujących może tylko pomarzyć, jemu służyła przede wszystkim do sporządzania notatek, które kiedyś miały wzbogacić trenerski warsztat. Wszystko, co widział jako piłkarz, wrzucał na slajdy w PowerPoincie, wzbogacał grafikami i własnymi przemyśleniami. Zapisywał ćwiczenia z treningów, taktyczne pomysły na mecze i komentarze do zachowań trenerów, by po latach dokładnie pamiętać, co czuł, gdy był jeszcze "po drugiej stronie". Gdy kończył karierę, dokument liczył 350 stron, a on miał już najwyższą trenerską licencję UEFA Pro.
Jego koledzy w drodze z meczów grali w karty, a on siedział z tabletem i już niedawno skończone spotkanie analizował.
Zawsze był inny. Już jego rysunki z dzieciństwa różniły się od rysunków rówieśników. Oni malowali siebie jako piłkarzy, a on widział się przy bocznej linii w eleganckim ubraniu. Ojciec Liama, Leroy Rosenior, jeden z takich rysunków zostawił sobie na pamiątkę. Obiecał, że jeśli syn osiągnie to, co namalował, gdy miał osiem lat, dostanie obrazek oprawiony w ramkę.
Opowieść o Liamie trzeba zacząć właśnie od Leroya, który witał syna na świecie, będąc piłkarzem Fulham, a później wędrował po kolejnych londyńskich klubach - od West Hamu po Charlton. Liam zawsze był przy nim. Na meczach i na treningach. Dorastał w piłkarskiej szatni, a klubowe siłownie zamieniał w place zabaw. Gdy do ich rodzinnego domu przychodzili przyjaciele ojca, rozmowy szybko schodziły na temat piłki, więc mały Liam udawał, że śpi na kanapie, by słuchać, o czym rozmawiają dorośli, a nie bawić się z innymi dziećmi.
Jako dziewięciolatek przeczytał podręcznik "FA Coaching Book of Soccer Tactics and Skills", ówczesną trenerską biblię, napisaną przez Charlesa Hughesa. Mając jedenaście lat, był grającym trenerem szkolnej drużyny - organizował treningi i nakreślał taktykę na turnieje. Ojciec karmił go wtedy meczami Barcelony Johana Cruyffa i powtarzał, że tak się gra w piłkę, a nie w prymitywnym stylu "kick and rush", popularnym wtedy na Wyspach. Gust wykształcił u syna tak skutecznie, że dziś żadna drużyna z czołowych pięciu lig w Europie nie polega tak bardzo na krótkich podaniach, jak Strasbourg, którego trenerem dotychczas był Rosenior. W klasyfikacji wyprzedza nawet Barcelonę i Manchester City trenowany przez Pepa Guardiolę, w którego grze młody Rosenior był zakochany po uszy.
W artykule dla "Coaches' Voice" Rosenior wspominał, że nigdy nie był łatwym zawodnikiem do prowadzenia. "Miałem 17 lat, występowałem w Bristol City i nie zgadzałem się z trenerem co do sposobu, w jaki chciał grać, więc zadawałem mu przeróżne pytania. Nie dlatego, że chciałem stwarzać problemy, ale dlatego, że byłem dociekliwy i chciałem się uczyć. Zawsze traktowałem karierę piłkarską jako narzędzie do bycia trenerem. Byłem zawodowym piłkarzem, ale równocześnie przez cały czas trenowałem dzieci w klubach, w których występowałem, lub w akademii założonej przez mojego ojca. Szybko zdobywałem trenerskie licencje. Trenerzy w tamtych czasach oczekiwali, że będę dla nich przebijał mury, bez konieczności tłumaczenia, dlaczego mam to robić. Trochę wyprzedzałem swoje czasy. Dzisiaj zawodnicy już nie boją się kwestionować pomysłów trenera i dopytywać o szczegóły, dlatego zawsze wyjaśniam moim piłkarzom, dlaczego coś robimy, i uzasadniam, jaka stoi za tym koncepcja. Futbol ewoluował w tym kierunku".
