12-latka walczyła o życie, nie została przyjęta. Szpitale przerzucają się odpowiedzialnością

3 tygodni temu 16
ZIZOO.PL

Narodowy Fundusz Zdrowia bada sprawę 12-letniej dziewczynki z Limanowej, która po ciężkim zatruciu tlenkiem węgla przez kilka dni była wożona karetką do Krakowa. Dwa szpitale przedstawiają zupełnie różne wersje dotyczące tego, czy dziecko mogło zostać przyjęte na oddział pediatryczny w Krakowie.

Małopolski oddział Narodowego Funduszu Zdrowia czeka na wyjaśnienia od Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego w Krakowie. Chodzi o sprawę 12-letniej dziewczynki z Limanowej, która zatruła się tlenkiem węgla i była w stanie zagrożenia życia.

Przez cztery dni dziecko codziennie jeździło karetką z Limanowej do Krakowa i z powrotem – ponad 70 kilometrów w jedną stronę. Szpital w Krakowie twierdzi, że nikt nie prosił o przyjęcie dziewczynki na oddział. Lekarze z Limanowej mówią coś zupełnie innego.

Zatrucie czadem i walka o życie

Do zdarzenia doszło 4 stycznia wieczorem. Dziewczynka zatruła się czadem podczas kąpieli – w łazience działał piecyk gazowy. Badania wykazały bardzo wysoki poziom tlenku węgla we krwi.

– U pacjentki badania wykazały 45 procent tlenkowęglowej hemoglobiny. Jest to poziom bardzo wysoki, dziewczynka znajdowała się w stanie bezpośredniego zagrożenia życia – tłumaczył dziennikarzom Onetu doktor Andrzej Gwiazdowski, zastępca dyrektora do spraw medycznych Szpitala Powiatowego w Limanowej.

Z uwagi na ciężki stan pacjentki lekarze zdecydowali o pilnym transporcie do komory hiperbarycznej w Szpital im. Ludwika Rydygiera. Terapia była kontynuowana przez kolejne dni: w poniedziałek, wtorek i środę. Po ostatniej sesji dziewczynka została wypisana do domu.

Codzienne, niebezpieczne transporty

Zanim jednak leczenie dobiegło końca, dziecko każdego dnia było przewożone karetką z Limanowej do Krakowa i z powrotem. Trasa wiodła krętymi, górskimi drogami, a przejazdy odbywały się w trakcie intensywnych opadów śniegu.

Lekarze z Limanowej twierdzą, że próbowali umieścić dziewczynkę w krakowskim szpitalu dziecięcym, aby ograniczyć ryzykowne dla niej transporty. Według dyrektora placówki, Marcina Radzięty, Uniwersytecki Szpital Dziecięcy miał odmówić przyjęcia dziecka.

Krakowski szpital: „To była tylko konsultacja”

Uniwersytecki Szpital Dziecięcy w Krakowie w wydanym oświadczeniu zdecydowanie zaprzecza tym zarzutom.

„W związku z publikacjami medialnymi dotyczącymi rzekomej odmowy przyjęcia 12-letniej pacjentki po zatruciu tlenkiem węgla (czadem), Uniwersytecki Szpital Dziecięcy w Krakowie wyraźnie podkreśla, że ze strony USDK nie doszło do odmowy przyjęcia dziecka” – czytamy w komunikacie.

Placówka podkreśla, że kontakt ze strony Limanowej nie dotyczył hospitalizacji.

„Rozmowa miała charakter konsultacyjny, co jest standardową i powszechną praktyką w systemie ochrony zdrowia i nie stanowi ani zgłoszenia pacjenta do przyjęcia, ani wniosku o hospitalizację” – zaznacza szpital.

Według tej wersji lekarze z Limanowej mieli informować o dobrym stanie pacjentki i planowanym leczeniu, zastrzegając jedynie możliwość dalszego kontaktu w razie pojawienia się objawów neurologicznych.

Limanowa: dokumentacja mówi co innego

Dyrekcja Szpitala Powiatowego w Limanowej nie wycofuje się ze swoich twierdzeń.

– W dokumentacji medycznej dziewczynki zapisano, że Uniwersytecki Szpital Dziecięcy w Krakowie odmówił przyjęcia 12-latki – podkreśla dyrektor Marcin Radzięta.

Jednocześnie, jak donosi Onet, nie chciał szczegółowo komentować treści oświadczenia krakowskiej kliniki.

NFZ sprawdzi, kto mówi prawdę

Sprawą zajmuje się teraz Narodowy Fundusz Zdrowia. Kontrola została wszczęta po medialnych doniesieniach.

– Wyznaczyliśmy Uniwersyteckiemu Szpitalowi Dziecięcemu w Krakowie termin na przedstawienie wyjaśnień do wtorku – poinformowała Aleksandra Kwiecień, rzeczniczka małopolskiego oddziału NFZ.

Po otrzymaniu odpowiedzi urzędnicy mają sprawdzić także dokumentację ze szpitala w Limanowej.

W tle problem z oddziałem ratunkowym

Dodatkowe zamieszanie wywołała wypowiedź rzeczniczki krakowskiego szpitala dla TVN24. Przyznała ona, że Limanowa kontaktowała się w sprawie przyjęcia dziecka, ale chodziło o Szpitalny Oddział Ratunkowy.

Według przepisów Narodowego Funduszu Zdrowia taki transfer nie był możliwy. Po przekierowaniu rozmowy na oddział pediatryczny lekarze mieli już nie poprosić o przyjęcie dziewczynki na oddział.

Czytaj też:
Martwa 60-latka znaleziona w wannie. Tragiczne odkrycie na Śląsku
Czytaj też:
Zwykła konsultacja przerodziła się w dramat. „A to na wózku to co?”

Przeczytaj źródło