Był królem komedii, jego rola w filmie "Sami swoi" do dziś jest kultowa. Ale Wacława Kowalskiego sława nie cieszyła, bo marzył o innej karierze

7 godziny temu 9
ZIZOO.PL

2 maja mija 110 rocznica urodzin Wacława Kowalskiego – aktora, który kojarzy się od razu z rolą krewkiego przesiedleńca Kazimierza Pawlaka w „Samych swoich”. Zagrał ją genialnie i dzięki niej stał się legendą. Wacław Kowalski grał komediowe role, ale w życiu prywatnym nie był wesołym człowiekiem. Męczyła go ogromna popularność, zdarzało się, że ludzie na jego widok wołali: „Pawlak, podejdź no do płota!”, co czasem go irytowało. Marzył o innej karierze, przeżył ogromną tragedię. Jak potoczyło się życie Wacława Kowalskiego?

Wacław Kowalski - dzieciństwo naznaczone stratą

Urodził się w 1916 roku w miejscowości Gżatsko (obecnie Gagarin), na terenie Rosji. Dzieciństwo i młodość spędził w Gnojnie, na Lubelszczyźnie. Mieszkał tam z rodzicami i trzema siostrami. Już jako  młody chłopak, Wacław Kowalski przeżył stratę bliskiej osoby.  W wyniku nieszczęśliwego wypadku zmarł jego ojciec, kowal. "Podczas pracy w kuźni odłamek metalu wpadł dziadkowi do oka. Niedługo po przeprowadzonej w Warszawie operacji zachorował na zapalenie opon mózgowych i organizm poddał się", wspominał syn aktora, Jan Bartłomiej Kowalski.

Kolejnym potężnym ciosem była śmierć jednej z trzech sióstr. 12-letnia Józia utopiła się w Bugu.  "Wracając z koleżankami z odpustu w kościele w Niemirowie, postanowiła się wykąpać. Mówiłam jej wówczas: "Chodź do domu", ale nie posłuchała. Wróciłam do Gnojna, a niedługo po tym dowiedziałam się, że porwał ją nurt rzeki. Ciało znaleziono kilkaset metrów dalej, koło skarpy", wspominała jedna z mieszkanek Gnojna.

Wacław Kowalski – jak niedoszły śpiewak został aktorem, a po drodze nauczycielem

Te tragedie bardzo przeżył, ale nie załamały go. Był młody, zdolny, marzył, by ruszyć w świat.  Śpiewał barytonem i myślał o występach w  operze. Jednak rzeczywistość zmusiła go do wyboru innej drogi.  W 1937 roku skończył Seminarium Nauczycielskie i rozpoczął pracę w Instytucie Pedagogiki Specjalnej oraz jako nauczyciel w szkole na Polesiu. Potem przyszła wojna, Kowalski brał udział w Kampanii Wrześniowej, 1939 roku. Po wojnie zaczął studia w wymarzonym  Konserwatorium w Łodzi. I być może zrobiłby karierę jako śpiewak, zaczął jednak  statystować w tamtejszym teatrze Wojska Polskiego. Tam wypatrzył go słynny reżyser Leon Schiller. Wacław Kowalski zagrał rólkę "Krakowiakach i góralach" w teatrze, oraz epizod w  „Zakazanych piosenkach”, filmie z 1946 roku.  Tak zaczęła się jego aktorska kariera. W 1951 roku zdał, jako aktor egzamin eksternistyczny w Szkole Teatralnej w Warszawie.

Zagrał wiele ról, która zapadły w pamięć widzom. Na jego dorobek artystyczny składały się role w produkcjach takich jak "Przygoda  na Mariensztacie", "Ewa chce spać", "Stawka większa niż życie" czy "Wojna domowa". Był bardzo lubiany jako dozorca, Ryszard Popiołek w serialu „Dom”. I oczywiście  Kazimierz Pawlak w kultowej serii filmów, którą rozpoczęli "Sami swoi" Sylwestra Chęcińskiego, w 1967 roku.