Liam Rosenior wykorzystał łamy "Guardiana" i antenę Sky, by poznali go wszyscy dyrektorzy sportowi w kraju
Skąd więc u Roseniora, tak zdecydowanego na bycie trenerem, romans z dziennikarstwem? Przez trzy lata pisał felietony do "Guardiana" - zazwyczaj o trendach w futbolu i swoich bieżących boiskowych obserwacjach, ale czasami zbaczał w kierunku polityki i walki o równouprawnienie. Twierdzi, że wstawiania się za słabszymi i walki o ich sprawy nauczyła go matka, Karen, będąca pracownicą socjalną. Dlatego w czerwcu 2020 r., gdy Ameryka wrzała po śmierci George'a Floyda, do której doszło podczas brutalnego zatrzymania przez policję, wykorzystał łamy renomowanego dziennika, by napisać list otwarty do prezydenta Donalda Trumpa, w którym zarzucił mu obojętność i lekceważenie osób czarnoskórych w Stanach Zjednoczonych. W innym tekście podnosił problem niedoreprezentowania czarnoskórych trenerów w angielskim futbolu.
Z kolei w telewizji Sky dał się poznać jako sprawny komentator i świetny analityk. Nie dbał o show, jak Jamie Carragher, Gary Neville czy Roy Keane. Skupiał się na taktycznych szczegółach i rozbieraniu meczów na czynniki pierwsze.
Robił to w pełni świadomie, twierdząc, że jego kariera piłkarska nie była wystarczająco bogata, by - wzorem choćby Stevena Gerrarda czy Franka Lamparda - z miejsca po zakończeniu gry w piłkę dostać trenerską posadę. "Guardian" i Sky były mu potrzebne, by zaprezentować swoją wiedzę i zbudować się w oczach prezesów i dyrektorów sportowych jako świetnie przygotowany trener, z ciekawym spojrzeniem na futbol. Gdy w 2019 r. zadzwonił do niego Mel Morris, właściciel Derby County, przyznając, że jest pod wrażeniem jego szczegółowych komentarzy i chciałby włączyć go do sztabu Phillipa Cocu, Rosenior osiągnął cel.
Liam Rosenior został trenerem sezonu, ale i tak właściciel klubu go zwolnił
Na początku nie było mu łatwo, bo trafił do zgranego sztabu, składającego się z samych Holendrów, którzy wręcz podejrzewali, że może być wtyką właściciela klubu. Potrafili w rozmowach nagle przechodzić na holenderski, by nie rozumiał, co mówią. Dopiero gdy Cocu został zwolniony, a w jego miejsce przyszedł Wayne Rooney, kolejny z tych trenerów, którzy od razu po zakończeniu kariery piłkarskiej mogli liczyć na ciekawe trenerskie posady, rola Roseniora wzrosła. Rooney był twarzą operacji, a on jej mózgiem. Rooney brylował na konferencjach prasowych i w wywiadach, a Rosenior na boisku treningowym. W ostatnich dniach Rooney, były napastnik reprezentacji Anglii, wystawił mu laurkę w swoim podcaście w BBC. Zresztą, Roseniora chwalili wszyscy - od piłkarzy po dyrektorów. Curtis Davies, jeden z nielicznych doświadczonych piłkarzy tamtej drużyny, stwierdził nawet, że Rosenior odpowiadał za 90 proc. taktycznych pomysłów.
W sezonie 2021/2022 Derby zdobyło w Championship 55 punktów, ale 21 z nich zostało klubowi odebranych w związku z problemami finansowymi i licznymi nieprawidłowościami w księgowości. "To, co wtedy osiągnęliśmy, to jedna z najbardziej spektakularnych i niedocenianych rzeczy w angielskim futbolu w ostatnich latach. Mieliśmy drużynę złożoną z dzieciaków. Braliśmy zawodników, z których niektórzy nie mogli nawet przejść testów w klubach National League. Eksperci byli pewni, że przegramy wszystkie mecze, tymczasem uzbieraliśmy tak wiele punktów. Sukces w futbolu najczęściej mierzy się trofeami i wygranymi meczami, ale czasem istnieją okoliczności, które każą spojrzeć poza suche wyniki. Zjednoczyliśmy wtedy drużynę, wypracowaliśmy styl gry i osiągaliśmy dobre wyniki" - opowiadał Rosenior w "Coaches' Voice". Po odejściu Rooneya, przez dwa miesiące samodzielnie prowadził zespół.
