Kasy samoobsługowe są dla kontrol-freaków. Ale to wina samych sklepów

1 godzine temu 7
ZIZOO.PL
Robisz zakupy za pomocą kasy samoobsługowej? Jest jeden ważny czynnik, który mocno uzasadnia taką decyzję. To historia lat naruszeń ze strony sklepów, które ignorowały przepisy i pozbawiały nas zaufania do instytucji dyskontu. Choć już wielokrotnie padło, że kasy samoobsługowe to męczarnia, że tak naprawdę to trick dyskontów, który ma wyciągnąć od nas jak najwięcej pieniędzy, a poza tym fraza "samoobsługowe" wcale nie pasuje do omawianego tematu, jest jeszcze jeden czynnik, nad którym warto się pochylić. W procesie zakupów kasy samoobsługowe dają nam jedną dużą przewagę. Choć przewaga ta jest bardzo pozorna, gdyż jest ona po prostu reakcją obronną na nieuczciwe praktyki, które dyskonty stosowały od lat i pomimo kar nakładanych przez UOKiK, coś mi podpowiada, że dalej będą wykorzystywać. Chodzi tu oczywiście o możliwość skontrolowania cen towarów. Zbyt wiele razy markety zawodziły na polu przejrzystego informowania o faktycznej kwocie, jaką przyjdzie nam zapłacić za dany produkt, by im zaufać. W przypadku tradycyjnej kasy sprawdzenie cen to zadanie znacznie trudniejsze. Produkty szybko migają na ekranie, musimy szybko je zapakować, działamy pod presją oceny społecznej i interaktujemy bezpośrednio z człowiekiem, a nie maszyną, przez co jesteśmy zazwyczaj bardziej wyrozumiali. Dyskont często nie jest lepszy od nieuczciwego sklepikarza Przy omawianiu tego tematu zawsze przypomina mi się sytuacja z hotelowego spożywczaka w Bułgarii, której świadkiem byłem lata temu. Nieco nadgorliwy klient (rodak!) bardzo dokładnie analizował swoje wydatki przy kasie. Sprawdzał on, czy cena towarów zgadza się z zapamiętanymi przez niego cenówkami, czy ilość sztuk na rachunku jest taka sama jak liczba artykułów w koszyku, a także bardzo dokładnie przeliczał drobny bilon, który został mu wydany jako reszta. Nie ukrywajmy, był on pewnie lekkim paranoikiem. Swojemu wnukowi (przypuszczenie) tłumaczył on, że tak trzeba, bo sklepikarze często oszukują i należy zawsze patrzyć im na ręce. Prosty proces – brak zaufania stworzył w nim potrzebę kontroli wydatków, więc idąc za tą potrzebą, wygenerował za sobą krótką kolejkę i zarobił kilka poirytowanych spojrzeń (m.in. ze strony ekspedientki). Kasy samoobsługowe dają nam okazję do zrobienia czegoś podobnego, ale ze znacznie mniejszą presją czasu i mniejszym zasięgiem wcześniej wspomnianych poirytowanych spojrzeń. Problem dotyka jednak czegoś bardziej problematycznego – zaufanie wobec dużych dyskontów (a zwłaszcza ich cenówek) się nie opłaca i wielu z nas, idąc do sklepu, musi wcielić się w rolę lekkiego paranoika i control-freaka. Napędzają to nieuczciwe praktyki dyskontów, z którymi walczy UOKiK. Sklepy robią z nas złodziei, a może to my powinniśmy bronić się przed nimi Do niedawna było tak, że ceny (szczególnie produktów promocyjnych) były jak loteria. Sklepy tak powszechnie łamały prawo w zakresie informowania klienta o cenie towaru, że UOKiK nie musiało się zanadto wysilać w znajdywaniu dowodów na nieuczciwe praktyki. Doświadczyła ich naprawdę spora część konsumentów. Ja sam oczywiście też padłem ofiarą "błędów cenowych" w lokalach 6 z 10 największych sieci sklepów w Polsce, szczęśliwie mieszkając w okolicy aż 9 z nich. W jednym nawet wielokrotnie na tym samym produkcie (w odstępie mniej więcej trzech miesięcy). I choć paranoi ani problemów z obsesyjną potrzebą kontroli nie mam, sam często decyduję się na skorzystanie z kasy samoobsługowej, zwłaszcza w sytuacji, gdy w koszyku mam wiele produktów objętych rabatami. Przyznam też, że ostentacyjnie, jeśli cenówka wydaje mi się zbyt piękna, by była prawdziwa, zdarza mi się robić jej zdjęcie. Niestety, kilkukrotnie przyszłość została w ten sposób przeze mnie przewidziana i zdjęcie oszczędziło mi kilkudziesięciosekundowej wycieczki do półki, na której produkt leżał. To jest oczywista przesada, ale na swoją obronę dodam, że więcej grzechów nie pamiętam. Rabat czy rebus? To pytanie rodzi prawdziwą paranoję Przez długi czas o tym, że sklepy mają obowiązek wymagać od nas dokładnie takiej zapłaty, jaka jest zawarta w cenówce, informował nas gigantyczny baner wyświetlany m.in. na kasach obsługowych. UOKiK nie tak dawno temu doszło też do wniosku, że klient nie powinien zadawać sobie pytania: "rabat czy rebus?" Nieuczciwe praktyki są traktowane bardzo poważnie, a skala zjawisk, które opisuję w moim osobistym odbiorze, zaczyna powoli wygasać. Działania Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów przynoszą pożądany efekt. Sklepy szybko reagują na uwagi urzędu i dostosowują swoje rozwiązania do jego wytycznych. Sam UOKiK nie waha się nakładać gigantycznych kar, chociażby w tym tygodniu Travelplanet "oberwało" 650 tys. złotych. I choć ciągłe dyskusje na temat nieuczciwych praktyk rynkowych będą się pojawiać, być może dojdzie do pewnego zwrotu w trendach. Zamiast paranoi z powodu nieuczciwych praktyk wzrośnie nam poziom zaufania do instytucji publicznych, w tym urzędów. Ale to chyba bardzo idylliczna i odległa wizja. Choć życzę nam właśnie takiego scenariusza. No i jeszcze jedno na koniec – kwestia kontroli. Kasy dają nam sporą jej dozę w kwestii oceny, czy sklep nie próbuje w nieuczciwy sposób zarobić na "błędzie cenowym", ale cała otoczka pryska wraz z komunikatem "potrzebna pomoc". Wali się wówczas cały misterny plan kontrolowania procesu zakupowego i zostajemy skazani jedynie na dobrą wolę obsługi dyskontu.
Przeczytaj źródło