Dwie twarze Czarnka. "Udaje kogoś, kim nie jest", "W większości to ściema"

6 dni temu 11
ZIZOO.PL
– Grzeczny chłopak. Zawsze był blisko Kościoła. Wiadomo, jego wuj był księdzem – mówi mieszkaniec Goszczanowa, skąd pochodzi Przemysław Czarnek. W Radzyniu Podlaskim do dziś pamiętają, jak współpracował z ich urzędami. W Lublinie niektórzy przeżyli szok, gdy został wojewodą. – Według mnie on zmienia się, gdy są media. Znam ludzi, którzy znają go od dawna i mówią, że zmienił się na gorsze – odpowiada jedna ze znajomych Czarnka. Przemysław Czarnek z każdym dniem szokuje coraz bardziej. Radykalizmem niedługo zacznie przebijać Konfederację. Co będzie dalej? Do czego jest w stanie się posunąć, by wygrać wybory dla PiS? – Publicznie on zawsze taki był. Publicznie potrafi wpadać w jakąś agresję. Tak go poniesie, że czasami wydaje się, że nad sobą nie panuje. Ale teraz jeszcze bardziej chce pokazać, jaki jest radykalny, żeby jak najbardziej przypodobać się Kaczyńskiemu. Ten człowiek prywatnie jest zupełnie inny niż ten, którego widzimy w telewizji – mówi osoba, która zna go z Lublina. – Czyli jaki? – Prywatnie Przemysław Czarnek jest bardzo przyjemny, jego żona też. Oczywiście ma radykalne poglądy, ale zachowuje się w porządku. Według mnie on zmienia się, gdy są media. Znam ludzi, którzy znają go od dawna i mówią, że zmienił się na gorsze – odpowiada. Po konwencji w Krakowie, gdy Czarnek został ogłoszony kandydatem PiS na premiera, a potem wygłosił taką tyradę, że przez trzy dni Polska miała o czym dyskutować, moja rozmówczyni pomyślała, że gdyby nie miała innych poglądów, toby ją kupił. – A co zrobią prości ludzie? On potrafi przemawiać do narodu prostym językiem i jest w tym dobry. W większości to ściema, ale tak przekazana, że ludzie to kupują – mówi. Jaki jest Czarnek? Pytamy w Lublinie, Radzyniu Podlaskim, Goszczanowie. To miejsca, z którymi był i jest mocno związany. "Czarnek znalazł swoją polityczną niszę, żeby lud pisowski go pokochał" Wiele osób, które znają Czarnka z różnych okresów w jego życiu, odmawia rozmowy o nim. – Znam go. Pamiętam go. Pamiętam jego wujka. Pamiętam, jak współpracował z naszym urzędem… – słyszę od kolejnych rozmówców. A potem nagły zwrot. Nie będą się wypowiadać, nawet anonimowo. Mówią, że boją się hejtu w internecie. Boją się, że ktoś ich rozpozna, nawet jeśli nie podadzą nazwiska. Jeden z rozmówców, który bardzo Czarnka wychwala i mówi, że mu kibicuje, potem nie zgadza się na publikację swojej wypowiedzi, nawet anonimowo. – Radykalny on był zawsze. Widać to było od czasów wojewody. Wtedy był bardzo ostry. Potem jako minister trochę złagodniał, ale teraz może być level hard radykalizmu. To chyba cel PiS-u, by zatrzymać odpływ wyborców do Konfederacji i Korony Polski. Ale widać, że im funkcja Czarnka rośnie, tym bardziej on się radykalizuje. Słyszałem opinie, że na studiach był zupełnie innym, sympatycznym człowiekiem – reaguje jeden z lubelskich rozmówców. Krzysztof Wiejak z portalu Jawny Lublin, który od lat go obserwuje, mówi o nim tak: – To na pewno bardzo inteligentny człowiek i bardzo sprawne zwierzę polityczne, taka krajowa polityczna ekstraklasa. Jest świetnym mówcą i przez swój dosadny język potrafi porwać swoich wyznawców. To taki trybun ludowy, który doskonale wyczuwa nastroje po prawej stronie, idealnie potrafi wczuć się w potrzeby słuchaczy, oczarować. W ten sposób realizuje swoje cele. Jest przy tym cynikiem, potrafi zręcznie manipulować. Mam wątpliwości, czy w niektórych kwestiach prywatnie sam do końca identyfikuje się z tym, co publicznie głosi. Z innych rozmów szybko wyłania się obraz dwóch twarzy Czarnka. Tyle że jedni twierdzą, że cały czas jest sobą i nie udaje, również publicznie... – On jest różnorodny. Bardzo dynamiczny. On się nie zmienia. Podczas wystąpienia w Krakowie również była różna dynamika. Były i żarty, i mocne słowa. Przemysław Czarnek jest ogromnie gawędziarki. Gdy spotyka się na prywatnych rozmowach, jest duszą towarzystwa – mówi jeden z jego współpracowników.   ... a inni sugerują, że publicznie to gra. – Trochę może to być teatr. Ale może on uwalnia swoje naturalne wewnętrzne emocje, które wcześniej były blokowane? Bo teraz może sobie na to pozwolić? – zastanawia się jeden z rozmówców. Zbigniew Smółko, radzyński dziennikarz komentuje: – Opinia u nas była taka, że Czarnek to wcale nie jest troglodyta, za którego próbuje uchodzić. On po prostu znalazł swoją polityczną niszę, żeby lud pisowski go pokochał. Przemawia coraz lepiej. Ale udaje kogoś, kim kompletnie nie jest. Jestem przekonany, że Czarnek nie wierzy w to, co mówi. To taki Palikot à rebours, który wykonywał kolejne przepoczwarzenia się. Były wójt Radzynia Podlaskiego o Czarnku: Drugiej takiej osoby nie ma Radzyń Podlaski. Około 70 km na północ od Lublina. To ważne miejsce na mapie politycznej drogi Przemysława Czarnka. Zanim obecny kandydat PiS na premiera zrobił skok do wielkiej polityki, bezpośrednio przed tym współpracował z tutejszymi urzędami – miasta i gminy.  Był 2015 rok. Burmistrzem był wtedy Jerzy Rębek, znany m.in. z tego, że zawierzył miasto Jezusowi, były poseł PiS. Wcześniej w jego biurze poselskim Czarnek był radcą prawnym. W styczniu 2015 Rębek przedstawił go zaś radziej miejskiej jako nowego prawnika miasta.  Wszystko zmieniło się, gdy w grudniu 2015 roku Czarnek nagle został wojewodą lubelskim. Lokalne portale obwieściły: "Prawnik radzyńskiego Urzędu Miasta dr hab. Przemysław Czarnek wojewodą lubelskim!". – W Radzyniu byliśmy tym zaskoczeni. Był szanowany jako kompetentny radca prawny. Ale nie spodziewaliśmy się, żeby rokował na gwiazdę, tym bardziej że opowiadano mi, że w 2014 roku biegał po KUL i tłumaczył ludziom, że przed PiS trzeba będzie bronić demokrację – mówi Zbigniew Smółko.  W tym czasie Czarnek, jako radca prawny, współpracował też blisko z wójtem gminy Radzyń Podlaski.  – Bardzo dobrze mi się z nim współpracowało. Był niezastąpiony. Gdy został wojewodą lubelskim, nigdy później nie udało się go zastąpić. Drugiej takiej osoby nie ma – tak zachwala go dziś były wójt gminy Wiesław Mazurek. Z jego urzędem Czarnek współpracował przez 4 lata. Dojeżdżał z Lublina. W Polsce nikt go jeszcze wtedy nie znał. Nieco znany był już jednak w Zamościu. Tam także zaczął pracować w urzędzie i tam poznał posła PiS Sławomira Zawiślaka (który dziś jest w Koronie Grzegorza Brauna) – tu Anna Dryjańska pisała o tym więcej. Tych, którzy do dziś mocno go wychwalają, w tych stronach więc nie brakuje. "Mam nadzieję, że jak Czarnek będzie premierem, to gmina jeszcze bardziej skorzysta" – Dojeżdżał punktualnie. Zawsze był odpowiedzialny. Bardzo mi się to podobało. Nigdy o nic nie prosiłem go dwa razy. Nigdy nie trzeba było mu nic przypominać. Jedna rozmowa i już prowadził sprawę. O niczym nie zapominał – mówi o nim Wiesław Mazurek.  Raz zamknął Czarnka w urzędzie: – Zdążyłem wejść do domu, profesor dzwoni: "Uwolnij mnie". Nie wiedziałem, o co chodzi. "Zamknąłeś mnie w urzędzie" – mówi. W urzędzie było cicho, pracował po godzinach pracy, a ja zamknąłem urząd z nim w pokoju. Wróciłem więc i go uwolniłem.  Gdy Czarnek został kandydatem PiS na premiera, pogratulował mu nominacji. – Cały czas się przyjaźnimy, cały czas jesteśmy w kontakcie. Kiedy był wojewodą, również bardzo dobrze nam się współpracowało, gmina z tego skorzystała. Wspierał nas i zachęcał. Mam nadzieję, że jak będzie premierem, to jeszcze bardziej skorzysta z dobrego gospodarza – mówi. Czy z perspektywy Lubelszczyzny Czarnek zmienił się od tamtego czasu? Jeden z jego przeciwników politycznych reaguje: – To jest ciemna postać dla środowiska lewicowego. Gdy był wojewodą, budził niesmak. Teraz, gdy go słyszę, mam jak najgorsze myśli. W cywilizowanym środowisku nie da się przyjąć tego, co on wypowiada i co zamierza. Wiesław Mazurek odpowiada tak: – W podejściu do człowieka, wrażliwości na czyjąś krzywdę jest taki sam, jak był zawsze – troskliwy i pomocny. W moim odczuciu obecnie jest