W październiku 2022 r. Hull City szukało nowego trenera, który poprowadziłby zespół w walce o utrzymanie w Championship. Miało na oku doświadczonych szkoleniowców, ale to Liam Rosenior, zdołał przekonać zespół rekrutacyjny, że jest najlepszym kandydatem. The Athletic podaje, że najpierw przygotował 60-stronicowy dokument, w którym niezwykle szczegółowo opisał problemy drużyny i zaproponował rozwiązania, a gdy został zaproszony na kolejne spotkanie, zawarł esencję ze swojego raportu w 20-minutowej prezentacji. Rekruterzy, m.in. Tan Kesler, który był wtedy wiceprezesem Hull, a obecnie jest prezesem Pogoni Szczecin, byli pod wrażeniem jego komunikacyjnych umiejętności. Rosenior zachwycił nie tylko wiedzą i dogłębnym przygotowaniem, ale też tym, w jak przystępny sposób przedstawił im swoje wnioski. Pomogło mu w tym telewizyjne doświadczenie.
- Zawsze pytałem zawodników i trenerów, gdzie widzą się za pięć lat - przyznał Kesler w rozmowie z The Athletic. - Liam odpowiedział, że będzie wtedy prowadził klub z Ligi Mistrzów. Nie z Premier League, ale z Ligi Mistrzów.
Od tamtej pory minęły właśnie cztery lata.
- Przygotowywał się do tego bardzo długo. Całymi latami. Błyszczał już wtedy, kiedy go zatrudnialiśmy. Był inny. Niektórzy trenerzy są niesamowici pod względem taktyki i strategii, ale mają trudności z przekazaniem pomysłów piłkarzom. Jedną z największych zalet Liama jest to, jak potrafi uprościć przekaz i w czytelny sposób przedstawić zawodnikom, jakie mają zadania - twierdzi Kesler.
Szczególnie ważne w kontekście pracy Roseniora w Chelsea jest jego oko do młodych piłkarzy. Przez Hull w krótkim czasie przewinęli się Liam Delap, za którego Chelsea zapłaciła później 35,5 mln euro, Jaden Philogene, który w poprzednim sezonie grał w Premier League, a w obecnym błyszczy na jej zapleczu, a także Fabio Carvalho, którego później sprowadził Liverpool. Oni wszyscy rozwinęli się pod okiem Roseniora, a on sam zapracował na tytuł najlepszego trenera Championship. Było jasne, że też za chwilę ruszy w świat.
Rosenior najpierw zdołał Hull utrzymać, a już w kolejnym sezonie zajął 7. miejsce, zaraz za strefą barażową. Do walki o awans zabrakło raptem trzech punktów. Ale apetyt Acuna Ilicaliego, tureckiego właściciela Hull, niesłynącego z cierpliwości i rozsądnego zarządzania klubem, został już rozbudzony na tyle, że pożegnał Roseniora.
W kolejnym sezonie Rosenior pracował już w Strasbourgu i wywalczył awans do Ligi Konferencji Europy, a Hull dopiero w ostatniej kolejce uniknęło spadku do League One.
Dlaczego, zamiast przećwiczyć kolejny schemat, lepiej ułożyć klocki LEGO
Strasbourg należy do amerykańskiego konsorcjum BlueCo - tego samego, co Chelsea. Właściciele, zakochani w młodych piłkarzach, sprowadzają ich do obu klubów niemal spod każdej szerokości geograficznej - kto jest wystarczająco dobry, trafia od razu do Chelsea, a kto potrzebuje jeszcze dojrzeć, najpierw ląduje w Strasbourgu. Kibice francuskiego klubu wściekają się i protestują, bo nie chcą być tylko filią mocarnego klubu z Londynu, ale jednocześnie osiągają niespotykane od dawna sukcesy – ostatni sezon skończyli na siódmym miejscu w Ligue 1, dzięki czemu awansowali do Ligi Konferencji. W tym sezonie, na półmetku, znów są na siódmej pozycji, a w europejskich pucharach skończyli fazę ligową na pierwszym miejscu, bez choćby jednej porażki.
