Czarno-biały film, który pokonał „Barbie”. Powinien być wake up callem każdej kobiety

3 tygodni temu 16
ZIZOO.PL

Każda z nas w życiu ma swoje wake-up calle - te chwile, które nagle otwierają oczy i każą się zatrzymać, spojrzeć na siebie i swoje życie bez złudzeń. To może być wydarzenie, rozmowa, książka, a czasem właśnie film. Wake-up call nie pyta, nie prosi, nie dyskutuje - po prostu uderza w serce i mówi: teraz musisz działać, teraz musisz postawić granice, wziąć swoje życie w swoje ręce.

„Jutro będzie nasze” jest właśnie takim filmem. To mocny, czasem gorzki, czasem zabawny, ale zawsze prawdziwy sygnał, że kobieca siła nie zna kompromisów i nie czeka, aż ktoś jej przyzna prawo do własnego życia.

„Jutro będzie nasze” wchodzi na Canal+. To czarno-biały film, który powinien każdy zobaczyć

Akcja filmu rozgrywa się w 1946 roku w powojennym Rzymie - mieście biednym, pełnym życia w bramach kamienic i ulic tętniących od chaosu oraz nadziei na nową przyszłość. W tym świecie spotykamy Dalię, matkę trójki dzieci, żonę brutalnego Ivano, którego przemoc wobec żony jest codziennością. Pierwsza scena filmu jest szokująca - cios zadany zaraz po przebudzeniu, niemal tak zwyczajny, jak poranne espresso z cornetto. To pokazuje, że dla wielu kobiet opresja i przemoc były (i wciąż bywają) elementem codzienności.

Paola Cortellesi, debiutująca jako reżyserka i wcielająca się w Dalię, pokazuje ten świat czarno-białą, teatralną kreską. Kadry 4:3 przywodzą na myśl włoski neorealizm De Sici i Rosseliniego, ale równocześnie pozwalają wprowadzić elementy ironii, humoru i satyry. Domowy terror miesza się tu z taneczną choreografią, groteską i groteskową przewrotnością. Ivano, kreowany jako kompletny idiota, staje się symbolem patriarchatu i cyklu przemocy przekazywanego z pokolenia na pokolenie.

Chcesz zobaczyć tę treść?

Aby wyświetlić tę treść, potrzebujemy Twojej zgody, aby YouTube i jego niezbędne cele mogły załadować treści na tej stronie.

Włoski humor i ironia w cieniu tragedii

"Jutro będzie nasze"

mat. prasowe

Pomimo poważnego tematu, film nie jest ciężki w odbiorze. Cortellesi potrafi wplatać komediowe sceny w momenty dramatyczne, balansując między śmiechem a łzami widza. Czarno-białe kadry z teatralnym sznytem, przerysowane postaci, taniec łączący przemoc z operą - to zabieg ryzykowny, ale jednocześnie nowatorski i efektowny.

Humor nie odejmuje wagi historii, lecz pozwala odbiorcy spojrzeć na problem z dystansem i jednocześnie odczuć jego prawdziwą moc.

Feministyczny manifest w powojennej Italii

"Jutro będzie nasze"

mat. prasowe

Film nie jest jedynie opowieścią o jednej kobiecie. To manifest o zmianach społecznych i emancypacji Włoszek po II wojnie światowej. Dalia staje się symbolem powolnego przebudzenia kobiecej siły. Jej córka Marcella pokazuje, że nadchodzą nowe pokolenia kobiet, które nie będą akceptować starych norm i ograniczeń. 2 czerwca 1946 roku Włoszki po raz pierwszy mogły głosować w referendum - a Cortellesi wykorzystuje tę historyczną cezurę, by podkreślić wagę osobistych wyborów i przemian społecznych.

Cortellesi czerpie inspirację z historii swoich babć i prababci, które opowiadały jej o życiu w świecie pełnym przemocy, przemilczeń i ograniczeń. Rzym pokazany w filmie tętni życiem, ale też odzwierciedla trudności i niesprawiedliwości tamtej epoki - życie codzienne miesza się tu z wielką historią.

Wake up call każdej kobiety

"Jutro będzie nasze"

mat. prasowe

Najbardziej poruszający jest moment, gdy Dalia odkrywa własną moc. Nie tylko w relacjach z brutalnym mężem, ale też w kontekście wychowania dzieci i walki o ich bezpieczeństwo. To kobieta, która wbrew pokoleniowym ograniczeniom i patriarchalnej tradycji, decyduje się żyć po swojemu. Ten film jest śmiechem i łzami, dramatem i triumfem, opowieścią o tym, że emancypacja zaczyna się w domu, w sercu i w codziennych decyzjach.

„Jutro będzie nasze” od 18 stycznia dostępne będzie w streamingu na Canal+. To nie tylko film - to wake-up call, który każda kobieta powinna zobaczyć przynajmniej raz, aby zapamiętać, że niezależnie w jakim miejscu w życiu się znajdujemy - zawsze można zacząć - od jutra.

Przeczytaj źródło