To nie on miał zagrać Pawlaka, a jeden z mistrzów aktorstwa

Początkowo nie był brany pod uwagę do roli Pawlaka. Sylwester Chęciński myślał o wielkim Jacku Woszczerowiczu, już wtedy legendzie wśród polskich aktorów. Ale mistrz był schorowany, nie ruszał się z Warszawy i trzeba było szukać innego kandydata. Sama produkcja też nie budziła entuzjazmu. „Stary, po co ty się bierzesz za wiochę?”, pytali znajomi Sylwestra Chęcińskiego. Tematyka wiejska nie była wtedy w modzie. Ale on wiedział, że chce robić ten film. O Wacławie Kowalskim pomyślał, bo pracował z nim już wcześniej. Po latach wspominał że ten wybór był, jak uśmiech losu. „Mały zadziora, wulkan energii, choleryk”, mówił o Wacławie Kowalskim w roli Pawlaka.  Wydawało się, że aktor, znany wtedy głównie z ról drugoplanowych nie ma podejścia do  wspaniałego Władysława Hańczy – Kargula. A jednak stworzyli razem duet-legendę. Potem obaj zrobili jeszcze „Nie ma mocnych”( 1974)  i „Kochaj albo rzuć”( 1977).

Żonę, Stasię  kochał ponad wszystko

Wacław Kowalski miał 27 lat, kiedy założył rodzinę. Z przyszłą żoną, Stanisławą, wpadli sobie w oko, już na pierwszym spotkaniu. W 1943 roku para pobrała się w kościele Św. Anny w Białej  Podlaskiej.  Żeby zarobić na rodzinę, Wacław Kowalski rozpoczął pracę przy kolczykowaniu zwierząt.

Zaledwie 3 lata później na świecie pojawił się ich pierworodny syn Jan, a po dziesięciu latach urodził się kolejny syn, Maciej. Synowie byli dumą ojca, obaj poszli na medycynę. Ale początki nie były łatwe, młody Wacław  Kowalski usiłował pogodzić obowiązki domowe, pracę i studia na Konserwatorium w Łodzi. Z czasem rodzina przeniosła się do Brwinowa koło Warszawy. Podobno poza planem filmowym  był człowiekiem cichszym, bardziej wycofanym, niż można by się spodziewać. Dla Wacława Kowalskiego małżeństwo było jednym z najważniejszych punktów odniesienia – stabilnością w świecie, który rzadko ją oferuje. Żona była dla niego nie tylko partnerką, ale też oparciem, kimś, kto rozumiał, czym jest życie obok aktora. Nie był człowiekiem znanym ze skandali ani medialnych wyznań. Chronił swoją prywatność.

Tragedia, która zmieniła wszystko

Wszystko zmieniło się, gdy w 1982 roku młodszy z synów - Maciej, zginął w wypadku samochodowym. Miał wówczas 26 lat, był na ostatnim roku studiów medycznych. Aktor nie mógł sobie wybaczyć, że nie poświęcił mu wystarczająco dużo uwagi. Załamał się, wpadł w depresję i ostatecznie postanowił zakończyć  aktorską karierę. „Pojechaliśmy z Jerzym Janickim, by zachęcić go do grania i wyrwać z depresji” , wspominał  Andrzej Mularczyk, jeden z twórców serialu "Dom" w którym Kowalski grał tak lubianą rolę dozorcy Popiołka. On jednak nie chciał słyszeć o powrocie do pracy, deklarując stanowczo, że "to już go nie interesuje". Pokazał odwrócony do ściany telewizor. Zamknął się w domu, pracował w ogrodzie, hodował pszczoły,  robił zakupy. Zmarł w 1990 roku w wieku zaledwie 74 lat. Umarł z powodu udaru, w drodze do szpitala.  Został pochowany na cmentarzu w podwarszawskim Brwinowie.

"Do tej pory brakuje mi bardzo ojca, tego wielkiego moralnego autorytetu. Podobnie jak i mamy (...) Bo moi rodzice bardzo się kochali, zawsze mogłem na nich liczyć i nigdy się na nich nie zawiodłem. To było wspaniałe małżeństwo", mówił starszy syn aktora,  Jan Bartłomiej Kowalski (cytat za filmsamiswoi.wixite. com)

Przeczytaj źródło