Teraz Chelsea zabiera ze Strasbourga nie kolejnego piłkarza, a trenera. Schemat działania jest jednak bliźniaczy – wykazał duży potencjał, sprawdził się i nabrał nieco doświadczenia, więc pora rzucić go na głęboką wodę. W Anglii Rosenior zasadniczo ma dalej robić to, co robił dotychczas we Francji: rozwijać młodych piłkarzy, zbudować z nich silny zespół, grać ofensywnie i wierzyć „w kolektywną pracę wszystkich klubowych departamentów", czyli nie wtrącać się dyrektorom w transfery, a lekarzom i fizjoterapeutom w decyzje o dopuszczeniu kontuzjowanych zawodników do gry, jak próbował to robić zwolniony właśnie Enzo Maresca.
Rosenior obejmuje Chelsea, która po 21 meczach ma 31 punktów i zajmuje ósme miejsce w Premier League, a w Lidze Mistrzów wciąż ma szansę awansować bezpośrednio do 1/8 finału. Zadebiutuje w sobotę, w meczu Pucharu Anglii z Charltonem, byłym klubem swojego ojca. Na razie zdążył udzielić wywiadu Sky i klubowej telewizji. Pierwsze wrażenie? Kto nie ufa właścicielom, nieufny będzie również wobec Roseniora. Ale – jak to określił Michał Okoński, dziennikarz Tygodnika Powszechnego – "w gębie: Liga Mistrzów". Znów dał o sobie znać jego retoryczny talent. Starannie dobierał słowa i mówił tak, że chciało się go słuchać.
- Jestem dumny i podekscytowany. Doszedłem do tego punktu ciężką pracą, ale powiedziałem już piłkarzom na pierwszym spotkaniu: dostanie się do tego klubu to jedno, teraz chcę z nim wygrywać – zaczął Rosenior i na prośbę dziennikarza scharakteryzował sam siebie: – Jestem wymagający. Myślę, że jestem też szczery. Jestem troskliwy, dbam o swój zespół, zawodników i personel. Jestem zorganizowany, skrupulatny i dokładnie wiem, jak chcę, żeby wyglądała gra mojego zespołu.
Krótko opowiedział też o swojej pracy w Strasbourgu: – Przychodzę z klubu, w którym średnia wieku piłkarzy wynosiła 20,8 roku i była najniższa w Europie. Tutaj mam piłkarzy trochę starszych i bardziej doświadczonych, ale wciąż bardzo młodych. Cieszę się, bo w młodości jest siła. Młodość to energia, zaangażowanie, kondycja i intensywność. Właśnie tak chcę grać: szybko, agresywnie, do przodu – stwierdził Rosenior i wypowiedział zdanie, które momentalnie poniosło się w mediach społecznościowych: – Chcę, żeby nasi kibice na trybunach wstawali z krzesełek już w pierwszych piętnastu minutach. To ma być fala za falą, atak za atakiem. Kiedy grałem przeciwko takim zawodnikom jak Essien, Lampard, Drogba, Robben czy Cole [byłe gwiazdy Chelsea], to czułem, że ten dzień na Stamford Bridge będzie naprawdę trudny. Chcę, by nasi rywale czuli teraz to samo.
Rosenior stwierdził też, że "trenowanie to służenie innym". W jego pomyśle na piłkę tyle samo zajmują bowiem sprawy taktyczne, co kwestie budowania drużyny i relacji z zawodnikami. Jest bardzo blisko swoich piłkarzy. Dużo o nich wie – jaką drogę przeszli, jak wygląda ich życie rodzinne i co słychać w domu. Ma niekonwencjonalne pomysły. W Strasbourgu zdarzyło mu się wpaść na trening z klockami LEGO, gdy stwierdził, że drużyna bardziej niż przećwiczenia kolejnego schematu potrzebuje spędzić ze sobą trochę czasu i zbudować więzi.
Piłkarze, trenerzy i dyrektorzy, z którymi przeciął się w dotychczasowej karierze, opowiadają o nim w samych superlatywach i przedstawiają go jako wszechstronnie przygotowanego do pracy w takim klubie jak Chelsea. Sam też czuje się gotowy, a jego ojciec patrzy na rysunek sprzed lat i wie, że Liam właśnie zrobił kluczowy krok, by zamienić go w rzeczywistość. Liam namalował się wtedy jako selekcjonera reprezentacji Anglii.

23 godziny temu
18






English (US) ·
Polish (PL) ·