dojrzalszy, odważniejszy, z większym doświadczeniem. Po prostu jeszcze silniejszy. Mówi też, że Czarnek zawsze wspomina swoje rodzinne strony: – Nigdy o nich nie zapomina. Część jego serca jest na pewno tam. Na początku naszej znajomości od razu powiedział, skąd pochodzi. Nawet nie zdążyłem go o to zapytać. Czarnek pochodzi z miejscowości Goszczanów, niedaleko Sieradza. Tam spędził pierwsze 15 lat swojego życia. Od kilku lat jest honorowym obywatelem Goszczanowa. "Czarnek był energiczny. Bardzo grzeczny. Blisko Kościoła" – Jest dobrym człowiekiem, co mogę powiedzieć? Złego słowa o nim nie powiem. Może mógłby tylko trochę przystopować ze swoim językiem. Ale może musi taki być przed kamerą? – reaguje jeden z mieszkańców. Czarnka zna z dawnych lat.  – Był energiczny. Tak go pamiętam – mówi.  – Rozrabiaka? – Nie. Po prostu energiczny. Bardzo grzeczny. Blisko Kościoła. Wiadomo, że jego wuj był księdzem. Przyjeżdżał tu co roku, mszę na cmentarzu odprawiał. Fajna rodzina – odpowiada.  "Ojciec był zawodowym kierowcą, miał własną ciężarówkę. Matka była pielęgniarką" – opisywał "Kurier Lubelski" w 2015 roku. "To dawne dzieje. Kiedy rynek się zliberalizował, zaczęła prowadzić własny sklep: '1001 drobiazgów'. Dom rodzinny był konserwatywny. Nieprzesadnie, tak zwyczajnie, jako to na wsi" – cytował Czarnka.  Wuj ksiądz był bratem jego mamy. To ks. prof. dr hab. Jerzy Pałucki, wieloletni pracownik naukowy KUL, dziekan Wydziału Teologii na KUL w latach 2002-2008, który m.in. przyczynił się do powstania na wydziale nowego kierunku "Nauki o Rodzinie". Był też kapelanem honorowym Ojca Świętego. Czarnek przeniósł się do niego, bo chciał uczyć się w Lublinie i na KUL. "Dlatego wybrałem Lublin. Poza tym mieszkał tu mój wuj, który zaproponował, że mogę u niego zamieszkać" – cytuje go "Kurier Lubelski". – Na pewno podczas kształcenia w szkole średniej Przemysław Czarnek mieszkał z wujkiem. Gdy zmarła jego mama, to częściej do Lublina przyjeżdżali też jego dziadkowie, czyli rodzice księdza Jerzego. To był bardzo otwarty człowiek – słyszę w Lublinie.  Na pytanie, jaki wpływ wujek mógł mieć na Czarnka nikt jednak nie chce odpowiedzieć. Twierdzą, że nie znają tej historii. Ksiądz zmarł w 2023 roku. Za to o Czarnku słyszę jeszcze: – On nie jest człowiekiem, który się denerwuje, boi, czy którego stresuje rzeczywistość.  Albo: – Błyskawicznie podejmuje decyzje. Gdy był ministrem, to jak uznał, że coś jest ważne, to natychmiast wprowadzał to w czyn. Jeszcze tego samego dnia. Jak miał ustalony kalendarz na cały dzień, to jeszcze do tego kalendarza dołączał niezliczoną liczbę osób, które nagle się odezwały, że chcą z nim porozmawiać. Czasami jego współpracownicy nie wytrzymywali tego tempa.  "Po postać zero-jedynkowa. Na pewno trzeba się z nim liczyć" Poglądów Czarnka nie trzeba przypominać. "Uśmiechnięty katotalib" – tak w jednym z ostatnich artykułów nazwał go portal Jawny Lublin. – Czarnek potrafi być ujmujący w swoim poczuciu humoru. Potrafi żonglować słowami. "Sroze" już weszło do kanonu politycznego, tak, jak "marszałek rotacyjny" o Szymonie Hołowni. Ma duży dar w wysławianiu się i w politycznym słowotwórstwie. Potrafi być siepaczem, ale nie jest taki, jak np. Dariusz Matecki, który buduje swoją rozpoznawalność na obrażaniu rozmówców. Czarnek to postać zero-jedynkowa. Albo ktoś go uwielbia, albo nienawidzi – mówi Krzysztof Wiejak. Wspomina też, że Czarnek w swoim środowisku nie jest przez wszystkich tolerowany: – Jest ostry konflikt między nim a marszałkiem województwa lubelskiego Jarosławem Stawiarskim. To w naszym regionie dwaj najpotężniejsi gracze w PiS, którzy za sobą nie przepadają. – Na pewno trzeba się z nim liczyć. I w PiS, i w KO. Nie zdziwiłbym się, gdyby Czarnek w przyszłości został kandydatem PiS na prezydenta. Nie wiem, czy zostanie premierem. Ale nawet gdyby mu się to nie udało, myślę, że to nie będzie koniec jego kariery politycznej, a jedynie kolejny etap w pięciu się coraz wyżej – dodaje.
Przeczytaj źródło